Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
„Formy, jakimi
Niemcy likwidowali Żydów, spadają na ich sumienie. Reakcja na te formy spada jednak na nasze sumienie”.
Kazimierz Wyka Zeznanie Efraima Wajnsztajna złożone w Łodzi 4 kwietnia 1945 r. Urodzony w Wąchocku w 1909 r. Księgowy. W czasie wojny w obozie pracy w Starachowicach, potem w partyzantce.
"Po okupacji wyszedłem z lasu z moim kuzynem Binsztokiem Chaimem i pięcioma kolegami. Zamieszkaliśmy w naszym rodzinnym mieście Wąchocku. Tam po trzech tygodniach przyszło do nas w nocy kilku akowców ( ).
Binsztok i Kornwaser uciekli, gdy zauważyli, że tamci mają broń. W pokoju zostało siedem osób. ( ) Spytali, gdzie są pozostali. Znaleźliśmy wymówkę, że poszli po wodę. ( ) Zauważyłem, że dookoła domu stoi pełno uzbrojonych napastników. ( ) Zażądali, by tamci wrócili, ponieważ oni chcieli zamordować wszystkich dziewięciu, tak żeby nie został po nas ślad. Powiedziałem im, żeby przyszli jutro, to spotkają też tych dwóch. Odpowiedzieli mi, że jutro będzie za późno. Zrobiło mi się zimno i gorąco, gdy usłyszałem te słowa. Mrugnąłem do moich, by pojedynczo wychodzili z mieszkania. ( ) Chuligani nie przeszkadzali. ( ) Kiedy już nie było nikogo z moich kolegów, też uciekłem, a oni wszystko z mieszkania zabrali. ( ) Po tym wydarzeniu ( ) wyjechałem do Łodzi. ( ) 19 marca wróciłem po moich kolegów do Wąchocka. Tego samego wieczoru mieliśmy drugi napad, w którym brali udział ci sami napastnicy. Dwie osoby: Josef Wajsblum i Mendel Brit, którzy właśnie wrócili z Oświęcimia, zostali zastrzeleni. ( ) Po tym morderstwie opuściliśmy miasteczko ( )".
Dom stoi w podwórku, róg rynku i Kościelnej. Po wojnie nad fragmentem pożydowskiej oficyny dobudowano piętro. Wyraźnie odcina się od parteru, jakby dwie narracje nie mogły się skleić.
Sień. Kuchnia. Pokój. Tutaj? A może po drugiej stronie sieni.
Mieszkanka domu: - Przyjechałam z Lubelskiego w 1956 r., nic nie wiem o zbrodni.
CieńW 1994 r. opublikowałam reportaż "Fokowe futro" o wąchockich Żydach. Wkrótce nadszedł list z miasteczka. "Byłem świadkiem różnych wydarzeń odnośnie Żydów. ( ) Wiem, że dwóch Żydów wyszło z lasu wycieńczonych. Przyszli do wsi, aby się pożywić. Dwóch Polaków odprowadziło ich do żandarmerii niemieckiej. ( ) Jeden z gospodarzy wziął dziewczynkę Żydówkę do ukrycia, oczywiście za dobrą opłatą. Wyprowadził do lasu i zabił - on już nie żyje".
W tamtym czasie napisałam też tekst "Cień Miejskiej Góry" o egzekucji, jakiej dokonano w Bodzentynie w sierpniu 1944 r. Lokalne AK uznało dwoje przyjezdnych za konfidentów; ją rozstrzelano, on uciekł spod lufy. Półnagi, gdyż przed wykonaniem wyroku - jak zeznał w latach 50. - kazano mu udowodnić, że nie jest Żydem.
Ona przywiozła ze sobą do miasteczka patefon, biżuterię i futro. Krążyły pogłoski, że są Żydami. Nim partyzanci wyprowadzili ich z mieszkania przy Kieleckiej, splądrowali szafy, a walizki z odzieżą i butami kazali nieść na Górę Miejską, miejsce egzekucji.
Bodzentyn i Wąchock dzieli 20 kilometrów.
PróżniaGimnazjalista Piotr Stachowicz prowadzi mnie na wąchocki kirkut.
Zapamiętałam, że był zdewastowany. Teraz otacza go kamienny mur i zdobi kuta brama. Fundatorem jest Amerykanin Rafael Feferman, syn krawca z rynku. Wiosną 2006 r. znów znalazł się w miasteczku, otwierał odnowiony cmentarz. W asyście rabina, biskupa, proboszcza, miejscowych cystersów, władz wszelkiego szczebla i mieszkańców. - Hanka! To ty? - podskoczył do Anny Perchel, koleżanki sprzed wojny. Uścisnęli się.
Na tle burego nieba i milczących grobów 15-latek wskrzesza mikrohistorię wąchockich Żydów. W liczbach, imionach i zgrzytliwych epizodach polsko-żydowskiego współistnienia. Wie, że zachowały się głównie nagrobki kobiet. Bo są mniejsze niż nagrobki mężczyzn, które rozkradziono na budulec. Wie, gdzie mykwa, bóżnica, jatka i dom rzezaka; kto biedny, a kto bogaty. I że cała Wielkowiejska była żydowska.
Opowieść chłopca ma ludzki wymiar; twarz Binsztoków, Hechtów i Marmurków; zapach sklepu łokciowego i piekarni. Piotr wie również, w jaki sposób ten świat się zdematerializował.
Jesienią 2009 r. wraz ze swoją klasą wziął udział w projekcie edukacyjnym "Szkoła dialogu", przygotowanym przez fundację Forum Dialogu między Narodami.
- Wcześniej nic o Żydach nie wiedziałem - stwierdza. - A dziadkowie o nich nie wspominali.