Kwartet z Ellensburga jest wymieniany jednym tchem wśród takich pionierów stylu jak Green River, U-Men czy Melvins. Co skutecznie prowokuje do tego, aby choć przez chwilę zastanowić się nad właściwym znaczeniem terminu "grunge". W Polsce na fali światowej popularności za przedstawicieli tego nurtu uważaliśmy przede wszystkim Nirvanę, Pearl Jam czy Soundgarden. Tymczasem grunge był bardziej pojemny, niż mogłoby się wydawać patrząc przez pryzmat paru płyt tej trójki. Screaming Trees od samego początku swojej działalności w 1985 roku znacząco odróżniali się od kapel z Seattle. Grupa dużo głębiej zanurzona była w amerykańskiej tradycji, poza hard rockiem sięgała też po psychodelię, folk, a nawet soul czy gospel. Te inspiracje połączone z niesamowitym, niskim głosem wokalisty Marka Lanegana tworzyły niezwykle inspirującą mieszankę, która jednak niestety nie okazałą się dla formacji przepustką do wielkiej kariery. Po kilku płytach nagranych dla koncernu Epic Screaming Trees zniknęli ze sceny w połowie lat 90. Na szczęście Lanegan nagrywa nadal - przez moment był członkiem Queens Of The Stone Age, współpracował z zespołem Twilight Singers, wspólnie z liderem tej formacji Gregiem Dullim stworzył grupę Gutter Twins, udzielał się w projekcie Soulsavers, nagrywa płyty solowe. dziś jednak słuchamy go w roli wokalisty swojej macierzystej kapeli w piosence z wydanej w 1992 roku płyty "Sweet Oblivion".