Kiedy powiedziało się A, wypada dorzucić B. Skoro wczoraj przypomnieliśmy Green River, dziś sięgamy po nagranie Mudhoney
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Robert Sankowski
Nieustanne przenikanie się, pączkowanie i ferment sceny w Seattle to jeden z podstawowych elementów muzycznej legendy tego miasta. Gdy pod koniec 1987 roku posypał się ostatecznie skład grunge'owego pioniera Green River, członkowie tego zespołu natychmiast rzucili się zakładać kolejne formacje. Wspomniany już wczoraj twórca terminu grunge - wokalista Mark Arm - założył Mudhoney.
Występujący od stycznia 1988 roku zespół uważany był pod koniec dekady za czołowego reprezentanta sceny Seattle. To na niego wskazywały media muzyczne - jeśli już w ogóle zwróciły uwagę na niezależne zespoły z tego miasta - szukając kapeli, która mogłaby wypłynąć z tego miasta na szersze wody i zaistnieć na światowej scenie. Najlepszym dowodem słynny materiał brytyjskiego dziennikarza Everetta True opublikowany przez magazyn "Melody Maker", w którym zaproszony przez szefów wytwórni Sub Pop krytyk opisał lokalną scenę - Mudhoney jawi się w nim nieomal jako formacja flagowa, o Nirvanie - rówieśniku grupy Arma - pojawia się tylko drobna wzmianka.
Te prognozy nie były zresztą odległe od prawdy. Pierwsze wydawnictwa Mudhoney do dziś porażają surowością i energią, świetnie sprawdzają się też jako elementarz grunge'owego stylu. Jak doskonale wiemy ostatecznie to nie Mudhoney dało hasło do muzycznej rewolty. Ale formacja - podobnie jak parę innych zespołów z Seattle - na fali popularności Nirvany i Pearl Jam zyskała szansę zaprezentowania się masowej publiczności. Podpisała koncert z koncernem Warner i nagrała dla niego w latach 90. cztery płyty. Niestety żadna z nich nie okazała się hitem na miarę oczekiwań wielkiej wytwórni. My sięgamy dziś jeszcze dalej w historię i przypominamy jeden z najsłynniejszych numerów zespołu z końca lat 80. - wydany w 1988 roku przez Sub Pop singel "Touch Me I'm Sick".