http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Topór cięć spada na ulgę internetową

Kamil Mizera
2011-12-29, ostatnia aktualizacja 2011-12-29 15:36

Internet
Internet

Dramatyczne czasy wymagają dramatycznych działań. Choć Polsce daleko do sytuacji gospodarczej takich krajów, jak Grecja czy Irlandia, to nie da się zaprzeczyć, że widmo kryzysu krąży nad Europą.

SERWISY
O tym, że nadeszła pora zaciskania pasa przekonaliśmy się 18 listopada podczas sejmowego expose Premiera Donalda Tuska, który nakreślił plan działań na najbliższe cztery lata. Na liście przywilejów podatkowych skazanych na ścięcie znalazła się także ulga na internet. Czy jej likwidacja nie kłóci się z prowadzoną przez rząd kampanią na rzecz walki z cyfrowym wykluczeniem?

Ulga internetowa, która została wprowadzona w 2005 roku, pozwala odpisać od rocznego dochodu udokumentowane koszty korzystania z internetu, do kwoty nie większej niż 760 złotych. Pomyślana została ona jako narzędzie walki z cyfrowym wykluczeniem, w czasach, kiedy ceny internetu wołały o pomstę do nieba (na przykład Neostrada 512 kb/s kosztowała wówczas prawie 100 złotych miesięcznie w kontrakcie na 2 lata). Dzięki niej państwo de facto obniżało koszt korzystania z sieci, co miało zachęcić Polaków do podłączania w domach internetu.

Obecnie koszty korzystania z internetu, choć wciąż nieszczególnie niskie, spadły znacząco w stosunku do 2005 roku. W tym momencie TP oferuje prędkość 20 MB/s w cenie niecałych 70 złotych, zaś konkurencyjna Netia 60zł. Z perspektywy czasu ta różnica jest wręcz olbrzymia. Również raport Urzędu Komunikacji Elektronicznej z 2010 roku wskazuje że oferty naszych dystrybutorów internetu plasują się poniżej średnich cen Unii Europejskiej (choć warto by zapytać w tym raporcie o stosunek ceny do zarobków), zaś już w 2009 roku OECD plasowało Polskę na 17 miejscu z 30 analizowanych krajów, przy czym polski cennik był niższy niż chociażby amerykański.

Dlatego w opinii wielu ekonomistów rezygnacja z tego przywileju była nieunikniona i z punktu widzenia finansów państwa jak najbardziej racjonalna. Dzięki likwidacji ulgi, która prawdopodobnie zniknie już od 2013 roku budżet państwa może zaoszczędzić w ciągu 4 lat około 1,5 miliarda złotych. To kwota, którą nie można wzgardzić, zwłaszcza, że sama rezygnacja z tego przywileju nie budzi tak silnych emocji, jak chociażby zapowiedź wydłużenia wieku emerytalnego.

Niemniej jednak dotknie ona sporą grupę osób. Tylko w 2010 roku z ulgi tej skorzystało blisko 3,9 miliona podatników. Być może dla większości z nich możliwość odpisania lub nie odpisania kosztów internetu nie stanowi większego finansowego problemu, jednak bez wątpienia w grupie tej znajdują się osoby, które mogą być zagrożone cyfrowym wykluczeniem ze względów finansowych właśnie. Według "Diagnozy społecznej 2011" około 10% respondentów pytanych o brak internetu w gospodarstwie domowym wskazywało zbyt wysokie koszty. To znaczna zmiana w stosunku do 2009 roku, gdy odsetek ten wynosił aż 31%. Wciąż jest to jednak co 10 dom, w którym brak sieci wynika ze względów finansowych.

Czy więc ten przywilej podatkowy powinien pozostać nienaruszony? Niekoniecznie. Przede wszystkim trzeba zauważyć, że kwestia cen dostępu do sieci pełni coraz mniejszą rolę w utrwalaniu i pogłębianiu się cyfrowego wykluczenia. Jednym z głównych powodów wciąż jest problem braku infrastruktury, jednak i w tej kwestii widać duży postęp. Nie dalej jak miesiąc temu Komisja Europejska dała zielone światło Polsce na realizację projektu wartego 1,4 miliarda złotych mającego na celu budowanie infrastruktury internetowej w ramach Projektu Sieci Szerokopasmowej Polski Wschodniej. Ma to zapewnić dostęp do internetu 90% gospodarstw domowych i 100% przedsiębiorstw z tego obszaru. Celem projektu, na równi z budowaniem infrastruktury, jest również zapewnienie przeszkolenia osób zagrożonych wykluczeniem cyfrowym, dzięki któremu będą mogli zyskać niezbędne internetowe kompetencje.

W tym kontekście warto podkreślić, że większy odsetek osób nie korzysta z internetu nie dlatego, że ich na to nie stać, ale dlatego, że nie czuje potrzeby lub po prostu nie potrafi. Jest to aż 19% tych, którzy dostęp do sieci posiadają. Są to tak zwane "miękkie" bariery, które mogą być przełamywane tylko poprzez specjalne programy edukacyjne i akcje promocyjne, ale również poprzez dostosowanie technologii do potrzeb osób cyfrowo wykluczonych, w szczególności seniorów. Można więc stwierdzić, że jeżeli ulga internetowa miała pełnić rolę pobudzającą do "podłączania" się obywateli do internetu i wspierać walkę z cyfrowym wykluczeniem, to z tego zadania już jakiś czas temu się wywiązała. Obecnie zaś finansowanie zapobiegania temu zjawisku, pośrednie czy bezpośrednie, konieczne jest gdzie indziej.

Obecna sytuacja ekonomiczna państw Unii Europejskiej wymusza daleko idące reformy gospodarcze, które dotykają różnych sfer życia społecznego, w tym również kwestii związanych z problemem cyfrowego wykluczenia. Ulga internetowa w obecnym kształcie wydaje się nie do obronienia, gdyż przy obecnych malejących cenach za internet dawanie niemal wszystkim możliwości odpisywania prawie 760 złotych w skali roku wydaje się zwykłą rozrzutnością. Odwołując się jeszcze raz do wymienionych przeze mnie cenników, 20MB/s internet kosztuje obecnie około 720 złotych rocznie - z obecnie funkcjonującą ulgą jest niemal za darmo. Nie oznacza to jednak, że nie warto byłoby zastanowić się nad wprowadzeniem mechanizmów, które pozwalałyby wspierać te osoby czy gospodarstwa domowe, które nie korzystają z internetu ze względu na koszty tak, aby nie pozostawały poza nawiasem cyfrowego społeczeństwa.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 2
  • 2
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':