http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Istoty z ery prepeceta

Damian Kowalski *
2011-11-23, ostatnia aktualizacja 2011-11-24 14:30

Gdy widzisz komputer co myślisz? Od razu wiesz jak można go użyć. Intuicyjnie szukasz i znajdujesz przycisk, by go włączyć. Wiesz, do czego służy myszka i jak znaleźć brakujące polskie znaki na klawiaturze. W każdej wersji systemu operacyjnego dotrzesz do przeglądarki i wystukasz login i hasło, by sprawdzić pocztę. Każdy z nas, pokolenia telefonów komórkowych, internetu i innych gadżetów grających, ma to we krwi. A patrząc na współczesne dzieciaki, widać, że im młodsze, tym pewniej pławią się w cyfrowym środowisku. Dziś już niemowlęta mają swoje gry na smartfonach i bajki na laptopach domowych. I ta obecność komputerów jest dla nas oczywista. Ale nie dla wszystkich.

Zajęcia dla seniorów
Fot. Wojciech Surdziel / AG
Zajęcia dla seniorów
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Bo czy bylibyście w stanie, po przeżyciu prawie całego życia zawodowego, zmienić wszystko ot tak w podejściu do swojej pracy, do sposobu prowadzenia dokumentacji i wszystkich czynności związanych z pracą? Czy zakwestionowalibyście wszystko, co dotychczas robiliście bez stresu i obaw, szybko i łatwo? Taki los dzisiejszy świat zgotował wszystkim tym, którzy urodzili się czasach przedcyfrowych. W czasach prepeceta.

Jak podejść do tego problemu? Jak wyszkolić grupy ludzi bardzo różnorodne wiekowo pracujące w biurach, laboratoriach, urzędach i instytutach? Wybiła im godzina porzucenia papierów i karteluszek, klaserów i szaf archiwalnych na rzecz wirtualnych pamięci i szaf serwerowni. Większość tych osób jest już po czterdziestce lub pięćdziesiątce. Nierzadko są to osoby bliskie emerytury. Im to więc przyszło stanąć przed wyzwaniem najtrudniejszym w ich karierze.

Jako osoba szkoląca muszę znaleźć most, który przerzucę między tymi dwiema epokami. Przekazać wiedzę tak, aby po szkoleniu kursanci byli mądrzy nie tylko zbiorowo, ale także indywidualnie. Aby bez strachu próbowali szukać rozwiązań problemów, które mogą stanąć przed nimi np. na dyżurze. Mają stawiać sobie pytania i samodzielnie pracować, by w końcu osiągnąć biegłość w obsłudze komputera i oprogramowania.

Moja bogata praktyka zawodowa pozwala mi podzielić osoby, które szkolę na trzy główne grupy. Piszę o tych osobach w rodzaju żeńskim, bo 95% osób jakie przychodzi mi uczyć to kobiety. Jednocześnie opisuję tylko osoby, które do tej pory nie miały praktycznej styczności z komputerem. Nie posiadają więc własnego komputera w domu i jest on dla nich czymś "nowym".

Pierwsza grupa to śmiałkinie, kobiety-gladiatorzy. Mimo braku wiedzy komputerowej posiadają dwie podstawowe cechy, które pozwolą im szybko, choć nie bez trudu, "nauczyć się komputera". Te cechy to odwaga i intuicja. Odwaga sprawia, że nie boją się błądzić po opcjach komputera. Dopytują i same eksperymentują. W zasadzie trudno jest coś zepsuć, więc szybko zdobywają mocne podstawy obsługi codziennej, a także radzą sobie w sytuacjach kryzysowych. Intuicja wciąż każe im szukać rozwiązań. Że "restart dobry na wszystko" uczą się same już na początku. Często ta intuicja wręcz zaskakuje osoby szkolące, bo wybiega bardzo daleko w program szkolenia oraz ogólnie w otchłań komputerologii.

Kolejną grupą są osoby przerażone, sparaliżowane strachem. Często bywają butne i nerwowe. Upartość lub lęk sprawia, że nie potrafią łatwo otworzyć się na nowe wiadomości. Trudno im się przestawić na nowy tryb pracy. Za każdym razem próbują kalkować procedury i bezrefleksyjnie usiłują podążać ścieżkami wytyczonymi kilkanaście lub kilkadziesiąt lat temu. Zejście ze ścieżki jest ryzykowne - wywołuje panikę, ból brzucha i paraliż myślowy.

Trzecia grupa to największe wyzwanie dla prowadzących szkolenia. To osoby oporne na naukę - patrzą, ale nie widzą; słuchają, ale nie słyszą. To osoby, które na zawsze pozostają w innej epoce. Ciężko jest dotrzeć do takich umysłów. Ciężko jest znaleźć klucz, albo w ogóle namierzyć drzwi. Próba tłumaczenia zasady synchronizacji myszy komputerowej z akcją pikseli zbitych na ekranie w strzałkę rozbija się o skałę tematyki celowości tej technologii. Różnica lasera w tejże myszy od lasera w czytniku kodów kreskowych to aspekty, od których szkolenie się zaczyna. Na końcu powinny się znaleźć obsługa bazy danych i robienie kopii bezpieczeństwa. Ale któż dobrnie do końca? Niestety, próbę należy podjąć. Jedynie najcierpliwsi przejdą tę drogę, by dotrzeć razem z kursantem do kresu, na którym będzie czekał certyfikat.

Zawsze się zastanawiałem, czemu dzieci, wnuki, mężowie, żony, nie potrafią łatwo wytłumaczyć swoim rodzicom, drugim połówkom, babciom i dziadkom jak pracować na komputerze. Wiem już teraz, że wytrychem do umysłu osób z ery prepecetowej jest brak emocji i dostosowanie poziomu, tempa oraz rodzaju przekazywanych informacji do osoby, którą szkolimy.

Chciałbym jednak zakończyć w innej tonacji. Moje powyższe spostrzeżenia przekazuję jako praktyk. Od osób wyżej opisanych wymaga się, aby przesiadły się z konia na motocykl. A także, aby na tym motocyklu pędzili na tylnym kole i robili to zgodnie z zachowaniem wszelkich procedur bezpieczeństwa (i dystrybutor z serwisantem wie jeszcze czego). Aby pamiętali i zmieniali regularnie hasła dostępu. Dbali o wykonywanie kopii danych. Dbali o ochronę antywirusową. Aby często bez pomocy informatyków przypisanych do danej placówki, sami konserwowali swój sprzęt. Wszystkie te zabiegi mają się stać nieodzowne w ich codziennej pracy. Chylę czoła przed wszystkimi, którzy przeszli lub przejdą tę trudną drogę.

* Autor od kilku lat pracuje jako szkoleniowiec w zakresie oprogramowania komputerowego w laboratoriach szpitalnych w całej Polsce

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4
  • 4
  • 2
  • 17 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':