Stieg Larsson był autorem kryminałów pochodzącym z Północy. Przez pierwsze lata mieszkał wśród norrlandzkich lasów, ale gdy stał się swego rodzaju bajarzem, jego historia mówi o wielkomiejskim Sztokholmie, o klasie średniej na początku XXI wieku, która pracuje w mediach, kupuje drogie mieszkania na Södermalmie i bywa w kawiarniach i restauracjach.
Larsson był namiętnym czytelnikiem kryminałów i filmów rozrywkowych oraz instynktownym przeciwnikiem snobistycznej kultury elitarnej; po śmierci wychwalany, analizowany - i krytykowany - przez kilka takich wielkich gwiazd literatury, jak Mario Vargas Llosa, Christopher Hitchens i Carsten Jensen. Podtrzymuje on tradycję szwedzkiego kryminału krytykującego społeczeństwo, twierdził jednak, że sam czytywał tylko powieści kryminalne ze Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, ponieważ szwedzkie nie były niczym szczególnym.
W młodości towarzyszyła Stiegowi wiara we współpracę i solidarność, wartości, które w nim pozostały. Lecz w swych książkach odrzuca niestrudzony szwedzki kolektyw policyjny. Dwoje jego bohaterów, Salander i Blomkvist, polują na własną rękę, ogólnie rzecz biorąc odłączeni od policji i innych władz, a poza tym zupełnie niezależni od siebie. Jako autor kryminałów nie jest on szczególnie zainteresowany tendencjami społecznymi, które prowadzą do zbrodni; liczy się, by przestępców odszukać, wyśledzić i przygwoździć.
Larsson był świadomym feministą, ukazuje więc bohaterkę, która rzeczywiście stoi na barykadzie, unieszkodliwia zastawione na nią przez podłych mężczyzn pułapki, ponadto sama jest querr i stuprocentową przedstawicielką swojej płci. Lecz Larsson ma jeszcze męskiego bohatera, który żyje w typowym męskim marzeniu, gdzie wszystkie kobiety mu ulegają i zakochują się właśnie w nim, podczas gdy on zachowuje swoją niezależność, życzliwy dystans i właściwie kocha jedynie swoją pracę.
Wszędzie ta dwoistość. Może to właśnie część tajemnicy, tej, która sprawia, że książki postrzega się jako współczesne, lecz nie tak płytkie, cyniczne i egotyczne, jak tyle innych dzisiejszych mówiących o przemocy powieści kryminalnych. I to sprawiło, że przyciągnęły tylu różnych ludzi. Bo kimkolwiek jest czytelnik, w tych książkach znajdzie siebie.
Czy powieść może mieć wady i jednocześnie być jedyną w swoim rodzaju? - pyta peruwiański autor Mario Vargas Llosa. Tak, oczywiście, że może - sam odpowiada. Powieści Stiega Larssona nie są powalająco dobrze napisane, a ich struktura wykazuje wyraźne braki, lecz uwagi te nie grają żadnej roli, ponieważ autorowi chodzi o wywołanie innych emocji. Czytelnik pod wpływem opisywanego żywiołu zmuszony jest przyjąć wszystkie te nieoczekiwane i niestworzone historie, jak również zdarzenia poboczne, owe opowieści o przemocy i zemście. Zupełnie jak w klasycznych dziewiętnastowiecznych powieściach Dickensa, Dumasa i Hugo. Czyta się dla samego czytania; czyta się, bo nie da się skończyć.
Jak debiutant w beletrystyce potrafił to osiągnąć? Na to pytanie nigdy nie uda się odpowiedzieć.
Tak czy owak, chodzi o to, by widzieć, jak jego życie i działalność antyrasistowskiego eksperta wiążą się z kryminałami również na innym polu, nie tylko w treści. Jak te niezwykle szczegółowe mapy ukazujące organizacje prawicowego ekstremizmu zostały przekształcone w encyklopedyczne intrygi kryminałów Larssona, gdzie wszystkie puzzle są na swoim miejscu, gdzie nie gubi się żaden wątek i nie wypada z pamięci żadne imię. Podobnie jak powieści prekursora, Fredericka Forsytha, można przeżywać te książki jako swego rodzaju reportaże w formie powieściowej, kiedy czytelnik czuje, że każdy szczegół jest prawdziwy i każdy fakt sprawdzony. A jednak wcale nie to przecież jest odpowiedzią i nie to tajemnicą, która stanowi o sukcesie tych książek. Autor może poświęcić nieskończenie wiele czasu i trudu, by wyszukać fakty, grzebać w archiwach, przeprowadzać wywiady, a i tak nie powstanie książka, którą publiczność zechce czytać. By książka została pokochana, trzeba czegoś innego.
Już jako nastolatek Stieg Larsson w wynajętym pokoju siedział nocami, fantazjował i pisał opowiadania science fiction. W „Sferze”, jednym z chałupniczo przygotowywanych fanzinów, napisał krótką nowelkę o dziewczynce posiadającej dziwny telepatyczny dar, niesłychanie nieśmiałej, która z nikim się nie zadawała i z nikim nie rozmawiała. I prawdopodobnie zachował tę szczególną zdolność życia zarówno ze swymi fantazjami, jak i w nich. I rozmyślania nad ludźmi, którzy nie zachowują się jak wszyscy inni. Kiedy zaczął pracować nad serią Millennium, pozwolił temu rozkwitnąć. Nietrudno było pisać powieści, ponieważ teraz pisał dla przyjemności i mógł wymyślać, co tylko chciał.
I tak oto wypuścił rzeczywiste potwory i bestie z lasu. Wszystko to, co złe w otaczającym go społeczeństwie, występuje na stronicach książek: okrucieństwa, gwałty, handel ludźmi, handel narkotykami, niezwykle głębokie konspiracje.
Czy można wierzyć, że to prawda? Tak, musi się w to wierzyć, w przeciwnym wypadku powieściowa budowla zawali się niczym domek z kart. Dlatego wszystkie te dokładne, drobiazgowe informacje udokumentowane faktami rozsiane są na dwóch tysiącach stron powieści. Człowiek musi być przekonany, że te tajne, reakcyjne, masońskie grupy w SÄPO, które niczym smok strzegą ostatecznych i grożących życiem tajemnic wokół Salander i jej ojca, mogą istnieć naprawdę. Po to dokładne sprawozdanie rozwoju szwedzkich tajnych służb w czasach po drugiej wojnie światowej. Wiarygodne czy nie. To musi rozstrzygnąć czytelnik. Większość przypuszczalnie uwierzyła.
Książki Stiega Larssona balansują między niepohamowanymi fantazjami i niezbitymi faktami. Żyją w napięciu między prawdziwymi zdarzeniami a wymysłem. Sam autor bowiem spotkał się ze złem, zajrzał niebezpieczeństwu w oczy, grożono mu śmiercią niezliczenie wiele razy. Iluż autorów kryminałów ma takie doświadczenia?
Czy Stieg Larsson potrafił pisać?
Polska premiera biografii Larssona autorstwa Jana-Erika Petterssona w drugiej połowie stycznia 2011
Źródło: Gazeta Wyborcza