http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Bargielska: Schwytajcie nam lisy, małe lisy

Rozmawiała Violetta Szostak
2011-12-01, ostatnia aktualizacja 2011-12-01 12:09

Justyna Bargielska
Justyna Bargielska
Fot. Tomasz Kamiński / Agencja Gazeta

- Urodziłam w szpitalu pod wezwaniem Przemienienia Pańskiego, od strony ulicy Panieńskiej. W pewnym sensie to wydarzenie wpłynęło na moje dalsze losy

ZOBACZ TAKŻE

Kto zdobędzie dla Polski literackiego Nobla 2040? Dziesiąte miejsce w naszym plebiscycie zajął Wojciech Kuczok, dziewiąte Mikołaj Łoziński, ósme Mariusz Sieniewicz, siódme Julia Fiedorczuk, szóste Jacek Dehnel, piąte - Jacek Dukaj. Na czwartym miejscu znalazła się Justyna Bargielska. Na czym polega nasz ranking najlepszych polskich pisarzy przed czterdziestką - dowiesz się tutaj.



Violetta Szostak: Co słychać u Justyny Bargielskiej, po tym jak spadła na nią w tym roku lawina nagród i nominacji za książkę "Obsoletki"?

Justyna Bargielska: A powiem ci. W lipcu siedziałam w kawiarni w Krakowie z pewnym znanym poetą i kelnerka, która nas obsługiwała, tak wokół nas skakała, tak się nam przyglądała, że aż zapytałam poetę, czy to jego fanka czy ktoś tego typu.

A który to był poeta?

- To w tej historii akurat nieistotne. On sobie poszedł, ja zostałam, bo czekałam na następnego krakowskiego poetę. Poszłam do tej kelnerki po jeszcze jedno piwo, a ona mnie pyta, czy ja się nazywam Justyna Bargielska. No, tak się nazywałam. A ona na to, że czytała "Obsoletki" i że czeka na moją następną książkę. I to był ten pierwszy raz, kiedy spadł na mnie ciężar sławy.

Pewnie studentka polonistyki dorabiała w kawiarni.

- Nie wyglądała jak studentka polonistyki, choć właściwie czy ja wiem, jak one teraz wyglądają? Bardzo była ładna i bardzo mnie to spotkanie przejęło. I to nie koniec. W listopadzie miałam występ na Festiwalu Conrada w Krakowie i ta dziewczyna przyszła do mnie po spotkaniu. Przyniosła "Obsoletki", wpisałam jej dedykację, na odchodnym powiedziała takie ciężkie zdanie: "Nie mogę się doczekać kwietnia".

Bo wydanie mojej nowej książki jest planowane na kwiecień.

Na stronie wydawnictwa Czarne widziałam wczoraj, że na sierpień.

- Przełożyli już? To dobrze. Poprosiłam ostatnio, żeby przesunęli datę, bo książka nie jest napisana jeszcze nawet w połowie. No, może w połowie właśnie jest. Ale nie wiem, czy to jest ta ważniejsza połowa.

Jak pisze się z takim wiszącym nad głową oczekiwaniem?

- Oczekiwanie wydawcy działa mobilizująco i paraliżująco jednocześnie. Ale myślę sobie: jak mi ta książka nie wyjdzie, to jej po prostu nie wydam.

Co wydawca na to?

- Będzie musiał to jakoś przeżyć.

W zapowiedziach jest już tytuł - "Małe lisy". Lisy?

- Nie wiesz jakie? Nikt spośród tych, z którymi o tym rozmawiam, na to jeszcze nie wpadł. A w "Pieśni nad Pieśniami" jest taki fragment: "Schwytajcie nam lisy, małe lisy, co pustoszą winnice, bo w kwieciu są winnice nasze". Teologicznie biorąc, małe lisy to są wszystkie ułomności, problemy, pokusy dnia codziennego, które niszczą nasze winnice wiary, podgryzają etyczne pnącza, a przecież są tylko małymi lisami! Lisy niszczą winnicę naszej miłości Boga. No, ale wszyscy znamy "Pieśń nad Pieśniami" i z grubsza pamiętamy, że Bóg się tam właściwie nie pojawia, a przed cholernymi małymi lisami trzeba bronić miłości pary głównych bohaterów po prostu. I o tym moja książka z grubsza jest.

To będzie powieść?

- "Małe lisy" miały ambitny zamysł nią być. Ale jeżeli nie złożą się w powieść, choć na razie się składają, to będą kilkoma dużymi opowiadaniami krążącymi wokół jednego tematu. Więcej nie powiem. Mogę za to zapowiedzieć, że wcześniej ukaże się tom moich wierszy.

Kiedy? Znam ludzi, dla których twoje poprzednie tomy były olśnieniem. Ucieszą się, że nie rzuciłaś zupełnie poezji dla prozy.

- Naprawdę powiedziałam "tom"? Tomik. Tomik ukaże się w marcu w Biurze Literackim, pod tytułem "Bach for my baby". I nie o dzieciach będzie, tylko o nieszczęśliwej miłości. Napisało mi się to w lecie, w tak zwanym high season, błyskawicą. I akurat zgłosiło się do mnie Biuro z pytaniem, czy nie mam nowych wierszy. To jest cudowna sytuacja, gdy wydawca pierwszy wyciąga do ciebie rękę, chociaż jego teoria, że to najprawdopodobniej moja najlepsza książka z wierszami, jest kompletnie nie do obronienia poza działaniami stricte promocyjnymi.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':