Kto zdobędzie dla Polski literackiego Nobla 2040? Dziesiąte miejsce w naszym plebiscycie zajął Wojciech Kuczok, dziewiąte Mikołaj Łoziński, ósme - Mariusz Sieniewicz. Na siódmym miejscu znalazła się Julia Fiedorczuk. Na czym polega nasz ranking najlepszych polskich pisarzy przed czterdziestką - dowiesz się tutaj.
>
Dorota Wodecka: Czy pani czuje się jak jeż? Julia Fiedorczuk: Jak jeż na autostradzie. Jeż pięknie się stroszy, ale nadjeżdża ciężarówka i to jest koniec jeża. Dla Jacques'a Derridy tym właśnie jest wiersz - zwiniętym w kulkę jeżem, z wierzchu kolczastym, w środku podatnym na zranienie.
Ale my mamy chyba rozmawiać o prozie?
Jest pani poetką. - Raczej bywam. Poezja to zajęcie dorywcze. Bohdan Zadura zapytany, czy poezję należałoby traktować jak zawód, powiedział, że przecież nie nazwalibyśmy szewcem kogoś, kto nie ma pewności, czy kiedykolwiek jeszcze zdoła zrobić kolejną parę butów. A to jest właśnie przypadek poety: nigdy nie wiadomo, czy pojawi się następny wiersz. Proza jest pod tym względem bardziej przewidywalna.
Co takiego udaje się osiągnąć w prozie, czego poezja nie umożliwia? - W wierszu trudno jest pomieścić opowieść. Liryka jest zapisem chwili, fotografią. A w pewnym momencie, chyba w okolicach trzydziestki, czyli kiedy urodziła się moja córka, wystąpiła u mnie potrzeba snucia opowieści, budowania narracji, tworzenia postaci. Uległam, dałam się uwieść pisaniu. Od tej pory nie jest to już kwestia przygodnych flirtów, tylko trwałej pasji, namiętności, z jej wzlotami i upadkami.
Czym jest pisanie? - Konfrontacją z tym, co najtrudniejsze, a co główny nurt kultury chętnie spycha poza pole widzenia. Ale chyba może też być w miarę skutecznym sposobem na poradzenie sobie z nieprzystosowaniem do życia w świecie.
Pani bohaterowie należą do tych nieprzystosowanych. - Są to zwykle postacie z wrażliwością, która uniemożliwia im sprawne funkcjonowanie w hałaśliwym, zadowolonym z siebie świecie, w którym obowiązują okrutne albo po prostu głupie prawa.
Podstawowe z tych praw głosi, że mamy być szczęśliwi za wszelką cenę. Szczęście, satysfakcja, uroda, młodość, zdrowie - oto nowoczesne obowiązki istot ludzkich. Są jednak życia, które nie przystają do tego modelu. A w każdym życiu są sprawy, których nie da się łatwo rozstrzygnąć w zgodzie z obowiązującymi normami moralnymi czy estetycznymi.
Każde życie to także historia ciała, które się starzeje i umiera, to samotność i różne rodzaje niesprawiedliwości.
Po to, aby sprawnie obracać się w świecie, w którym obowiązuje tyrania szczęścia i sukcesu, trzeba umieć zagłuszyć w sobie jakąś zupełnie fundamentalną wrażliwość. A moi bohaterowie nie potrafią tego zrobić. Są pozbawieni skutecznych mechanizmów obronnych.
Od dziecka była pani w nastroju nieprzystosowalnym? - Gniew, który zapewne słyszy pani w moich słowach, łączy się także z doświadczeniem kobiecości. Ktoś mi kiedyś powiedział: dopóki nie wiesz, że jesteś kobietą, jesteś "człowiekiem". Z chwilą, kiedy zrozumiesz, że jesteś osobą o niewłaściwej płci, zostaniesz na zawsze przetrącona tak jak ktoś, kto dowiaduje się - a ta wiedza zawsze przychodzi od innych - że ma jakiś defekt urody. Odkrycie skazy, jaką jest moja płeć, to jeden z najistotniejszych aspektów mojej inicjacji w dorosłość, również pisarską.
Momenty przełomowe? - Kiedy po raz pierwszy użyto wobec mnie słowa "kobietka". Wtedy zrozumiałam, że świat nigdy mi nie wybaczy mojej płci. Cokolwiek będę robiła, zawsze będzie można potraktować mnie pobłażliwie. Otwieram książkę filozoficzną i czytam np. u Nietzschego: "Kto wie? Może jestem pierwszym psychologiem wieczystego pierwiastka kobiecości. Kochają mnie one wszystkie - stara historia, wyłączając kobietki unieszczęśliwione, emancypantki..." itd.
Łatwo byłoby powiedzieć: cóż, nie kocham ciebie, Fryderyku Nietzsche, ani twojego Zaratustry, dla którego "niewiasta" jest jak kot albo co najwyżej krowa. Problem w tym, że to nie jest jakiś przypadek jednostkowy, bo filozofia jako taka traktuje "kobietkę" co najwyżej jako zabawny (albo tajemniczy) przedmiot namysłu, nigdy jako tę, która myśli. A co, jeśli chcę myśleć? I jeśli myśląc, chcę rozmawiać z mężczyznami, nawet takimi jak Nietzsche?