To jest naprawdę wspaniała wiadomość! Książki Llosy, takie jak "Pantaleon i wizytantki" - cudowna, ironiczna opowieść o absurdzie militaryzmu naszych czasów, czy "Miasto i psy" - obraz ponurej rzeczywistości peruwiańskiego miasta, wreszcie opowieść o dyktaturze Trujillo i jej dramatycznym końcu, na zawsze wbijają się w pamięć. To pisarz wielu książek znakomitych, którymi zdobył serca czytelników i krytyki literackiej.
Mario Vargas Llosa przeszedł drogę podobną do wielu intelektualistów z Europy centralnej i wschodniej. Przekonałem się o tym podczas tych rozmów, które miałem okazję z nim toczyć, poczynając od skandalu, który wywołał w 1990 r. w Meksyku, gdy podczas wielkiej konferencji międzynarodowej nazwał system rządów w tym kraju "dyktatura perfetta" - dyktatura doskonała.
Zaczynał jako lewicowy buntownik, uczestnik konspiracyjnych kółek studenckich, a potem entuzjasta rewolucji kubańskiej. Oprzytomniał z tych iluzji wcześniej niż inni. Znalazł się wśród pierwszych krytyków reżimu Fidela Castro.
Jego umiłowanie wolności nie było jednookie: z tą samą pasją piętnował wszystkie dyktatury latynoamerykańskie. Piętnował również dyktaturę naszej części świata. Podczas rozmowy z nim wyczuwałem zawsze nietajoną sympatię do Polski.
Głośny był jego spór z innym laureatem Nagrody Nobla Guenterem Grassem, który ostrzej piętnował politykę amerykańską, niż totalitarne ruchy w Ameryce Łacińskiej. Ten ostry spór nie przerodził się jednak - przynajmniej u Vargasa Llosy - we wrogość. Gdy Guenter Grass stał się ofiarą wstrętnej nagonki we własnym kraju, Mario Vargas Llosa stanął w jego obronie.
To pisarz prawdziwie znakomity, realistyczny i ironiczny, mądry i wrażliwy, odważny i wolny od konformizmu. Jest liberałem konsekwentnym i upartym, przez co narażał się niejednokrotnie wszystkim klanom ideologicznym świata.
Jego powieści zawsze były porywające. Pisał zarówno o historii dawnej, jak i o historii współczesnej. Jest mistrzem eseju literackiego i politycznego. Przez pewien moment zaangażował się w kampanię polityczną: chciał zostać prezydentem
Peru. Przegrał z Fujimorim, hochsztaplerem, demagogiem i kryminalistą. Wtedy zmartwiłem się, ale potem pomyślałem, że dobrze się stało. I to mu powiedziałem podczas długiej i pasjonującej rozmowy w Londynie. Być może Mario Vargas Llosa byłby dobrym prezydentem, ale nie napisałby przecież swoich arcydzieł, które go unieśmiertelniły, a nam czytelnikom pozwoliły czuć się lepszymi i mądrzejszymi.
Nagroda Nobla należała mu się już od dawna. Dlatego bardzo się cieszę z tego werdyktu. Gratuluję laureatowi. I polscy czytelnicy czekają Mario na twoje książki, książki skryby, który kocha się w ciotce Julii.
Pozdrawiam Cię serdecznie.