Może tak, może nie, prognozy długoterminowe są jak wróżby z fusów - albo będzie słońce, albo będzie deszcz. Ufać powinniśmy tylko tym trzydniowym, bo w nich meteorolodzy trafiają z przeszło 80-proc. skutecznością.
Czerpiąc z "Lodu" Jacka Dukaja (kto nie czytał, niech przeczyta, najlepiej popijając czymś rozgrzewającym), można by powiedzieć, że nad Polską ostatnio usiadł luty albo od razu całe soplicowo. No i mamy siarczyste mrozy.
Oś Ziemi jest nachylona o niecałe 70 st. do płaszczyzny ekliptyki wyrysowywanej przez ruch naszej planety dookoła Słońca. Stąd różnice w nasłonecznieniu, a więc i pory roku. Do tego dochodzi podział doby na dzień i noc. Z powodu wynikających z tego wahań temperatury w różnych miejscach panuje inne ciśnienie atmosferyczne (wyobraźmy je sobie jako słup powietrza naciskający na powierzchnię Ziemi). Średnie ciśnienie dla całej planety wynosi troszkę ponad 1013 hPa na poziomie morza. Jeśli jest niższe, mamy do czynienia z niżem - wirem lżejszego powietrza, który na półkuli północnej kręci się w stronę przeciwną niż wskazówki zegara. Kiedy jest mocniejsze, mamy wyż, który na półkuli północnej obraca się zgodnie z ruchem wskazówek.
Ten luty, który siedzi teraz nad środkowo-północną Europą, to właśnie wyż - wir ciężkiego i mroźnego powietrza, którego centrum (wczoraj rano ciśnienie przekraczało w nim 1055 hPa) znajduje się nad Syberią. Taki wyż, dopóki sam nie osłabnie, jest nie do zatrzymania. Próbuje wypełnić sąsiednie ośrodki niższego ciśnienia (bo
przyroda nie cierpi próżni), rozpycha się naokoło jak dziarska staruszka w autobusie. Przełamuje wiatr, który na naszej szerokości geograficznej zwykle wieje z zachodu na wschód. To dlatego od dwóch tygodni dmucha nam ze wschodu - mroźne masy powietrza spływają z Syberii do Europy niczym ociężały lodowiec.
Trochę cieplej było ostatnio nad Bałtykiem, bo latem nasze morze nagromadziło olbrzymie ilości ciepła i teraz je oddaje. Ale wczoraj to nie wystarczyło - na północy Polski Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej odnotował najniższe temperatury, nawet minus 30 st. C przy gruncie. Rosyjski wyż cofnął się na północ, na południu Polski zostawiając odrobinę miejsca dla ciepłego niżu znad Sycylii.
Na najbliższe dni IMiGW zapowiada niewielkie ocieplenie, maksymalna temperatura będzie oscylować w okolicy minus 10 st. Dużo cieplej zrobi się dopiero wtedy, gdy powieje do nas znad Atlantyku lub Morza Śródziemnego. Czyli prędzej czy później.
Choć syberyjskie mrozy w Polsce nie powinny zimą dziwić, niektórzy klimatolodzy prognozują, że wraz z globalnym ociepleniem... będzie ich więcej. Bo kurczy się powłoka lodowa na Oceanie Arktycznym, zaburzając cyrkulację powietrza - w Arktyce robi się coraz cieplej (notabene na Spitsbergenie mają ostatnio odwilż), a nad północną Rosją rozwijają się wyże. Latem zsyłają nam suszę, a zimą lód.