To nie wydumana łamigłówka na sprawdzian z etyki. Codziennie przychodzą na świat dzieci (nikt nie policzył ile), które mają matkę i surogatkę. Tyle że wcale nie jest pewne, że tak to można nazwać. Prawa różnych państw traktują taką sytuację skrajnie różnie.
Niemal w całej Europie matką jest ta, co urodziła, i basta. Jakiekolwiek umowy podpisane między dorosłymi próbującymi to zmienić są z góry nieważne. Kobieta oddająca swoje jajeczko innej w nadziei, że tamta urodzi "jej" dziecko, może tylko liczyć na to, że w przyszłości nabędzie prawa rodzicielskie poprzez adopcję, ale to nic pewnego. Sąd, podejmując decyzję, kieruje się wyłącznie dobrem dziecka.
Są natomiast kraje, które zalegalizowały instytucję płatnej surogatki. Należą do nich
Indie,
Ukraina, niektóre stany
USA. W Indiach istnieją ośrodki, w których młode Hinduski masowo rodzą europejskim parom dzieci.
BBC opisało niedawno historię Irlandki Caroliny i Hinduski Sonal.
Carolina nie mogła donosić ciąży z powodu komplikacji zdrowotnych po przebytym nowotworze. Jej największym marzeniem było dziecko.
Sonal miała już dwójkę dzieci oraz męża. Nie miała za to pieniędzy. Największym jej marzeniem było wykształcić syna i córkę, a tym samym dać im szansę na lepszy los, niż przypadł w udziale jej samej. Za urodzenie Irlandczykom córki dostała 6,8 tys. dol. (miesięczny dochód jej męża, sprzedawcy warzyw, to 34 dol.).
Wszystko było dogadane, wszystko zgodne z hinduskim prawem. A jednak gdy Irlandczycy zabrali malutką tuż po porodzie i zabronili Sonal dostępu do niej, ta rozpaczała. - Płaczę, bo czuję, że cały mój wysiłek ostatnich miesięcy poszedł na marne. Carolina mówi, że nie mogę już dbać o dziecko, chce zatrudnić inną kobietę jako niańkę. To niewyobrażalnie boli - mówiła Sonal.
Racjonalne ustalenia okazują się nic niewarte wobec najbardziej podstawowych ludzkich instynktów i emocji.
Żeby wyrwać się z nędzy, Sonal zdecydowała się na ruch, którego konsekwencje z trudem może teraz udźwignąć. Czy państwo, legalizując taki proceder, ma prawo narażać człowieka na konieczność odnajdywania się w tak nieludzkiej sytuacji?
Znana socjolożka Sue Rabbitt Roff zapoczątkowała właśnie w Wielkiej Brytanii debatę o możliwości legalnego sprzedawania własnej nerki. Ale czy chcemy świata, w którym biedni wypożyczają bogatym łono i sprzedają nerki? A jeśli nie chcemy, to czy jesteśmy to w stanie powstrzymać?
Listę podobnych dylematów ogranicza tylko nasza wyobraźnia. Czy będę kiedyś mogła popełnić samobójstwo, aby sprzedać wszystkie moje organy i opłacić dla dziecka niezbędną kurację, na którą mnie nie stać? Kto oceni, czy to etyczne?