- Wystąpienie Henryki Krzywonos było głosem sumienia Solidarności - ocenił politolog dr Olgierd Annusewicz. - Głośno powiedziała to, o czym wiedzą wszyscy od lat: że idee Solidarności zostały zaprzepaszczone.
- Jej słowa były dramatycznie prawdziwe - przyznał nawet abp Tadeusz Gocłowski.
- Co my sobie wywalczyliśmy po 30 latach. Gwizdy? - mówiła. A prezesowi PiS zarzuciła: - Pan niszczy godność Lecha [Kaczyńskiego].
Po jej przemowie działacze związkowi byli wściekli, gwizdali i przeklinali. - A poseł PiS Andrzej Jaworski nazwał mnie głupią babą - powiedziała.
Jaworski zaprzecza. - Powiedziałem tylko, że powinna się wstydzić - utrzymuje poseł i grozi: - Dlatego daję tydzień pani Henryce, aby mnie przeprosiła, albo spotkamy się w sądzie.
Głosy krytyki to jednak margines. W internecie wyrósł niebywały ruch poparcia gdańskiej tramwajarki. W poniedziałek po południu, krótko po wystąpieniu na zjeździe, profil Krzywonos na Facebooku "lubiło" 800 osób, a we wtorek 12 tys. Powstała strona "popieram Henrykę Krzywonos" - z ponad trzema tysiącami fanów, a także "Jaworski przeproś panią Henrykę" - z 500 fanami.
Piotr Bednarski: Brawo za mówienie głośno tego, co myśli naprawdę wielu ludzi.
Olga Stysińska: Pani Henryko! Jest Pani mądrą i odważną kobietą. Cieszę się, że to właśnie z Pani ust padły te słowa! Dziękuję!
Ania Pękala-Chwedziak: ogromny szacunek....za wczoraj i to 30 lat temu!!!!!
Agencja fotograficzna East News przygotowała specjalny podserwis "Wielka Henryka Krzywonos". Jej nagłą popularność dostrzegł nawet Lech Wałęsa. - Też bym tak powiedział, a nawet więcej - skwitował.
Fenomen Krzywonos opiera się na jej bohaterskiej postawie podczas strajku sierpniowego, kiedy zatrzymała komunikację w Gdańsku, oraz spontanicznej i ostrej reakcji, gdy 16 sierpnia wygasał strajk. Tramwajarka wpadła wtedy do stoczni krzycząc: - Zdrada! Bez was małe zakłady rozgniotą jak pluskwy! Strajkujmy dalej.
Została jednym z sygnatariuszy Porozumień Sierpniowych. W stanie wojennym została skopana przez milicję, straciła dziecko. Po latach założyła rodzinny dom dziecka, poświęciła się tej wielkiej rodzinie, nie weszła do polityki.
Odkąd przeszła na emeryturę, widać ją w życiu publicznym. Angażuje się w działania na rzecz równouprawnienia kobiet. W czerwcu na Kongresie Kobiet kandydujący na prezydenta Bronisław Komorowski zadeklarował, że namawia Platformę do poparcia 35-proc. parytetu kobiet na listach wyborczych.
Kobiety buczały, ale na scenę wyszła tylko jedna. - Panie marszałku, ja pana popieram, w Gdańsku jestem w komitecie honorowym pana, ale też trzymam pana za słowo, nie chcę 50 procent, bo wiem, że mężczyzna zawsze musi mieć więcej, więc umówmy się na 49 - skrytykowała tramwajarka.
Przed tygodniem nieproszona zabrała głos na otwarciu sali BHP. Na końcu uroczystości Krzywonos-Strycharska zwróciła się do szefa "S" Janusza Śniadka: - Dziękuję, że zadzwoniliście do mnie wczoraj, ale zapomnieliście o wielu innych sygnatariuszach.
Rybicki bezskutecznie próbował odebrać mikrofon. - Sala piękna, ale nauczcie się szanować ludzi - mówiła dalej. Zbulwersowało ją, że w drodze na uroczystość spotkała Jerzego Kmiecika, sygnatariusza, którego nie zaproszono. Na zjeździe "S" też wystąpiła nieproszona.
- Chciała w ten sposób wypromować swoją książkę - zarzuca poseł Jaworski. We wtorek w Warszawie faktycznie promowała swoją biografię, a wcześniej Narodowe Centrum Kultury odrzuciło wniosek o dofinansowanie publikacji w ramach rocznicy "S". - Bzdura totalna, że książka miała coś wspólnego z moim wystąpieniem zjazdowym - mówi Henryka Krzywonos. - Już taka jestem, że jak na mnie plują, to nie mogę udawać, że deszcz pada. Tadeusz Mazowiecki naprawdę był przybity oskarżeniami Jarosława Kaczyńskiego. Nie mogłam milczeć.
Henryka przerywa rozmowę. - Stoję w korku, martwię się, czy zdążę na samolot do Gdańska. Jestem tak zdenerwowana, że muszę wyjść z samochodu.
Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto