Jest rzeczą oczywistą, że w całej sprawie nie chodzi o symbole, o krzyż, o wiarę chrześcijańską, o hołd składany tym, którzy zginęli w katastrofie, czy żałobę. Chodzi o to, żeby w Pałacu Prezydenckim zamieszkał
Jarosław Kaczyński, spadkobierca Lecha Kaczyńskiego. Jak zamieszka, ogłosi prawdę o katastrofie, a następnie ukarze winnych, z Donaldem Tuskiem na czele. Bronisław Komorowski może uratować głowę, abdykując cichaczem. To jest cel ostateczny i jak długo będzie celem niezrealizowanym, tak długo będzie trwała uparta walka o jego realizację.
Na razie krzyż oczywiście będzie stał. Harcerze, gdyby zechcieli się tam jeszcze kiedyś pojawić, będą - podobnie jak przed chwilą - obrzucani okrzykami "precz z komuną!" (wyobrażam sobie ich zdumienie, kiedy to usłyszeli po raz pierwszy), a księża będą instruowani w kwestii wiary i postępowania zgodnego z Ewangelią. Gdyby rekolekcje zawiodły, gdyby księża jednak ośmielili się krzyża dotknąć, a może nawet i przenieść go gdzie indziej - co wątpliwe, ale pomarzyć można - to na miejscu, w którym krzyż stał, natychmiast ustawiona zostanie ogromna liczba następnych krzyży (Kazimierz Świtoń został już zaproszony na konsultacje). W ich obronę niezmiennie zaangażowana będzie spora grupa osób, w każdej chwili gotowa do nawracania na właściwą wiarę tych duchownych, którzy jeszcze nie przeszli na pozycje Tadeusza Rydzyka.
Dotychczasowe ustępstwa rządzących wobec krzyżowców były typowym zachowaniem kulturalnych inteligentów, którzy najpierw uszanowali żałobę po tragicznie zmarłym prezydencie, a potem, gdy strona przeciwna bez żenady zaczęła wykorzystywać tę sytuację do walki o władzę - wciąż nie mogli się zdecydować, żeby twardo powiedzieć: dość tej obłudy - i zacząć egzekwować prawo. Podobne błędy ludzie kulturalni popełniali dawno temu w sporze z komunistami. Grali z nimi w szachy, podczas gdy tamci w salonowca (określenie archaiczne, z biegiem lat
gra stała się znana już tylko pod nazwą "dupniak").
W tej chwili demokratycznie wybrana władza nie ma już ruchu. Każde ustępstwo będzie zbyt małe. Zostawić jeden krzyż? Las krzyży ma zasłonić pałac, przynajmniej do czasu, gdy nie zrezygnuje uzurpator Komorowski. Tablica? Za mało. Pomnik ma być. Nie pasuje konserwatorowi? A Poniatowski pasuje? Można usunąć Poniatowskiego z cokołu - samego czy razem z koniem, to jeszcze do przegadania - ale na cokole na pewno należy postawić pomnik właściwy. Co też będzie tylko etapem przejściowym, bo w cokole powinna znaleźć się docelowo (nomen omen) cela, w której zamknie się Tuska.
Przeczytaj też komentarz Jana Turnaua: Hańba