Każdy 10. dzień nowego miesiąca jest od pół roku obchodzony jako kolejna rocznica tragedii smoleńskiej. Oprócz uroczystości prywatnych organizowanych przez rodziny ofiar, rocznicowych mszy i spotkań na cmentarzach dochodzi w tych dniach do akcji politycznych, zwłaszcza podejmowanych przez
PiS. Kulminacją takich akcji będzie 10 kwietnia, czyli pierwsza rocznica tragedii. - To próba generalna przed 1. rocznicą katastrofy - usłyszałem od jednej z uczestniczek pielgrzymki rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej na miejscu tragedii 10 października. To samo mówili przygotowujący wizytę polscy dyplomaci i urzędnicy. Pielgrzymka rodzin ofiar tragedii smoleńskiej była próbą, by uroczystości zorganizować godnie i zgodnie, bez zadęcia politycznego, bez zawłaszczania przez którąkolwiek ze stron. Choć patronat nad pielgrzymką objęła prezydentowa Anna Komorowska, to powstrzymała się ona od jakichkolwiek akcentów politycznych. Bliscy najbardziej zagorzałych działaczy PiS, którzy zginęli w katastrofie, zbojkotowali co prawda październikową pielgrzymkę, ale wzięło w niej udział ponad 60 rodzin. Ważny argument, że z ich głosem i wolą trzeba się liczyć, a nie dać się szantażować żądaniom kilku najgłośniejszych rodzin.
By obchody pierwszej rocznicy tragedii smoleńskiej nie przekształciły się w nowy rozdział wojny polsko-polskiej, trzeba pomyśleć już dziś. Popuśćmy wodze wyobraźni. Smoleńsk, 10 kwietnia 2011. Rosyjska delegacja rządowa czeka na polską w pobliżu krańca pasa startowego na lotnisku Siewiernyj. Po powitaniu wspólnie udają się pod kamień na miejscu katastrofy prezydenckiego Tu-154. Orkiestra wojskowa gra hymny obu państw. Krótkie przemówienie wygłasza przedstawiciel rodzin ofiar katastrofy. W polskiej delegacji oprócz przedstawicieli władz widać prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego i kilku wpływowych polityków z tej partii. U boku prezydenta i premiera składają wieńce na miejscu katastrofy.
Po uroczystości obie delegacje jadą do Katynia, gdzie tradycyjnie składają wieńce na rosyjskiej i polskiej części cmentarza tysięcy ofiar stalinizmu. Po modlitwie ekumenicznej albo mszy świętej delegacje jadą na koncert do teatru w Smoleńsku, gdzie zostanie odegrane prawykonanie symfonii smoleńskiej ku czci ofiar katastrofy napisanej przez rosyjskiego kompozytora specjalnie na tę okazję. Następnego dnia w światowej prasie ukazują się komentarze: "Polska i Rosją wspólnie uczciły rocznicę katastrofy w Smoleńsku", "Tragedia ponad podziałami", "Polska i Rosją idą drogą pojednania".
Wyobraźmy sobie drugi scenariusz. Kraków, 10 kwietnia 2011. Grupki zwolenników PiS od świtu gromadzą się na Rynku, skąd ma ruszyć procesja na Wawel z wieńcami na grób prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W tłumie widać transparenty "Tusk, ty morderco!", "Nie damy pogrześć, krzyża!", "PO pachołki Rosji", "Komorowski, ty zdrajco!". Na Rynek wjeżdża
Jarosław Kaczyński. Procesja rusza na Wawel.
Po złożeniu kwiatów na grobie Lecha i Marii Kaczyńskich brat zmarłego prezydenta wygłasza płomienną mowę do swych zwolenników: - Musimy dokończyć to, czego nie zdążył zrobić w Polsce mój brat. Zwyciężymy! Prawdziwa Polska jest tu, a oni są tam w Smoleńsku, gdzie razem z politykami rosyjskimi ronią krokodyle łzy po niewyobrażalnej tragedii, której są winni".
W tym samym czasie w Smoleńsku odbywają się polsko-rosyjskie uroczystości rocznicowe pod egidą rządu, ale zbojkotowane przez PiS. Można się domyślić, że światowa prasa ignoruje obchody albo pisze o nich z niesmakiem, że Polacy znowu się kłócą.
Realizm podpowiada, że za niespełna pół roku bardziej prawdopodobny jest drugi scenariusz niż pierwszy. Niewykluczone, że opozycja zechce potraktować rocznicę katastrofy w Smoleńsku jako początek kampanii przed wyborami parlamentarnymi jesienią 2011 r. Jeśli tak się stanie, to Polska zafunduje sobie kilka miesięcy napięcia, wzajemnych oskarżeń i konfliktów, przy których ostatnie pół roku było łagodną konwersacją.
- Można tego uniknąć, jeśli już dziś zajmiemy się przemyślaną organizacją uroczystości rocznicowych - mówi "Gazecie" dyplomata zajmujący się stosunkami polsko-rosyjskimi. Jak to zrobić? Po pierwsze, ktoś musi wziąć obchody pod swoją kuratelę. Powinna to być Kancelaria Prezydenta lub premiera, bo uroczystości w Smoleńsku będą miały wymiar państwowy. Z kolei przygotowanie tych uroczystości przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa byłoby błędem. Ofiary katastrofy to jednak nie ofiary wojny.
Można także powołać komitet ds. organizacji obchodów, by więcej środowisk (Sejm, wojsko, duchowieństwo, kombatanci) miało poczucie wpływu na organizację uroczystości. Przygotowaniami powinien kierować pełnomocnik ds. obchodów będący zarazem przewodniczącym komitetu. Najlepiej, by była nim osoba dla zaakceptowania przez wszystkie siły polityczne wraz z opozycją. Musi to być wytrawny dyplomata, a zarazem człowiek o stalowych nerwach, by nie dać się ponieść konfliktom, do których może dojść podczas przygotowań. Taką osobą może być Jerzy Bahr, do niedawna ambasador RP w Moskwie. Po pierwsze, był w Smoleńsku 10 kwietnia, gdzie czekał na płycie lotniska na samolot prezydenta. Był jedną z pierwszych osób, które znalazły się na miejscu katastrofy i poinformowały o niej władze w Warszawie. Do Rosji został wysłany przez Lecha Kaczyńskiego, przez pewien czas kierował w jego kancelarii Biurem Bezpieczeństwa Narodowego. A zarazem nie jest osobą kojarzoną z PiS, lecz jednym z najbardziej doświadczonych polskich dyplomatów. No i ma odpowiednie kontakty w Rosji, by ustalać szczegóły uroczystości rocznicowych z partnerami. Jeśli Bahr nie będzie mógł, to trzeba poszukać innego kandydata o podobnych kompetencjach i zaletach.
By rozładować napięcie przed uroczystościami, warto, by zarówno ostateczny raport Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego w Moskwie wraz z polskimi uwagami oraz śledztwa prokuratury w obu krajach zostały zakończone, a ich wyniki upublicznione jeszcze przed 10 kwietnia. Osoby wierne teoriom spiskowym i tak pozostaną przy swoim, ale większa część opinii publicznej będzie miała poczucie, że od strony eksperckiej i prawnej kwestia przyczyn katastrofy została wyjaśniona. To ważny krok dla obniżenia napięcia w społeczeństwie i mediach.
Warto już dziś zacząć badać, na jakim szczeblu strona rosyjska gotowa jest wziąć udział w uroczystościach rocznicowych 10 kwietnia. Idealny byłby udział prezydentów i premierów. Byłby to kolejny gest, że mimo trudnych doświadczeń "Polska i
Rosja idą razem do przodu", jak mówił premier Putin.
Choć dziś wydaje się to mało realne, to warto zadbać albo przynajmniej podjąć trud, by w uroczystościach wzięła udział opozycja wraz z jej liderem Jarosławem Kaczyńskim. Nie wiem, kto może być mediatorem w tej sprawie - może
Kościół? - ale 10 kwietnia to dobra data, by w sensie symbolicznym coś naprawdę zmienić w polskim życiu publicznym. Zacząć się "pięknie różnić", zamiast opluwać przeciwnika, wdeptywać w ziemię czy zarzucać mu zdradę i złe intencje.
Warto także zadbać, by uroczystościom rocznicowym towarzyszyły ważne wydarzenia kulturalne. Zostało mało czasu, ale warto sprawdzić, czy można jeszcze zamówić symfonię lub koncert poświęcony ofiarom tragedii smoleńskiej. Warto także skoordynować wysiłki ze stroną rosyjską nad budową pomnika w Smoleńsku na miejscu katastrofy. Rosjanie chcą ogłosić własny konkurs, ale są otwarci na współpracę z Polską. Z kolei z naszej strony zamiast spójnej wizji pomnika w Smoleńsku słychać luźne, autorskie pomysły. Szef
MSZ Radosław Sikorski rzucił niedawno w telewizji, że pomnik może się składać ze szczątków wraku Tu-154. Tymczasem - tak przynajmniej twierdzą prokuratorzy - są one potrzebne do zakończenia śledztwa jako dowody rzeczowe. Rząd powinien mieć wspólną linię w tej sprawie, a nie dawać pole do popisu autorskim pomysłom ministrów.
Pielgrzymkę ofiar rodzin katastrofy smoleńskiej w półrocze tragedii organizowano na zasadzie całkowitej improwizacji, choć udała się znakomicie. Jej pomysł powstał pod wpływem impulsu, co tłumaczy pośpiech. Ale drugi raz nie ma co liczyć na pospolite ruszenie. Lepiej przygotować wszystko zawczasu. Tym bardziej że druga strona politycznego sporu nie zamierza niczego ułatwiać.