Agata Nowakowska, Dominika Wielowieyska: Skrzyknął pan na Facebooku kilka tysięcy ludzi, by zaprotestować przeciw oblężeniu Pałacu Prezydenckiego przez "obrońców" krzyża. Dlaczego? Dominik Taras: Wkurzyłem się jak cholera, bo strażnicy miejscy z nami, młodymi, potrafią sobie dać radę, a tu nie potrafią sobie poradzić z grupką emerytów. Taki bunt się pojawił u mnie. Gadałem z kolegą: "Chodź, dawaj, ukradniemy ten krzyż".
Chciał pan wyręczyć państwo? - We Francji to by wpadła policja, przegoniła i byłby święty spokój. A u nas formacja, która ma dbać o porządek, nic nie robi. Miałem swoje przeżycia ze strażnikami miejskimi i wiem, jak potrafią nieźle dokopać.
Jakie przeżycia? - O, parę interwencji. Piło się piwo w miejscu publicznym czy coś i od razu zwijali. Bez sensu.
Akcja pod krzyżem to młodzieńczy wybryk przeciwko nielubianym strażnikom miejskim? - Wrzuciłem ten pomysł na Facebooka, myślałem, że przyjdą tylko moi znajomi, że zabierzemy krzyż. W formie takiej inicjatywy obywatelskiej. Bo my się policji i straży tak za bardzo nie boimy, a przynajmniej zrobimy coś dobrego dla tego społeczeństwa i wreszcie będzie można telewizję normalnie obejrzeć. A nie tylko krzyż i krzyż.
A czy to była także demonstracja przeciwko Kościołowi? - Tu chodziło głównie o ludzi, którzy się zbierają pod krzyżem. Że są fanatyczni, że to jest jakiś kultyzm, nienormalny w zwykłym państwie. Nie jesteśmy Arabią Saudyjską.
Krzyże stoją w wielu miejscach w Polsce. - Ale ktoś na to wydał zgodę, krzyż pasował akurat w jakimś miejscu, to ja się zgadzam, niech będzie. Ale to było coś innego. Krakowskie Przedmieście to jest piękne miejsce. Po co tam takie cyrki?
Może "obrońcy" krzyża chcieli pokazać Bronisławowi Komorowskiemu, że to nie on powinien być prezydentem, tylko Jarosław Kaczyński? - Ci ludzie za głośno mówili o Radiu Maryja i o Jarosławie Kaczyńskim. To Kaczyński ten błąd wykonał, że chodził tam, składał te wieńce. On to podsycał: dawał ludziom znak i cały ten tłum uważał, że on jest z nimi. A kiedy ten wieniec został położony obok krzyża, to ten krzyż stracił swoje chrześcijańskie walory, stał się narzędziem w rękach polityka.
Politycy PiS mówili: a komu ten krzyż przeszkadza? - Mnie i tym 8 tysiącom ludzi. Zacząłem w pewnym momencie odczuwać, że to jest terroryzowanie nas i urzędu prezydenta.
Co pan czuł, jak się okazało, że posłuchało pana kilka tysięcy ludzi? - Strach. Zaraz po akcji w domu się zamknąłem, siedziałem sam, nie odbierałem telefonów. Zrezygnowałem nawet z komórki. Ja bardzo nie lubię siebie w telewizji oglądać. Po prostu głupio mi, że jestem w tym pudle.
Pierwszy raz zaangażował się pan społecznie? - Wcześniej chodziłem do ekologicznej szkoły, sprzątaliśmy świat, jeździliśmy do rezerwatów. Pomagałem też Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy.