29 czerwca ogłosiliśmy: wraz z Muzeum Śląskim szukamy najpiękniejszego śląskiego słowa. Baliśmy się, czy na nasz apel będzie jakiś odzew. Niepotrzebnie. Już po kilku dniach pierwsze słowa zaczęły spływać wąskim strumyczkiem, który w ostatnich dniach przemienił się w wartką rzekę. W listach napisaliście, jak bardzo podoba się wam ten konkurs. Niektórzy przez ostatnie miesiące właśnie od śląskiego słowa zaczynali lekturę katowickich stron "Gazety".
- Mam 88-letnią mamę. Wiele już zapomina, ale codziennie czytam jej kolejne słowo zgłoszone do konkursu. To są takie nasze ćwiczenia pamięci. Potem mama mówi, że mogłoby być jeszcze to albo tamto - mówiła nam Anna Knysok, wicedyrektorka Zespołu Szpitali Miejskich w Chorzowie.
Każdy list, który docierał do naszej redakcji jest dowodem, że codziennie szukaliście na naszych łamach kolejnych słów, które miały wielką moc - odświeżały wspomnienia zagubione w zakamarkach pamięci, przypominały zatarte obrazy, przywoływały ludzi, którzy kiedyś byli dla was ważni.
Otrzymaliśmy od was prawie dwieście listów, w których czytaliśmy:
"Dla mnie najpiękniejszym śląskim słowem jest ciarach, czyli brudas. Nie być ciarachem! - brzmiało w ustach mojej mamy prawie jak jedenaste przykazanie dodane do Dziesięciu Bożych Przykazań".
"Najpiękniejszym śląskim słowem jest krusikoń, czyli po polsku koniczyna. Jest to słowo, które towarzyszyło mi od najmłodszych lat. Używała go moja babcia".
"Słowem kadłubek zostałem zauroczony w momencie, gdy bliska mi osoba urodzona na Śląsku wskazała na domek lęgowy dla ptaków wiszący na drzewie. Uważam, że wyraz ten zawiera w sobie element gwary śląskiej i piękną, archaiczną polszczyznę. Jako rdzenny, z dziada, pradziada Lwowiak, wychowany w charakterystycznym, niestety ginącym lwowskim "bałaku" podziwiam gwarę śląską i cieszę się, że trwa i nie zaginie."
"Dla mnie najpiękniejszym śląskim słowem jest roztomiła. Jeśli zaczniemy zastanawiać się nad jego znaczeniem, to po pierwsze: miła. Ale miła to takie zwykłe określenie. A tu mamy tą, która jest miłą roz na sto takich zwyczajnie miłych, czyli jest wyjątkowa. Daje wyraz temu, że kobieta jest wybrana ze stu innych, jest jedyna i przez to właśnie jest miłą sercu. Jest tą, w której mężczyzna jest rozmiłowany. Mało tego, jest w niej rozmiłowany po stokroć".
Przysyłaliście po jednej propozycji, po kilka albo nawet po sto. Jak z tego morza wybrać najpiękniejsze śląskie słowo, skoro jedno jest ładniejsze od drugiego, a uzasadnienia tak piękne, że każde chwyta za serce? Na szczęście to nie nasze zadanie. Stawiamy je przed jurorami: senator Krystyną Bochenek, Jerzym Gorzelikiem, historykiem sztuki, Wojciechem Kuczokiem, pisarzem, Kazimierzem Kutzem, reżyserem i posłem, ks. Franciszkiem Kurzajem z parafii Panny Marii w Teksasie, Piotrem Lachmannem, poetą i prozaikiem, prof. Ireną Lipowicz, prof. Janem Malickim, dyrektorem Biblioteki Śląskiej, senator Marią Pańczyk, prof. Joanną Rostropowicz z Uniwersytetu Opolskiego, prof. Dorotą Simonides, kulturoznawcą i folklorystką, publicystą Michałem Smolorzem, Henrykiem Wańkiem, literatem i malarzem, oraz Leszkiem Jodlińskim, dyrektorem Muzeum Śląskiego.
Niech się martwią. My poczekamy na wyniki. Ogłosimy je 11 grudnia podczas uroczystości rozdania Cegieł "Gazety Wyborczej".
I to już wszystko, koniec, czyli szlus.