http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Katastrofa Tu 154. Nowe fakty.

Rozmawiała Agnieszka Kublik
2011-03-04, ostatnia aktualizacja 2011-03-04 08:55

Gen. Pacek: Już o 7 rano dowódca TU 154 wiedział, że nie powinien lecieć do Smoleńska

Gen. Bogusław Pacek
Fot. GW
Gen. Bogusław Pacek
Generał Bogusław Pacek opowiada "Gazecie", że załoga Tu 154 10 kwietnia 2010 r. miała jednak aktualną prognozę pogody na smoleńskim lotnisku. Prognoza wojskowych służ meteorologicznych na Okęciu z godziny 7. mówiła o niskich chmurach i mgle nad lotniskiem.

W tej sytuacji, mówi gen. Pacek, załoga miała dwa wyjścia: albo nie startować, albo lecieć na zapasowe lotnisko. A jednak poleciała do Smoleńska. Dlaczego? Czy tego dotyczyła kłótnia gen. Błasika z dowódcą samolotu kpt. Protasiukiem? Gen. Pacek: - Mogła być, ja nie przesądzam, ale układa się to w logiczną całość.

Agnieszka Kublik: Cytuję: „Wojskowa komisja stwierdziła, że warunki pogodowe w momencie lądowania JAK-40 na smoleńskim lotnisku, 10 kwietnia, pozwalały na jego wykonanie, a piloci mieli do tego uprawnienia, pilot nie złamał żadnych minimów". Dziwi to Pana?

Gen. dywizji Bogusław Pacek, doradca do spraw wojskowych ministra obrony narodowej Bogdana Klicha: Cóż mam powiedzieć, dopóki nie będzie rzetelnej oceny prokuratury, a tak naprawdę sądu finalnie, nie można o niczym mówić jednoznacznie i ocennie. A przynajmniej nie powinni tego robić generałowie.

Zacytowałam Panu ppłk Roberta Kupracza, rzecznika sił powietrznych z czerwca zeszłego roku. Teraz, jak wiemy komisja wojskowa ustaliła coś zupełnie innego, że pilot JAK przekroczył te minima. Dlaczego w czerwcu siły powietrzne uznały, że wszystko było w porządku?

- Myślę, że nie miały pełnej wiedzy, część materiałów była w prokuraturze. Postępowanie dyscyplinarne, bo tak to formalnie się nazywało, zostało wszczęte w dowództwie sił powietrznych na polecenie generała Lecha Majewskiego, dowódcy sił powietrznych i wskazało na potrzebę zasięgnięcia określonych materiałów, które znajdują się w materiałach prowadzonego śledztwa. Po otrzymaniu tych materiałów, prowadzący postępowanie, również dowódca ocenił, że stan faktyczny jest inny niż wcześniej to oceniano. I stąd decyzja, słuszna, że nie można zakończyć li tylko na upomnieniu, naganie, że rzecz jest o wiele poważniejsza.

Mówi się o wydaleniu z 36. specpułku dowódcy JAK-a.

- Może być także tak, to jest środek dyscyplinarny, tak ustawa przewiduje. Natomiast sprawa jest na tyle poważna, że zachodzi podejrzenie, nie wyrokujemy, uzasadnione podejrzenie popełnienia czynu zabronionego i właściwym do rozstrzygnięcia, do potwierdzenia lub wykluczenia jest prokuratura.

Gdyby gen. Majewski - ja to chcę wyraźnie dopowiedzieć, przez wiele lat byłem oficerem dochodzeniowym w przeszłości w żandarmerii - gdyby gen. Majewski nie zrobił tego, co zrobił, czyli nie przesłał sprawy do prokuratury, sam dopuściłby się przestępstwa, ponieważ funkcjonariusz publiczny, który wchodzi w posiadanie informacji, że jego podwładny mógł popełnić przestępstwo, jest zobowiązany powiadomić organa ścigania.

Jednak dziwi taka odmienna ocena tego samego lądowania. Już 10 kwietnia było wiadomo, że JAK złamał minima i lądował bez zgody rosyjskich kontrolerów.

- Tak, to prawda, już 10 kwietnia było wiadomo i stąd też gen. Majewski, dowódca sił powietrznych, to była jego jedna z pierwszych decyzji, podjął działania, aby to wyjaśnić. Natomiast trudno było przesądzać od początku, na bazie tej pierwszej informacji, jakiego typu to są przekroczenia, jak je zakwalifikować. Lub nawet należało to potwierdzić, bo czasami prawdy oczywiste, medialne, nie muszą znajdować odzwierciedlenia w prawdach ekspertów, czyli w stanie pewnym obiektywnym.

Panie generale, podejrzewam, że gdyby nie katastrofa Tupolewa 10 kwietnia, media by nie wiedziały, jak się potoczyła sprawa wyjaśniania lądowania JAK-a. A gdyby media tego nie pilnowały, to być może nie byłoby drugiej decyzji komisji, że jednak procedury zostały złamane i być może nie byłoby skierowania do prokuratury, o czym może świadczyć cytowana przeze mnie wypowiedź rzecznika sił powietrznych z czerwca, że wszystko jest w porządku.

- Pani redaktor, to konstytucyjna rola mediów. My doceniamy rolę mediów w ujawnianiu różnych nieprawidłowości.

To zapytam Pana tak: ile w ostatnich latach było takich przypadków, że pilot przy lądowaniu łamał procedury, łamał minima?

- Ja spodziewałem się takiego pytania, ponieważ to jest pytanie, które się ciśnie każdemu na usta. Zasięgnąłem opinii bardzo głęboko i takiej formalnej, jako radca ministra i takiej osobistej, z racji tego, że przecież dowództwo, różni ludzie, zajmujący różne stanowiska to są bliscy mi bardzo oficerowie. I z tego, co ustaliłem jest to jedyny ustalony przypadek, gdzie pilot - nie oceniam - ale wiele na to wskazuje, przekroczył te minima na tyle, że kwalifikują się na postępowanie prokuratury.

Nie chce mi się wierzyć, ponieważ nieoficjalnie mówi się, że bardzo często te procedury są łamane, m.in. właśnie jeżeli chodzi minima i że to jest tolerowane przez przełożonych.

Ale pani, redaktor kto to mówi?

Piloci wojskowi, oczywiście.

- Nie możemy tak mówić. Jeżeli ktoś to mówi, niech poda kiedy, kto naruszył. Ja miałem takie samo wrażenie jeszcze kilka dni temu, zanim przyszedłem tutaj do pani i pochyliłem się na tym bardzo głęboko. Mnie też się nie chciało wierzyć, że przy wojskowym, że tak powiem, dynamicznym lataniu, że gdzieś tam, nie było ewentualnego przekraczania tych minimów. Według oficjalnej wiedzy, którą na dzień dzisiejszy posiadam, mówię to z całkowitą odpowiedzialnością nie ma takiego przypadku. Jeszcze w środę powtórnie pytałem, czy nie ma chociażby jednego przykładu, powiedziano mi, że nowy dowódca sił powietrznych gen. Majewski także miał takie podejrzenia, sprawdził wiele przypadków, bo są dokumenty i wydruki, które pozwalają na sprawdzenie nawet kilka lat wstecz.

Ani razu żaden pilot przy lądowaniu nie przekroczył minimum lotniska, samolotu ?

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 64 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    67 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':