Agnieszka Kublik: Kto to powiedział? Pierwszy cytat: "PO popadła wobec nas w stan chorobliwej agresji". I drugi: "W chwilach trudnych mieć Jarosława Kaczyńskiego jako wroga to nieszczęście, to paraliż działań, to destabilizacja"? Prof. Radosław Markowski: Pierwszy - ktoś z
PiS-u. Drugi - może
Donald Tusk.
Pierwszy to słowa Jarosława Kaczyńskiego. Drugi - Tuska. Pochodzą sprzed pięciu lat, ale są aktualne. - Jednak coś się zmieniło przez te pięć lat.
Jarosław Kaczyński okazał się skutecznym kreatorem rzeczywistości społecznej. Udało mu się przekonać jedną czwartą wyborców do tego, że są Polacy dobrzy i gorsi; że są prawi i nieprawi; że są ci, którzy dążą do prawdy i mają wewnętrzne piękno oraz tacy, którzy służą niemiecko-rosyjskiemu kondominium.
To jest nowa jakość, nie tylko agresywne słowa. Co innego mówić o innym człowieku "kretyn" czy "popapraniec"- umówmy się, nieładnie - a co innego, gdy były premier, prezes partii nie uznaje demokratycznie wybranego prezydenta.
27 proc. popiera PiS. Aż tyle nie akceptuje prezydenta Komorowskiego? I podpisuje się pod słowami Kaczyńskiego, np., że "chcemy być wolnymi Polakami", "nie chcemy rządów złych ludzi"? - Nie wiem, czy wszyscy z popierających PiS sądzą, że ojczyzna nie jest wolna. Na pewno ten sposób myślenia, jaki prezentuje Kaczyński, do nich przemawia. Proszę zwrócić uwagę, że zaraz po tragedii w Łodzi była diagnoza, kto jest winny, choć nadal nie za dużo wiemy.
Ogromnie zdumiały mnie słowa Witold Waszczykowskiego, kandydata PiS na prezydenta Łodzi, który zaraz po tragedii apelował: "Nie zabijacie nas". Jak to rozumieć? Że ktoś ma intencje zabijania członków PiS, że to jest jakiś proces, nie jednostkowe wydarzenie? I wreszcie ta liczba mnoga, która wskazuje na zorganizowaną działalność jakiejś grupy.
To inna jakość w naszej polityce. Bo to jest coś innego niż powiedzieć komuś, że np. ma głupie pomysły. Dlatego od pewnego czasu namawiam do myślenia o czymś co nazwałem "funkcjonalny federalizm". Według Kaczyńskiego są Polacy prawi i nieprawi. Załóżmy, że prezes Kaczyński mnie przekonał, że tak jest i że ja nie jestem prawy. Jeśli tak, to pora, by zacząć żyć "obok" siebie, a nie "razem". Może rozwiązanie owego funkcjonalnego federalizmu by się u nas sprawdziło?
Kiedyś zrobili to Holendrzy. Stwierdzili, że są wśród nich katolicy, protestanci i ludzie świeccy, i nie ma powodów, żeby kłócili się o swoje pomysły na życie i próbowali się nawracać na swoje przekonania postanowili zinstytucjonalizować swoje odmienności.
Państwo w państwie? - Nie. Proponuję federację filarów - powiedzmy, oświeceniowo-świeckiego i katolicko-narodowego. W tych dwu filarach mielibyśmy swoje przedszkola, szkoły, systemy edukacyjne, szpitale.
Są dziś katolickie szkoły... - Tak, ale gdyby istniały dwa filary, podatki płacilibyśmy w ramach swojego filaru.
Wszędzie na świecie polityka dotyczy tego, co jest podzielne. Jak polityka koncentruje się - jak u nas - wyłącznie na symbolach, historii i tożsamości, to nie sposób tego rozwiązać politycznie. Przetestujmy taki federalizm, on się sprawdził w wielu krajach. Ostatnio np. w Bośni i Hercegowinie.
Byłyby osobne wybory w filarach? - Nie. Byłby jeden prezydent, jeden premier, ale elity z obu filarów musiałyby ze sobą współpracować. I to jest - przyznaję - problem.
Rewolucję pan proponuje? - Nie. To ma zapobiec krwawej rewolucji. Nie twierdzę, że to łatwe. Sądzę, że nie ma sensu brnąć w to, w co brniemy.