Rozmowa z Kazimierzem Olejnikiem, b. zastępca prokuratora generalnego Agnieszka Kublik: Czy pan jako prokurator sprawdzał billingi dziennikarzy? Kazimierz Olejnik: Nie. W 2004 r., kiedy byłem zastępcą prokuratora generalnego, prokuratura uznała, że tajemnica dziennikarska jest świętością i tego po prostu robić nie wolno.
A służby robią. "Gazeta" opisała, jak ABW i CBA kontrolowały billingi 10 dziennikarzy, choć żaden nie był zamieszany w zabójstwo czy szpiegostwo. Bo tylko wtedy sąd może dziennikarzowi nakazać ujawnić źródło. - Po 1989 r. nie zostały uporządkowane przepisy dotyczące pracy operacyjnej służb specjalnych, w dużym stopniu są z epoki PRL. Więc podstawowy problem to brak regulacji prawnych.
Po prostu jest luka w prawie? - Dziś kontrola billingów w ogóle nie jest uregulowana. A powinno być tak, że wszystkie działania, które ingerują w konstytucyjne swobody, mogą mieć miejsce tylko w ściśle określonych zapisanych w ustawie sytuacjach. I tylko pod kontrolą sądu.
Służby się bronią: korzystanie z billingów dziennikarzy nie jest zabronione, czyli jest dozwolone. - No nie. ABW nie może zapominać, że oprócz ustawy o Agencji są prawo prasowe, konstytucja, kodeks postępowania karnego i zapisana w nim tajemnica dziennikarska. I tak jak nie można montować podsłuchów w konfesjonale, bo jest tajemnica spowiedzi, tak jak nie można montować podsłuchów adwokatom, bo jest tajemnica obrońcy, tak nie można inwigilować billingów dziennikarzy, bo jest tajemnica dziennikarska. Więc sięganie po billingi dziennikarzy jest sprzeczne z prawem. Co wcale nie znaczy, że zostało popełnione przestępstwo.
Prokuratura uznała, że przestępstwa nie ma. - Dziennikarze mogą to zaskarżyć, a jeśli prokuratura będzie się upierała, że nie doszło do przestępstwa, mogą wystąpić z prywatnym aktem oskarżenia. Mogą też wystąpić o odszkodowanie za naruszenie dóbr osobistych. I wygrają. Bo tajemnica dziennikarska jest święta.
Szukanie winnego przecieku nie daje służbom prawa do inwigilowania naszych billingów? - Nie. To działania sprzeczne z prawem. Kiedyś my wszyscy zapłacimy za to łamanie, bo rząd będzie zaskarżony do sądu albo do Trybunału w Strasburgu. I Polska zapłaci odszkodowania.
Zdaniem prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta pozyskiwanie billingów dziennikarzy "nie jest złamaniem dziennikarskiej tajemnicy, bo informacja o kontaktach dziennikarza nie przesądza, kto był źródłem konkretnej informacji". - Mam inne zdanie: billing to informacja, kto z kim rozmawiał, kiedy, jak długo. To pozwala na identyfikację źródła. I jest to złamanie prawa.
RPO i pierwszy prezes Sądu Najwyższego mogą poprosić Trybunał Konstytucyjny o doprecyzowanie tych przepisów. - Trybunał w grudniu 2005 r. doprecyzował przepisy dotyczące podsłuchów. Może powinien się wypowiedzieć w sprawie billingów? Bo na razie służby wbrew prawu, wbrew orzecznictwu, polskiemu i Trybunału w Strasburgu, udają, że nie ma problemu. Któregoś dnia okaże się, że "król jest nagi" i to się źle skończy dla państwa.
Służby próbują wciskać narodowi ciemnotę, że to nie jest groźne. Jest groźne. To jest bardzo głęboka ingerencja w sferę prywatności. Udawanie, że służby same siebie będą kontrolowały, prowadzi na manowce.
Koledzy prawnicy mówią, że to nie jest kwestia prawa, tylko ludzi. Ale prawo powinno być takie, że jak przyjdą źli ludzie, to prawo ich działania zablokuje.
Cały wywiad oglądaj na www.wyborcza.pl