Agnieszka Kublik: Jest pan niezależny od PiS-u? Czesław Bielecki: Tak, PiS chce mieć za kandydata bezpartyjnego polityka.
Z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim ustalił pan warunki tej niezależności? - Ustaliliśmy, że będę niezależny i samorządny.
Był już pan gościem w Radiu Maryja? - Nie. I nie będę. Myślę, że nawet gdybym był zaproszony, tobym nie poszedł, bo ze względów światopoglądowych nie jestem dla nich atrakcyjnym partnerem.
Nie potrzebuje pan ich poparcia? - Myślę, że nie potrzebuję. Ci słuchacze Radia Maryja, którzy myślą patriotycznie i uważają się za centroprawicę, mogą sami podjąć decyzję, czy kandydat taki jak ja, warszawiak od paru pokoleń, który określa się jako polski Żyd, im odpowiada. Jeśli uznają, że Hanna Gronkiewicz-Waltz, która uczestniczyła w Ruchu Odnowy w Duchu Świętym i była gorliwym katolikiem, jest lepszą kandydatką, mogą na nią głosować. Żyjemy w wolnym kraju.
Zadam panu dziwne pytanie, ale całkowicie usprawiedliwione: Czy ma pan ładną buzię? - Nie wiem.
Jest pan przystojny? - Nie wiem, nigdy się nad tym nie zastanawiałem.
Bo pan się zdecydował kandydować, zanim Kaczyński udzielił wywiadu, w którym poniżył najbliższych współpracowników, szefową sztabu wyborczego Joannę Kluzik -Rostkowską i rzecznika Pawła Poncyljusza, mówiąc, że skierowano ich do sztabu, bo mają "ładne buzie". - Mam to traktować jako komplement czy antykomplement? Nie widzę potrzeby, by o tym mówić.
Jest panu obojętne, jak Kaczyński traktuje współpracowników? - Nie jest mi to obojętne. Ale to ma się nijak do polityki miejskiej. Jestem zawodowcem. Chcę mówić o mieście, a zbaczamy na tematy, czy mam ładną buzię.
Drażnią pana pytania o PiS? - Kompletnie mnie to nie drażni. Publicznie przecież oświadczyłem, że jest mi bliżej do PiS i jego rozumienia państwowości, interesu narodowego i czystości działań.