Agnieszka Kublik: Pani kandyduje na szefa SLD bo pragnie władzy czy nie chce, by to Miller znów rządził Sojuszem? Joanna Senyszyn: W odróżnieniu od Leszka Millera nie mam głodu władzy. Zresztą dziś w SLD trudno ten głód zaspokoić, bo Sojuszu odchudzony przez wyborców. Ale głód jest złą rekomendacją, zwłaszcza głód władzy.
Pani Millera nie ceni i nie chce Pan, by to on pokierował Sojuszem. - Nie, uważam, że to wytrawny polityk, który ma swoim koncie wiele osiągnięć, ale też w swoim czasie i za swoich rządów doprowadził Sojusz do notowań poniżej progu wyborczego.
Całkiem niedawno tak pisała pani o Millerze: "Jemu dobrze wychodzą tylko bon moty i pouczanie innych. Oczywiście najlepsze jest powiedzonko, że prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy. Do tej pory Miller kończył już kilka razy. Za każdym razem - marnie". - To wpis z 2008 r., w
wyborach parlamentarnych w 2007 r. Miller kandydował z list Samoobrony, dostał 4 tys. głosów. Okazało się, że to szyld SLD jest wiele wart.
Albo inny cytat: "Millerowi cel zawsze uświęcał środki" - Bo to prawda.
To jak pani go jako polityka ceni czy nie? - Nie o to chodzi. To jest obiektywna, naukowa ocena, jestem przecież profesorem. A poza tym nawet Leszka Millera lubię.
To jeszcze jeden cytat: "Miller zdecydował się zerwać łączące go z Kościołem łańcuchy za późno. Gdyby to zrobił w 2001 r., inaczej wyglądałaby dziś Polska". - Albo w 2003 czy 2004. Wtedy Miller mówił, że Europa jest warta mszy i to nie jednej. Ale w 2003. było już po referendum akcesyjnym i nie trzeba było tego układu podtrzymywać. Miller uznał, że Unia jest warta i mszy, i dużych pieniędzy dawanych na tacę.
Naprawdę pani ceni Millera? Pisała pani o nim też tak: "Wbrew mniemaniu Leszka Millera w polityce nie warto być zabawnym. Trzeba być uczciwym i nie sprzeniewierzać się wyborczym obietnicom. Nie dlatego, że to się opłaca, ale dlatego, że tak postępują ludzie honoru. Szkoda, że były premier do nich nie należy". - Te moje wpisy były odpowiedzią na nieładne ataki Leszka Millera na mnie. Miller mówił, że jestem czarownicą ...
... a nie czarodziejką ... - ... wypominał mi wiek. No, tego prawdziwi mężczyźni nie robią.
To czy taki polityk, jak Miller, da radę pomoc Sojuszowi? - Sojusz potrzebuje przede wszystkim
pracy organicznej, nie wodzostwa, tylko posłuchania tego, co mówi kilkudziesięciu członków partii, którzy są zdecydowanie bardziej lewicowi i bardziej radykalni niż władze Sojuszu. Tego zabrakło. Rzeczywiście, Leszek Miller jak szef to jest powrót do przeszłości, a Sojusz, żeby się odbić od tych 6 proc., potrzebuje nowego oblicza i przyszłości. Więc ci, którzy chcą widzieć przyszłość Sojuszu będą głosować na mnie, a ci, którzy są zapatrzeni w przeszłość - na Millera.
Jakie pani daje sobie szanse na zwycięstwo? - Nie podchodzę do tego matematycznie, w każdym województwie mam zwolenników, a ilu, to się okaże.