Agnieszka Kublik: Kongres Kobiet w tym roku odbył się pod hasłem walki z dyskryminacją kobiet na rynku pracy. A oto jaki list w tej sprawie przyszedł do redakcji "Gazety Wyborczej": "Super, że są kobiety, które realizują się w pracy, awansują, szkolą się, działają, niech będą ułatwienia dla nich, promujmy je i wspierajmy. Ale proszę o wsparcie również dla kobiet takich jak ja, które widzą się w domu i tam chcą się realizować, chciałabym móc siedzieć w domu i być tak zwaną kurą domową, nie nudzę się, mam co robić". Czy to wyzwanie dla kolejnego Kongresu Kobiet? Prezydentowa Jolanta Kwaśniewska: - O tym też mówimy. Nie jest tak, że mówimy tylko i wyłącznie o kobietach aktywnych. Jedną rzecz bym poprawiła w tym liście. Ta pani napisała, że "siedzi w domu". Ja też przez całe lata, jak byłam małą panienką i chodziłam do szkoły, pisałam w dzienniczku: "tata - wojskowy, mama - nie pracuje". A przecież moja mama pracowała, bo miała trójkę
dzieci! Więc ta pani nie siedzi w domu, zasuwa w domu. W związku z tym jednym z naszych postulatów kongresowych było to, żeby wynagradzać jakoś pracę kobiet, które zajmują się dziećmi, zajmują się jedną z najważniejszych rzeczy, czyli z wychowywaniem dzieciaków, a także wychowywaniem dzieci niepełnosprawnych.
Jola Banach przygotowała naprawdę fantastyczny projekt ustawy, która będzie wynagradzała rodziców dzieci niepełnosprawnych. To jest gigantyczny problem. Pamiętam, że jeszcze jako małżonka prezydenta bardzo często pisałam listy do parlamentarzystów, do mojego męża, bo ograniczono ilości pieluchomajtek dla osób niepełnosprawnych, bo zasiłki pielęgnacyjne były obniżane. Takim kobietom trzeba pomagać. Także takim, które mają ochotę siedzieć z jednym dzieckiem dwójką czy pięciorgiem dzieci ...
Nie siedzieć, a pracować. - Tak, pracować w domu. Jestem też za tym, żebyśmy nie mówili o urlopach macierzyńskich, bo to oznacza, że mama, kobieta musi mieć urlop macierzyński. Powinniśmy mówić o urlopie rodzicielskim. Moim zdaniem to jest szalone zubożenie facetów, jeśli nie mają szans w takim najpiękniejszym czasie, kiedy nasze
dziecko się rozwija po prostu pobyć razem z nim, powychowywać. Ja się ogromnie cieszę, że nasza córka ma świetny kontakt ze mną, ja jestem dla niej zawsze mamą, nigdy nie mówi do mnie Jola...
To pani została z nią w domu, kiedy była mała? - Tako ja. Zrezygnowałam z pracy w ministerstwie sprawiedliwości, zrobiłam to z pełną premedytacją. Ale kiedy na rozmowie kwalifikacyjnej dowiedziałam się, że zostałam przyjęta spośród kilkudziesięciu osób, to gdy pan wypytywał o moje plany na przyszłość, otwarcie powiedziałam, że jestem
w ciąży. I nie zostałam zatrudniona.
Ale co z tą pracą w domu? Ekonomiści wyliczyli, że średnia wartość pracy kobiety w domu to ok. dwa tysiące złotych miesięcznie. Jak to rozwiązać ten problem? - Myślę, że mądre głowy powinny się nad tym pochylić, bo to nie jest tylko kwestia wyceny tej pracy, ale i ubezpieczenia. Mówimy o kobietach, które wychowują swoje dzieci...
Ale też mówmy o mężczyznach, którzy się decydują zostać w domu z dzieckiem. - O mężczyznach też. Znamy takich mężczyzn, mężczyźni naprawdę to robią świetnie.
Mój mąż siedział w domu. - Jak to siedział w domu?
Znaczy pracował. - Widzi pani, łapiemy się na tym, pani Agnieszko.
No tak, jesteśmy obie ofiarami tego stereotypu. - Stereotypu, że siedzę w domu, czyli nie pracuję. To jest ciężka praca i powinno się powiedzieć tak: jeśli nasza połówka, damska, czy męska, ma lepiej płatną pracę, czy może więcej czasu poświęcić dla dziecka powinniśmy wyceniać tą pracę nie tylko w tym okresie, kiedy jesteśmy w domu z dzieckiem, kiedy objaśniamy świat, ale także później, kiedy nie mamy szansy później na podjęcie pracy zawodowej i nie wypracujemy sobie emerytury. Bo co z rodzicami tam, gdzie są dzieci niepełnosprawne, porażenia umysłowe, okołoporodowe gdzie są upośledzenia, czy dzieci po wypadkach?
Tam najczęściej kobieta po prostu musi zostać w domu. - Nie tylko, że zostaje, ale - co niestety okazuje się taką bardzo trudną do przyjęcia prawdą - zostaje sama, bo mężczyźni w takich rodzinach często nie wytrzymują ciężaru bycia z chorym dzieckiem i odchodzą. Czyli kobieta zostaje sama z minimalną kwotą zasiłku, czyli naprawdę jest w potwornie trudnej sytuacji.