Tutaj
Wisława Szymborska Znak, Kraków
Dziewiętnaście wierszy Wisławy Szymborskiej z tomu "Tutaj" nie zaskakuje (co zdążyli już zarzucić poetce niektórzy recenzenci), zbudowanych jest z tych samych co zawsze ingrediencji. Ich lekturę można porównać do wizyty w znajomym miejscu, które nie straciło nic ze swojego czaru, ambiwalencji, zagadkowości.
Wbrew skromności i żartobliwości tej poezji jej program jest maksymalistyczny. Szymborska usiłuje opowiedzieć przygodę naszego bycia "tutaj" - na ziemi. W wierszu tytułowym odwraca stereotypowe proporcje rozpaczy i zachwytu, przewrotnie sięga po argumenty za byciem tutaj. Pisze o niszczycielskich żywiołach, które jednak "męczą się łatwo", o wojnach, "między którymi zdarzają się przerwy" , i o darmowej wycieczce "w karuzeli planet", którą oferuje nam Ziemia. W wierszach "Myśli nawiedzające mnie na ruchliwych ulicach" i "Kilkunastoletnia" docieka zagadki tożsamości, pytając o to, czy liczba form w naturze jest ograniczona, a my, nic o tym nie wiedząc, nosimy twarze Konfucjusza albo Semiramidy, a także o to, co łączy ją - kilkunastoletnią dziewczynkę, z nią - starą poetką. W "Trudnym życiu z pamięcią" pisze o żarłoczności wspomnień zagarniających teraźniejszość, by w końcu pogodzić się z tym, że są niezbywalną częścią życia. W "Mikrokosmosie" i "Otwornicach" wraca do jednego ze swych ulubionych tematów - zagadkowości świata mikro i nieprzystawalności naszego języka do jego opisu. W "Rozwodzie" opisuje traumatyczne wydarzenie życiowe z nieoczekiwanych perspektyw - kota, psa, mebli, sąsiadów, a nawet książek z mającej ulec podziałowi biblioteki. W "Zamachowcach" docieka - nie wprost - źródeł zła - opisując banalne codzienne czynności terrorystów, które mają się nijak do ich zbrodniczych czynów. Tom zamykają portrety artystów - Juliusza Słowackiego, którego wysłanniczka z przyszłości spotyka w banalnej sytuacji podróży dyliżansem, Elli Fitzgerald i Vermeera.
Przejmujący wiersz "Identyfikacja" nabrał ostatnio nieoczekiwanej aktualności. Mówi w nim kobieta, która straciła męża w katastrofie lotniczej, ale wypiera fakt straty, przekonując samą siebie, że umarł ktoś inny:
(...) Zaraz nastawię czajnik na herbatę.
Umyję głowę, a potem, co potem,
spróbuję zbudzić się z tego wszystkiego.
Dobrze że przyszłaś, bo tam było zimno,
a on tylko w tym takim gumowym śpiworze,
on, to znaczy ten tamten nieszczęśliwy człowiek.
Zaraz nastawię czwartek, umyję herbatę,
bo te nasze imiona przecież pospolite -
Ten wspaniały wiersz nosi jedną z najważniejszych cech poezji Szymborskiej - dyskrecję i niejednoznaczność tonu, stanowiącą ekwiwalent niejednoznaczności i zagadkowości świata. Trauma wynikająca z doznania absurdalnego okrucieństwa losu, przypadku, opowiedziana jest w nim bez egzaltacji, ledwie zasugerowana lapsusem językowym w przedostatnim wersie. A jednocześnie przełamana nadzieją wypływającą z obecności niemego świadka, adresata tego monologu, najwyraźniej osoby bliskiej - krewnej? przyjaciółki? - jakby na przypomnienie, że nawet na dnie rozpaczy nie jesteśmy całkiem sami.
Książka do kupienia na stronie www.kulturalnysklep.pl