Przeciwko gminie Czechowice-Dziedzice sprzysięgło się chyba wszystko. Wylały Wisła, Iłownica, drobne potoki, stawy hodowlane i rowy melioracyjne.
Jerzy Klima mieszka w Czechowicach-Dziedzicach i prowadzi tutaj warsztat samochodowy. Jego dramat zaczął się w poniedziałek. Płynąca w pobliżu Iłownica zaczęła przelewać się przez wały. - Walczyliśmy o to, żeby nas nie zalazło. Lawetami woziłem worki z piaskiem. Nic to nie dało. Rzeka okazała się silniejsza - opowiada pan Jerzy.
Gdy przed domem wody było już po kolana, zaczął z pracownikami ratować samochody. Udało się wywieźć 20 aut. Reszta została na zalanym placu. Nie było już szans, żeby cokolwiek uratować. W najgorszym momencie pod dom podeszło około dwóch metrów wody, nad płotem można było przepłynąć łódką. - Pływaliśmy do domu, żeby pilnować tego, co zostało, bo pojawili się szabrownicy. Ludzie bywają bezwzględni, nie mają skrupułów - opowiada Klima.
Wczoraj wokół domu Klimy stała jeszcze woda, ale cuchnące bajoro powoli opada. Z parteru domu nie zostało nic. Podłogi i boazerie są do wyrzucenia. Wszystko pokrywa gruba warstwa mułu. - Sąsiad obiecał, że przyjdzie mi pomóc, mają także przyjechać moi dwaj koledzy. Jakoś damy sobie radę - mówi Klima.
Piwnica jest nadal zalana aż po wejście. Ale na razie nie ma nawet po co wypompowywać wody, bo dopóki nie osuszy się okolicy, będzie ciągle napływała. - Woda żłobi nowe drogi i robi coraz większe szkody. Trzeba cierpliwie czekać, aż opadnie - mówi pan Jerzy.
Klimowie nie byli ubezpieczeni. Mieli już nawet wypisany wniosek, ale nie zdążyli załatwić wszystkich formalności. 6 tys. zł obiecanej przez rząd zapomogi dla powodzian nie starczy im na wiele. Pan Jerzy mówi, że gdyby miał pieniądze, doprowadzenie domu do porządku nie byłoby problemem. - W naszej sytuacji potrawa to przynajmniej pół roku, jak nie dłużej - rozkłada ręce.
Z niektórych domów strażacy wypompowują już wodę. - Nie myślcie sobie, że ze mnie zawsze był taki dziad. To wszystko przez wodę - mówił nam wczoraj mężczyzna wywożący z domu taczkami zalane rzeczy.
Józefa Hałasa po raz pierwszy spotkaliśmy w nocy z wtorku na środę. Wtedy domy zalewały Wisła i Iłownica, a dodatkowo zbiornik w Goczałkowicach miał zrzucać duże ilości wody. Trwała ewakuacja mieszkańców zagrożonych domów. Nasypem kolejowym strażacy i gospodarze wyprowadzali zagrożone zwierzęta, w tym bydło od Hałasa. Domu pana Józefa ostatecznie nie zalało, woda podeszła tylko pod zabudowania gospodarcze. - Zwierzęta przywieźliśmy już z powrotem, wszystko powoli wraca do normy - mówi gospodarz. Zwierzęta udało się uratować, ale pól już nie. W okolicy mało komu udadzą się w tym roku plony.
Na razie straty w Czechowicach-Dziedzicach oszacowano na ponad 6 mln zł. Jednak nie do wszystkich domów będą mogli wrócić ludzie, więc straty na pewno jeszcze wzrosną. A dorobek całego życia straciło tutaj wiele osób. Ludzie pomagają sobie, jak mogą. Jedna z miejscowych firm np. za darmo pomaga sprzątać i osuszać domy. Jednak Czechowice-Dziedzice same nie uporają się z tragedią.
Numer konta Urzędu Miejskiego w Czechowicach-Dziedzicach, na który można przesyłać pieniądze
PKO B.P. O/Bielsko-Biała
68 1020 1390 0000 6802 0024 9680
z dopiskiem "Pomoc dla powodzian"