http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zrobieni w wały

Rozmawiała Dominika Olszewska
2010-05-26, ostatnia aktualizacja 2010-05-26 11:37

Powódź w Łódzkiem. Małków gmina Warta. Strażacy i mieszkańcy umacniaja wały przeciwpowodziowe
Powódź w Łódzkiem. Małków gmina Warta. Strażacy i mieszkańcy umacniaja wały przeciwpowodziowe
Fot. Dariusz Kulesza / Agencja Gazeta

Tylko budowa polderów i zbiorników retencyjnych może nas zabezpieczyć przed skutkami powodzi. A w Polsce obowiązywał XIX-wieczny sposób myślenia i budowano głównie wały

ZOBACZ TAKŻE
SERWISY

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Dominika Olszewska: Czy spotkał się pan z tak wysoką i długą falą powodziową?

Adam Jacewicz, hydrotechnik, zasiada w komisji warszawskiej Wisły i w radzie społecznej fundacji Ja Wisła: Przez 50 lat mojej pracy - nie. Teoretycznie taka powódź, szczególnie na Wiśle, zdarza się raz na tysiąc lat. Ale rachunek prawdopodobieństwa to statystyka - nie mamy gwarancji, że w przyszłym roku nie będziemy mieć fali podobnej do tegorocznej.

Jak powstała ta ogromna fala?

- To powódź opadowa, której przyczyną są intensywne i długotrwałe opady na południu Polski. W niektórych miejscach w jeden dzień spadło tyle deszczu, co w ciągu miesiąca. W przyrodzie - jak napadało, to potem woda musi gdzieś odpłynąć.

Dlaczego woda przerwała wały w tak wielu miejscach?

- Bo fala była wyjątkowo silna i długa. Wały osłabiają krety, bobry, które ryją w nich korytarze. Szkodzą też korzenie drzew. W podziurawionych, nieszczelnych wałach silny strumień wody wyżłabia coraz większe otwory. Dlatego, gdy fala powodziowa jest mocna, zaczynają przesiąkać jak sito. Najgorsze są wały zbudowane z gliny - ten materiał błyskawicznie nasiąka i przypomina galaretę. Tragedia jest tylko kwestią czasu. Mocny strumień wody rozmywa wał błyskawicznie.

Wszystkie wały mogą przesiąknąć?

- Większość. Jednak w ostatnich latach zaczęto budować niektóre z litej ziemi i z uszczelnieniem. W środek tego typu umocnień wstawia się wodoszczelny ekran z betonu, który zapobiega przesiąkaniu. To jednak bardzo drogie, więc można je budować w wyjątkowo cennych miejscach, np. przy warszawskiej Pradze, starówce Wrocławia czy Płocka.

Analizując tę powódź, można dojść do wniosku, że wały, nawet te wystarczająco wysokie, zawiodły.

- Bo dotąd, zabezpieczając Polskę przed powodzią, budowaliśmy głównie wały. To XIX-wieczny sposób myślenia. Samo ich postawienie na niewiele się zdaje. Chodzi o to, aby osłabić silną falę powodziową, a nie, by ją ogrodzić.

Co powinniśmy zrobić?

- Po pierwsze, trzeba wprowadzić absolutny zakaz budowy nowych domów na terenach zalewowych. Po drugie - zbudować cały system przeciwpowodziowy rekomendowany przez UE. Oprócz wałów konieczne są poldery i zbiorniki retencyjne.

Czym zbiornik retencyjny różni się od polderu?

- Zbiornik retencyjny to teren, który na stałe i do pewnego poziomu jest wypełniony wodą (tzw. warstwa robocza). Służy wielu celom - uprawianiu żeglugi, często korzysta z niego elektrownia wodna. Gdy przychodzi wielka fala, dopełnia się go wodą do tzw. warstwy powodziowej. Polder to ogromny suchy teren (nawet do 300 ha), którego pod żadnym pozorem nie wolno zabudowywać. Można go jedynie uprawiać. Obok polderu w wale buduje się urządzenia, która można otwierać i zamykać - tzw. jazy. Gdy idzie duża woda, ostrzega się gospodarzy, którzy użytkują tam ziemię. Potem podnosimy jaz - jeden, drugi, trzeci. Do nich natychmiast wpływa nadmiar wody. Fala powodziowa znacznie się osłabia i przestaje być bardzo groźna. Woda nie wdziera się na teren miast i wsi, a gospodarze automatycznie od państwa dostają odszkodowanie.

Ile polderów powinno powstać na Wiśle?

- Tylko na odcinku od Kazimierza do Warszawy co najmniej kilkanaście.

Czy dzięki takiemu systemowi powodziowemu uniknęlibyśmy całkowicie powodzi?

- Nie. Powódź zdarza się raz na 15 lat. Nie da się jej całkowicie wyeliminować. I z tym musimy się pogodzić. To żywioł, a z przyrodą jeszcze nikt nie wygrał. Gdy jednak powstanie sprawny system przeciwpowodziowy, straty będą wielokrotnie mniejsze.

Dlaczego w Polsce taki system nie powstał?

- Nasze nieszczęście polega na tym, że dotąd politycy myśleli tylko na cztery lata naprzód - od wyborów do wyborów - a tu potrzeba decyzji na cztery, pięć kadencji do przodu. Profesjonalny system przeciwpowodziowy powstaje nawet 20 lat. Może kosztować miliardy złotych.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 75 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    116 głosów