Tarnobrzeski Szpital Wojewódzki od ubiegłego tygodnia działa prawie jak szpital na froncie. Zgromadzono zapasy wody, które przy normalnym zużyciu wystarczyłyby na cztery dni, a przy oszczędnym - na siedem. Do szpitala ściągnięto zapasy leków, środków opatrunkowych, sprzętu jednorazowego użytku. Jedna z parafii w Ostrowcu Świętokrzyskim przekazała duży transport wody w butelkach. Szpital zaopatrzył się w większe ilości paliwa niezbędnego do uruchomienia agregatów. - Musieliśmy dostosować się do tego, co się dzieje wokół. Na szczęście woda nie zagroziła budynkowi szpitala, ale powódź dotknęła kilkudziesięciu pracowników szpitala. W Trześniowie zalany został nie tylko ośrodek zdrowia, ale także
domy lekarzy - mówi Wojciech Wąsik, zastępca dyrektora szpitala. Wielu z poszkodowanych pracowników nie mogło zająć się ratowaniem swoich domów, bo musieli pozostać w szpitalu.
Od połowy ubiegłego tygodnia do niedzieli w stałej gotowości były zespoły ratownicze wszystkich szpitalnych karetek.
- Jedna z nich pojechała do Gorzyc i z powodu powodzi już nie wróciła do Tarnobrzega. Została tam, dowożą nią chorych do szpitala w Stalowej Woli - dodaje dyrektor Wąsik.
Lekarze pojechali do zalanego Sobowa i tam na miejscu prowadzili pierwszą selekcję osób, którym trzeba było jak najszybciej udzielić pomocy. Przyjęli 180 pacjentów, 40 z nich skierowali do szpitala.
Szpital, przygotowując się do przyjęcia większej liczby pacjentów, wstrzymał planowe przyjęcia. Gdy okazało się, że najszybciej zapełnił się oddział wewnętrzny, chorzy lokowani byli na innych oddziałach: ortopedii i chirurgii.
- Codziennie przyjmowaliśmy do szpitala 40-50 osób, na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym było przyjmowanych około 10 osób dziennie i udzielaliśmy 30-50 porad ambulatoryjnych - wylicza dyrektor Wąsik.
Do szpitala trafiali pacjenci z zawałami, zasłabnięciami, bólami brzucha, ze skaleczeniami i stłuczeniami, których doznali w trakcie ewakuacji. U wielu osób stres i przeżycia przyczyniły się do wystąpienia choroby.
- Wśród ratowników i innych osób uczestniczących w akcji ratowniczej pojawiały się przypadki zasłabnięcia i wycieńczenia - mówi dyrektor szpitala.
Na leczenie szpitalne przyjmowano także chorych przewlekle, którzy przestali zażywać leki, bo nie zdążyli ich zabrać z domów w czasie ewakuacji.
Gdy woda zaczęła opadać i sytuacja trochę się ustabilizowała, w szpitalu znów zaczęto przyjmować pacjentów na planowe zabiegi i leczenie.
- Ale zostawiliśmy rezerwę miejsc na wypadek, gdyby znów trzeba było przyjmować powodzian. Wkrótce zajmiemy się pomocą naszym pracownikom. Dostaliśmy dary z Darłowa, specjalna komisja je podzieli - zapowiada dyrektor Wąsik.