W niedzielę widać było, że woda na wszystkich rzekach Podkarpacia opada. Nawet tam, gdzie były przekroczone stany alarmowe, na Wiśle i Sanie poniżej Niska, woda zaczęła opadać.
Dla strażaków, żołnierzy, policjantów praca się jeszcze nie skończyła - Umacniamy wały Wiśle i jej dopływach, głównie na rzece Łęg oraz na Sanie. Nadal najtrudniejsza jest sytuacja w gminie Gorzyce i Grębów; tam pracujemy przy wale na rzece Łęg. Na zalanych terenach nadal jest około 1000 strażaków, kilkuset żołnierzy i policjantów. Wspiera nas Straż Graniczna ze śmigłowcami WOPR, ludność cywilna. Umocniliśmy około 70 km wałów. - mówi rzecznik podkarpackich strażaków st. kpt. Marcin Betleja. Od niedzieli podkarpackich strażaków wspiera 30 strażaków z Ukrainy. Około godziny 14 przekroczyli granicę w Medyce. - Poprosiliśmy ich o pomoc. Przywieźli ze sobą cztery wysokowydajne pompy. W konwoju jedzie z nimi cysterna z paliwem i całe zaplecze logistyczno-techniczne. Jedziemy w kierunku Tarnobrzega, na miejscu ustalimy miejsce, w którym te pompy zostaną wykorzystane - dodaje kpt. Beteleja.
Zalany teren w rejonie Tarnobrzega i Gorzyc to obszar około 90 km kwadratowych czyli powierzchnia czterech Zalewów Solińskich. Dotychczas według danych Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego ewakuowano ok. 9 tys. mieszkańców pow. tarnobrzeskiego, stalowowolskiego i mieleckiego. Ale tam gdzie to było możliwe ludzie zostawali - na wyższych kondygnacjach, na strychach. Próbują sobie jakoś zorganizować życie. Gorące posiłki przyrządzają korzystając z butli gazowych albo grili ogrodowych ustawionych na balkonach. Ale zdarzyło się, że jeden z powodzian pytał strażaków, którzy przywieźli prowiant, czy nie mają gorącej herbaty. - Od kilku dni dowozimy im wodę, jedzenie. W niedzielę dowoziliśmy także paszę dla zwierząt. Woda opada. Jest coraz trudniej poruszać się łodzią, bo zaczynają pojawiać się płoty, siatki i podobne przeszkody - mówi starszy aspirant Piotr Flejszar, który razem z kolegami z Ośrodka Szkolenia KW PSPW w Nisku od ubiegłego poniedziałku uczestniczy w akcji ratowniczej. Od kilku dni dowodzi łodzią, która służy za taksówkę, karetkę pogotowia i ciężarówkę dowożącą żywność. Strażacy przewożą na zalane tereny ludzi, którzy chcą dostać się do swoich zalanych domów, żeby zabrać ubrania, wymienić członków rodziny, którzy pilnują dobytku. W sobotę strażacy dowodzeni przez aspiranta Flejszara, transportowali mężczyznę, który wymagał natychmiastowej pomocy medycznej. - Ten pan zranił się w nogę, gdy przenosił na wyższe piętro zmywarkę. Rana została zabrudzona wodą powodziową, zaczęła się jątrzyć. Mężczyzna próbował się leczyć sam, ale trzeciego dnia wezwał pomocy - opowiada strażak.
Na zalanych terenach ludzie boją się wybuchu epidemii, martwią się czy wystarczy szczepionek przeciwko tężcowi. - Na razie sytuacja epidemiologiczna jest niezła. Nie mamy zgłoszeń o zatruciach pokarmowych czy innych tego typu problemach. I żeby była sprawa jasna, nie będziemy wszystkich szczepić przeciwko tężowcowi. Wskazaniem do szczepienia jest rana, skaleczenie i kontakt z brudną wodą. Szczepionka to nie polopiryna, którą można sobie zażywać kiedy się chce. Bezwzględnym wskazaniem jest rana i kontakt z brudną wodą. Zaszczepimy każdego z takimi wskazaniami powyżej 20 roku życia. Dzieci są szczepione zgodnie z kalendarzem szczepień - wyjaśnia Szczepan Jędral, szef Wojewódzkiego Sanepidu.
Policja zapewnia, że dotychczas nie zgłoszono żadnej kradzieży czy dewastacji mienia ewakuowanych osób. - Przez cały czas patrolujemy te tereny z łodzi, lata również śmigłowiec Straży Granicznej. Legitymujemy wszystkich, którzy się pojawiają na zalanych terenach - mówi Paweł Międlar, rzecznik podkarpackiej policji.
W powiecie strzyżowskim, powódź przeszła kilka dni temu, ale jej skutki widać teraz. Powstało kilkadziesiąt osuwisk, zagrażających domom mieszkalnym. Ewakuowano 15 rodzin. Z tego samego powodu ewakuowano jedną rodzinę w pow. dębickim. W regionie jest nieprzejezdnych kilkadziesiąt odcinków dróg, głównie gminnych i powiatowych.
Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów