- Gdyby nie sąsiedzi, tobyśmy się we śnie w tej wodzie utopili - mówi roztrzęsiony Leszek Pałkowski z Proszówek, jednej z kilku miejscowości, które najbardziej ucierpiały podczas powodzi w Małopolsce. - W momencie pojawiły się trzy metry wody. Nic nie zdążyliśmy wynieść. Wszystko, co było w domu, popłynęło razem z wodą - pokazuje sterty poniszczonych urządzeń i połamanych mebli. I narzeka na władze gminy. Podobnie jak dziesiątki innych mieszkańców Proszówek i Cikowic. - Woda idzie tu z Dobczyc trzy godziny. Był czas, żeby chociaż ludzi obudzić - żali się pani Janina, która w powodzi straciła kilkanaście sztuk zwierząt hodowlanych. - Chociaż te zwierzęta można było uratować - podkreśla.
Jednak centrum zarządzania kryzysowego w Bochni i władze gminy twierdzą, że robiły, co mogły. Wacław Wardęga, dyrektor wydziału bezpieczeństwa i zarządu kryzysowego w Bochni, zapewnia, że podjął takie działania, jakie mógł. - To, o czym wiedzieliśmy, na bieżąco było kontrolowane. Ostrzeżenia meteorologiczne dostawałem z centrum wojewódzkiego, uważam, że dobrze wykonujemy swoje zadania. O upuszczeniu wody z Dobczyc, która może zalać wsie, nie wiedzieliśmy - mówi.
Podobnie usprawiedliwia się wójt gminy Bochnia Jerzy Lysy. - Ktoś nas powinien zawiadomić. Wiadomo, że przed Bochnią, poza Rabą, jest jeszcze rzeka Stradomka. Że spiętrzona woda może być niebezpieczna. Tymczasem żadnych informacji ani z zapory w Dobczycach, ani z centrum wojewódzkiego w Krakowie nie było. Sami, ze starostą, po nieoficjalnych informacjach od strażaków, że wody w Rabie przybywa, w środku nocy zdecydowaliśmy o ewakuacji - wyjaśnia.
I deklaruje, że w poniedziałek pójdzie z tą sprawą do prokuratury. - Mam pretensje o dwie rzeczy. Po pierwsze, trzeba wyjaśnić zasady gospodarowania zbiornikiem w Dobczycach. Prognozy były znane od dawna i ten zbiornik powinien być pusty przed nadejściem największej wody. Po drugie, jeśli już upusty musiały być tak duże, powinniśmy o nich wiedzieć - wylicza wójt.
Również posłowie lewicy domagają się wyjaśnień w sprawie braku informacji o wypuszczaniu wody ze zbiornika w Dobczycach. W czwartek w Sejmie wytykali niedostatki w organizowaniu pomocy powodzianom. Poseł Witold Gintowt-Dziewałtowski uważa, że wojewoda małopolski doprowadził do sytuacji, w której wiele osób mieszkających na zagrożonych terenach nie zostało poinformowanych o niebezpieczeństwie. - Docierały do nas informacje, że ludzie nie mieli informacji, czy z Dobczyc będzie spuszczana woda, kiedy i ile. Ludzie dowiadywali się w ostatniej chwili, że mają się ewakuować - mówi poseł Jan Widacki. Posłowie chcą prosić o wyjaśnienie sprawy premiera Donalda Tuska.
Czekamy na wasze relacje i zdjęcia z miejsc dotkniętych powodzią, interwencje oraz opinie i komentarze do bieżących wydarzeń. Wyślij nam maila na: redakcja@krakow.agora.pl
Powódź w Krakowie z lotu ptaka [ZDJĘCIA] Kliknij na zdjęcie, żeby obejrzeć galerię: 