Niemal co roku Małopolskę nawiedzają powodzie i lokalne podtopienia. I jak policzył NIK, z roku na rok rosną straty. Gdy w 2008 w Małopolsce i Świętokrzyskiem powodziowe szkody sięgnęły 261 mln zł, to w ub.r. aż 519 mln. I nic w tym dziwnego, bo z marcowego raportu NIK wieje wręcz grozą. Blisko połowa wałów przeciwpowodziowych w województwie nie gwarantuje bezpieczeństwa, a raptem 5 proc. ma aktualne wyniki kontroli technicznej! Jeszcze gorzej jest z utrzymaniem przydrożnych rowów, lokalnych potoków i strumieni. Żadna ze skontrolowanych gmin nie ma ewidencji rowów, a połowa w ogóle ich nie oczyszcza - alarmował NIK. Co gorsze w Małopolsce tylko 7 proc. lokalnych rzeczek objętych jest utrzymaniem. Tymczasem zdecydowaną większość strat powodują właśnie wylewające małe potoki i strumienie, a nie wielkie rzeki. Do tego dochodzą tak kuriozalne sytuacje, jak zgoda na budowę krytej pływalni w Proszowicach na... terenie zalewowym. Ale to tylko niektóre wytknięte przez NIK zaniedbania z bardzo długiej listy zarzutów. Efekt? "Poziom zagrożenia powodziowego w województwie małopolskim jest wyższy o co najmniej o 15 proc. od przeciętnego zagrożenia powodziowego w Polsce. Na 182 gminy województwa, 146 (80 proc.) jest zagrożonych możliwością wystąpienia powodzi. W szczególnym stopniu zagrożone jest około 48 proc. obszaru województwa" - ostrzega w swoim raporcie NIK.
Tymczasem urzędnicy, choć przyznają, że system ochrony przeciwpowodziowej jest dziurawy, winę za ten stan zwalają na brak pieniędzy. - W tym roku dostaliśmy 5,6 mln zł, czyli raptem 7,5 proc. tego, co rzeczywiście potrzebujemy. Tymczasem same rachunki za prąd przypadku 20 pompowni wyniosą ok. 1 mln zł. Na utrzymanie tzw. małych cieków wodnych marszałek województwa od 2002 r. nie otrzymuje żadnych pieniędzy. Przy takim finansowaniu nie można zapewnić właściwego utrzymania wałów przeciwpowodziowych, zwłaszcza że część z nich została wzniesiona jeszcze za czasów zaborów i nie spełnia obecnych norm - podkreśla Jarosław Kostrzewa z biura prasowego marszałka małopolskiego.
Bogusław Borowski, dyrektor Małopolskiego Zarządu Melioracji, uważa, że raport NIK jest przesadzony. - Zima była długa, spadło dużo śniegu i ziemia jest tak przemoknięta, że nie przyjmuje już wody. Próbowaliśmy nawet niedawno kosić wały, ale były tak namoknięte, że musieliśmy zrezygnować - przekonuje. Urzędnicy narzekają też na problemy z wykupem terenów pod nowe wały (rozdrobnione grunty, brak postępowań spadkowych i długie oczekiwanie na decyzje środowiskowe, nawet do półtora roku).
- W ub.r. rozpoczęliśmy prace nad kompleksowym programem ochrony przeciwpowodziowej dorzecza górnej Wisły, który ma spowodować, by w przyszłości nie wydawać tak ogromnych sum na usuwanie skutków powodzi. Tylko w tym roku zostaną wybudowane wały wzdłuż Popradu - zapowiada Joanna Sieradzka, rzeczniczka wojewody małopolskiego.
Zalany Kraków i małopolskie gminy [ZDJĘCIA] Kliknij na zdjęcie, aby obejrzeć galerię: 