http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Polska, liberalizm, 2010

Jarosław Kuisz, "Kultura Liberalna"
2010-05-20, ostatnia aktualizacja 2010-05-20 15:18

Jak wygląda mapa środowisk liberalnych w Polsce? Jak ewoluowały ich poglądy przed i po 1989 rokiem? Jaka była temperatura sporów i, co najważniejsze, z jakim dorobkiem możemy spoglądać w przyszłość? Czas na rejestr polskiego liberalizmu

- Ale dlaczego nie cieszycie się z waszych osiągnięć ?! - zdziwił się w czasie dyskusji z wybitnymi polskimi intelektualistami Paul Berman, słynny amerykański zwolennik "muskularnego liberalizmu".

Marcin Król i Aleksander Smolar tłumaczyli mu, dlaczego konieczna jest ostrożność w ocenie polskich przemian po 1989 roku.

Wreszcie zniecierpliwiony Berman niemal krzyknął:

- Ale przecież wy wygraliście!

Autorowi "Opowieści o dwóch utopiach" chodziło o tryumf idei liberalnych. Tych, które przed 1989 rokiem mogły wydawać się mieszkańcom bloku wschodniego czystą mrzonką.

***

Popularna krytyka polskiego liberalizmu nie wiadomo, do czego się odnosi. Pod "liberalizm" można byłoby podstawić na przykład słowo "drzewo". Znaczyłoby wtedy tyle samo - czyli nic.

Dlatego w rozmowach o polskim liberalizmie brakuje subtelności. Szczątkowe rodzime tradycje zostały zapoznane lub nie funkcjonują w szerszym obiegu intelektualnym. A przecież nie trzeba nawet sięgać do jakichś praszczurów nadwiślańskiego liberalizmu, typu kaliszan. Nie trzeba szukać w przedwojennych "Wiadomościach literackich" czy paryskiej "Kulturze". Dość wspomnieć o kształtującym się u schyłku Polski Ludowej liberalizmie gdańskim i krakowskim, czy o liberalizmie "jednoosobowym" Stefana Kisielewskiego. W jeszcze innej tonacji o korzystaniu z wolności przez suwerenną jednostkę mówili Witold Gombrowicz czy Sławomir Mrożek.

Te zaczątki bynajmniej nie usunęły jednak tęsknot za monolitem wspólnoty opartej na identycznych przekonaniach. Wspólnoty ciepłej, miłej i homogenicznej. Sęk w tym, że taka wspólnota w ogóle nie potrzebuje demokracji z tolerancją, rozsądnym nonkonformizmem, pluralizmem czy szacunkiem dla drugiego człowieka o odmiennych poglądach. Dlatego kłopoty miewamy nie tylko z liberalizmem kulturowym i światopoglądowym, ale nawet rozsądnym liberalizmem politycznym i ekonomicznym.

***

A jednak przecież - na przekór marzeniom o ciepłej jedności i świętym spokoju - w demokracji liberalnej (z systemem wielopartyjnym!) wspólnota ex definitione nie może opierać się na monolicie przekonań.

Skąd zatem nasze kłopoty?

Niewątpliwie w Polsce wolność zbiorowości tradycyjnie stawiano przed wolnością jednostki. "Liberum veto" ma niby złą prasę, ale nadal niejeden rodak w skrytości ducha ceni sobie jednomyślność. W najnowszej historii choćby mit pierwszej "Solidarności" w zasadzie obywał się bez pluralizmu - wbrew rzeczywistości, która była wszak bardziej skomplikowana.

Nic więc dziwnego, że na naszym współczesnym polskim podwórku brakuje popularyzacji poglądów, które przebiłyby się przez "gębę" liberalizmu, sprowadzonego zwykle do steku prymitywnych tez. A przecież możliwości nie brakuje. Jest przecież liberalizm Ronalda Dworkina, który usiłuje sensownie pogodzić wolność, równość i wspólnotę - tak, by nie tracił na tym, żaden z elementów rewolucyjnej triady. Dalej - dumnie prezentują się liberalizm zmarłego niedawno Ralfa Dahrendorfa, Raymond Aron, liberalizm katolicki. Jest liberalizm Johna Rawlsa, wychylony w stronę socjaldemokracji, sprawiedliwą dystrybucję dóbr, fundujący na wolności jednostki w sytuacji hipotetycznej umowy społecznej. Jest i Bruce Ackerman, który tytułem eksperymentu myślowego (i dla odkurzenia teorii) poszedł jeszcze dalej i zamiast chować jednostki za rawlsowską "zasłoną niewiedzy", za którą miały zawierać wzajemną umogę, wysłał je na statku kosmicznym - hen! - w kosmos.

Nic jednak u nas z tego. Jeszcze pół biedy, gdy krytycy liberalizmu odwołują się do jakiegoś liberała klasycznego, np. Johna Stuarta Milla czy Adama Smitha, w sposób, który choć z grubsza nie odbiega od ich poglądów. Niestety, zwykle myślenie rozmaitymi ścieżkami, podążanie niepewnym traktem kłopotliwych pytań, na wszelki wypadek zostaje w debacie publicznej zredukowane do karykatury poglądów von Hayeka czy Miltona Friedmana.

Przed liberalizmem w Polsce stoi zatem ogrom (podniecających!) wyzwań. Przemyślenia z nadwiślańskiej perspektywy wymaga kryzys na rynkach finansowych, wojna z terrorem w kraju i zagranicą (dlaczego wysyłamy polskich żołnierzy na misje? Kim są, kiedy wracają?), zanikanie sfery prywatnej w sieci, postęp techniczny dekomponujący starą koncepcję praw własności intelektualnej - to tylko kilka przykładów. I tu uwaga: nie powinniśmy ograniczać się do recepcji pomysłów z Zachodu. Już teraz nie mamy usprawiedliwienia dla nie szukania rozwiązań czy dla nie budowania własnej tradycji myślenia o wolności jednostki, którą wobec konfliktu wartości należy stawiać na pierwszym miejscu.

***

Czas zatem na rejestr. Jak wygląda mapa środowisk liberalnych w Polsce? Jak ewoluowały ich poglądy przed i po 1989 rokiem? Jaka była temperatura sporów i, co najważniejsze, z jakim dorobkiem możemy spoglądać w przyszłość?

Do rozmowy w panelu organizowanym przez "Kulturę Liberalną" w sobotę 22 maja o godz. 10 zaprosiliśmy zatem gości z pierwszej linii intelektualnego frontu, osoby, które w Polsce współtworzyły intelektualnie liberalizm i gotowe są spierać się o niego: Agatę Bielik-Robson, Aleksandra Smolara i Andrzeja Szahaja. Wprowadzenie wygłosi Paweł Marczewski.

Ruszamy zatem w stronę intelektualnej kartografii z termometrem liberalizmu. Przeszywamy wzrokiem mapę środowisk. Mierzymy temperaturę sporu.

***

Zapraszamy na Kongres "Wolność w nowoczesnym świecie"!

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':