http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Marta Konieczny, malarka*

not. ala
2009-11-09, ostatnia aktualizacja 2009-11-06 11:09

Kopenhaska dzielnica portowa
Kopenhaska dzielnica portowa
Fot. Marta Konieczny

Serce zostało w... Danii. To niewielki kraj, dlatego jego mieszkańcy dbają o każdy fragment krajobrazu, co sprawia, że oglądanie go jest prawdziwą ucztą dla oczu

Obraz Marty Konieczny
Fot. Marta Konieczny
Obraz Marty Konieczny "Razem"
Obraz Marty Konieczny
Fot. Marta Konieczny
Obraz Marty Konieczny "Dwa drzewa granatowe"
Odwaga w stosowaniu żywych, zdecydowanych kolorów w architekturze przypomina, że jesteśmy w ojczyźnie klocków lego.

Kopenhagę pokochałam dlatego, że całą zwiedziłam na rowerze i czułam się bezpiecznie, byłam uprzywilejowanym użytkownikiem drogi! To miasto "szyte" na miarę człowieka - wesołe, ciekawe, niehałaśliwe. Omijałam tylko park Tivoli, w którym słychać wrzaski dobrowolnych skazańców kręcących się na karuzeli 80 metrów nad ziemią. Portowe dzielnice są bardzo nowoczesne. Ich mieszkańcy żyją w pięknych loftach i stylowych blokach (w tym kraju nawet bloki są przykładem dobrej architektury; polecam Dansk Center Design, w którym poznamy bliżej świetne duńskie wzornictwo). Do niedawna nie lubiłam zwiedzać zamków z uwagi na ich posępny charakter i sale tortur, ale tu zmieniłam zdanie - królewski zamek Rosenborg jest nieduży i przytulny, wspaniale wyposażony.

Urzekło mnie też podejście Duńczyków do kwestii monarchii. Gdy królowa Małgorzata II zaproponowała, by zabronić jazdy na motorach wokół jej kopenhaskiej siedziby w Amalienborgu (od hałasu bolała ją głowa), rząd odparł, że motocykliści są równoprawnymi obywatelami kraju i nie wolno im zabronić poruszania się po drogach publicznych.

Polecam też Arhus, miasto na wyspie Jutlandia, a w nim skansen miejski Den Gamle By. To wspaniałe założenie architektoniczne, najstarsze domy pochodzą z XVI w. "Mieszkańcy" ubrani w dawne stroje sprzedają ciasteczka w piekarni, gotują potrawy według starych receptur i wylewają wodę do rynsztoka.

Dojechałam tam...

oczywiście kamperem. To mój ulubiony hotel na kółkach. Wspaniale jest zmieniać codziennie miejsce noclegu bez pakowania się, nie przejmować się rezerwacjami i spać tam, gdzie przyjdzie nam ochota. Do kampera mieszczą się też rowery, no i w każdej chwili można coś ugotować.

Niezapomniany dzień miał miejsce...

w 1990 r., podczas podróży pociągiem z Istambułu do Moskwy, z piątką przyjaciół. Tak się złożyło, że spędziliśmy zimną noc na dworcu w Bukareszcie, nie mając miejscowej waluty, by kupić cokolwiek do jedzenia. A gdy dotarliśmy na właściwy peron, pociąg do Moskwy właśnie ruszał. Spanikowani rzuciliśmy się do pierwszych otwartych drzwi - wagonu pocztowego. Obsługa bez wahania zaczęła wciągać nas do środka. Nie wszystkim udało się wdrapać do wagonu, m.in. koledze, który miał wszystkie nasze paszporty i z coraz większym trudem gonił pociąg. Wtedy ujrzałam na peronie rumuńską kobietę - modliła się żarliwie i żegnała. I pociąg zwolnił! Wszyscy zdołali doń wskoczyć. Po przemiłej rozmowie na migi z naszymi wybawicielami (podarowaliśmy im turecki sweter) zasnęliśmy szczęśliwi na paczkach z listami.

Najlepsze wakacje spędziłam w...

Najlepsze wakacje to zawsze te ostatnie, gdy wspomnienia są jeszcze świeże, można pokazywać zdjęcia przyjaciołom i zajadać się cudzoziemskimi przysmakami. W tym roku zwiedzałam kamperem zachodnie stany USA. Przekonałam się, że rysownicy kreskówek o Dzikim Zachodzie nie kłamią! Na przykład w Arizonie skały w kanionach są rzeczywiście intensywnie pomarańczowe i tworzą nieprawdopodobne formacje przypominające maczugi lub kopce termitów. Zachwyciło mnie też bogactwo i bliskość przyrody. Jelenie spacerujące po kempingu, szare wiewiórki okradające plecaki turystów, słonie morskie i uchatki wylegujące się wzdłuż wybrzeży Pacyfiku, 20 metrów od pięknej drogi nr 1 biegnącej z Los Angeles do San Francisco...

W Polsce lubię...

Warszawę, bo to miasto, w którym młodzi ludzie dużo eksperymentują, podejmując wiele działań kulturalno-artystycznych. Najprzyjemniej jest w lipcu, kiedy maleją korki i kiedy wiele się dzieje. W tym roku warto było odwiedzać lewy brzeg Wisły przy moście Świętokrzyskim, gdzie odbywał się Festiwal Sztuki nad Wisłą "Przemiany". Można było pobawić się w piaskownicy z kolorowym piaskiem (autor Adam Kalinowski) lub wpaść w trans, patrząc na biegnącego po rzece, świecącego na czerwono, konia Konrada Zientary. Nigdy też nie znudzą mi się spacery po Krakowskim Przedmieściu. Od czasu, gdy ograniczono ruch samochodów i pojawiły się stylowe rowerzystki na "holenderkach", jest to najpiękniejsze miejsce w Warszawie.

Podróżuję z...

rodziną, bo to fajni ludzie. Ci najmłodsi mają już po kilkanaście lat i przestali dopominać się o lody i toaletę. Lubię ich spostrzeżenia w czasie podróży - świeże, pozbawione kompleksów.

Niebo w gębie poczułam...

Spróbowawszy wielu ciekawych dań w przeróżnych krajach, niebo w gębie czuję, jedząc polski chleb - ciepły i chrupiący, posmarowany masłem. Jako wnuczka piekarza mogę się do tego przyznać.

Na wyprawę zawsze zabieram...

kolorową dużą chustę. Może służyć jako szal, nakrycie głowy, sukienka, spódnica (bardzo przydatne, gdy chcemy zwiedzić kościół czy meczet), torba na grzyby, hamak dla dziecka, koc. A najlepiej wygląda, gdy unosi się na wietrze, a potem... ozdabia wakacyjne zdjęcia.

Nigdy więcej nie powrócę do...

Korei Północnej. Po pierwsze - pewnie się już nie da, a po drugie - nie chcę już oglądać skał upstrzonych czerwonymi napisami na cześć Kim Ir Sena, spać w łóżku, nad którym wisi jego portret, i zwiedzać muzeów poświęconych jego pamięci.

Wymarzony cel podróży...

To przejażdżka "Maharaja's Ekspress" - luksusowym pociągiem kursującym po Indiach. Na jego trasie ciekawe miejsca: Delhi, Varanasi, Kalkuta... Nie wiem tylko, czy pozwalają zabierać rowery...

*Marta Konieczny - absolwentka Wydziału Grafiki warszawskiej ASP (dyplom w 1994 r. w pracowni prof. Janusza Stannego). Uprawia malarstwo, ilustrację i projektowanie graficzne, tworzy książki artystyczne i ceramikę, miłośniczka wycieczek rowerowych i karawaningu. W warszawskiej redakcji "Gazety" przy ul. Czerskiej 8/10 do 22 listopada można oglądać wystawę jej obrazów pt. "Psychoflora". Otwarcie - w poniedziałek 9 listopada o godz. 19, wstęp wolny

Źródło: Gazeta Podróże
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':