http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Henryk Wujec, fizyk, polityk, członek KOR-u

not. Nelly Kamińska
2007-05-01, ostatnia aktualizacja 2006-11-17 15:24

Serce zostało w... Bieszczadach. Były jednym z moich pierwszych odkryć

Bieszczady Wschodnie
Fot. Przemyslaw Skrzydlo / AG
Bieszczady Wschodnie
Jeździłem tam sam albo z grupą przyjaciół, przez wiele lat prowadziłem też obozy dla młodzieży z Klubu Inteligencji Katolickiej. Wtedy, w latach 60., Bieszczady miały w sobie coś z Dzikiego Zachodu. Już samo wejście na połoniny było wyczynem. Najchętniej zapuszczaliśmy się w tzw. worek, czyli sam czubek, choć nie było wolno. Prócz chatki leśników w Mucznem (dziś jest tam duży ośrodek wczasowy) nie było tam zupełnie nic. Tylko nieprzebyte bory bukowe i bezdroża. Jakież mieliśmy przygody! Co dzień odkrywaliśmy coś nowego i pięknego. Do dziś pamiętam olbrzymie połacie jagodowisk albo potężną burzę z piorunami, która złapała nas w środku nocy pod Chryszczatą.



Najlepsze wakacje spędziłem w...

Parku Narodowym Sarek w północnej Szwecji. Pierwszy raz pojechaliśmy tam z żoną w sierpniu 1973 r. Sarek można obejść tzw. Drogą Królewską (Kungsleden), ale my byliśmy ambitni i postanowiliśmy przejść przez środek. To obszar całkowicie dziki, po którym chodzi się na własne ryzyko. Nie ma tam schronisk ani szlaków, tylko pasterskie chatki i ścieżki wydeptane przez renifery. Nie mieliśmy namiotów, jedynie dość nędzne śpiwory. No i potwornie ciężkie plecaki wypełnione konserwami. W tamtych czasach nie było lekkich rzeczy. Sam plecak (szyty na zamówienie przez rzemieślnika z Tarnowa) ważył chyba z dziesięć kilo - ale był nie do zdarcia. Przed wyruszeniem zważyliśmy go w schronisku na Kungsleden. Na wadze zabrakło skali (kończyła się na 50 kg). - Niedźwiedź! - skwitowali szwedzcy turyści. Przez tydzień przemierzaliśmy to dzikie, polodowcowe doliny, pocięte strumieniami i jeziorami rynnowymi (przekraczaliśmy je w bród), to wspaniałe polany pełne grzybów i dojrzałych borówek. Z czekanem (raków chyba nie miałem) wszedłem na Sarektjakka (2089 m n.p.m.). Spaliśmy pod gołym niebem albo w katach - pasterskich chatkach zbudowanych z pni karłowatej brzozy i przykrytych rogami reniferów. Poroże leżało dosłownie wszędzie. Zbierałem je, przyczepiałem do plecaka i chodziłem w takiej koronie z rogów. Rogi uratowały mi potem skórę. Do Polski wiozłem bibułę ("Aneks", "Kultura", Brzeziński, Miłosz, Nowak-Jeziorański), którą dostałem od pana Żaby - rezydenta "Kultury" w Sztokholmie. Miałem tego cały plecak i okropnie się bałem, że złapią mnie na granicy. Kiedy jednak celnik zobaczył brodatego faceta z wielkim plecakiem i rogami, tylko machnął ręką. To była wielka wyprawa, wielka przygoda. I choć dostaliśmy porządnie w kość, tak nam posmakowała, że dwa lata później wróciliśmy do Sareku. Była to nasza ostatnia podróż za granicę, potem zabrali mi paszport. Odzyskałem go dopiero w 1989 r.



Ciekawe jest tam to, że...

lipiec i sierpień to jedyne miesiące, kiedy rośliny i zwierzęta w pełni budzą się do życia. Przyroda dosłownie wybucha, wszystko gwałtownie mnoży się, rośnie i zielenieje. I te chmary owadów, które tną niemiłosiernie...



Niezapomniany dzień w podróży...

To było gdzieś w samym środku Sareku. Zapadła noc, to znaczy słońce zeszło niżej, ale cały czas świeciło. Rozłożyliśmy śpiwory na skalnych tarasach i patrzyliśmy na rozległą dolinę oświetloną niesamowitym światłem. Było bardzo niewygodnie, ciągle zsuwaliśmy się ze skalnych płyt. Jednocześnie mieliśmy poczucie, że jesteśmy gdzieś poza światem.



Podróżuję z

W czasach studenckich jeździłem z grupą przyjaciół żądnych ekstremalnych przeżyć, co wykluczało chodzenie szlakami. Potem z młodzieżą z KIK-u jako przewodnik. Dzisiaj z żoną, dziećmi i wnukami.



Mój ulubiony hotel...

Nie mam, bo nie jestem hotelowy. W hotelach nocuję z rzadka, tylko kiedy muszę, np. za granicą. Natomiast bardzo lubię gospodarstwa agroturystyczne. Można w nich poczuć się jak w domu.



Niebo w gębie poczułem

Miałem do czynienia z wieloma niebami. Zawodowo zajmuję się produktami regionalnymi, odwiedzam mnóstwo gospodarstw agroturystycznych, gdzie próbuję różnych pyszności: wędlin, nalewek, herbat, miodów, kiszonek [Henryk Wujec jest współzałożycielem Polskiej Izby Produktu Regionalnego i Lokalnego oraz przewodniczącym jej Rady]. Ostatnio odkrywam Podlasie. Niebo w gębie poczułem np. w Korycinie u państwa Nietupskich, którzy robią rewelacyjne sery.



W podróż zawsze zabieram

Najważniejsze są dobre buty, dobra mapa i dobry kompas. Na piesze wędrówki zabieram też butanową kuchenkę i namiot. Koniecznie też apteczkę i tzw. reperaturkę, czyli zestaw do naprawiania (igły, klej, młotek, sznurek, parę gwoździ).



Wkrótce będę w drodze do

Biłgoraja. Jadę na ślub bratanka. To moje rodzinne strony, urodziłem się we wsi Podlesie koło Biłgoraja, a do domu zawsze chętnie wracam.



Wymarzony cel podróży:

Ukraina, przede wszystkim Karpaty Wschodnie, Huculszczyzna, Gorgany, które ocaliły i swoją dzikość, i folklor. Bardzo chciałbym wrócić do Dharamsali, siedziby Dalajlamy u podnóża Himalajów. Zachwyciła mnie uroda tego miejsca i jego mieszkańcy. Choć Tybetańczycy żyją raczej prosto i biednie, pod względem kulturowym i duchowym znacznie nas przerastają. Przebywanie z nimi to prawdziwa przyjemność. Otaczają człowieka aurą dobroci.

  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Banki dławią kredyty

Chcesz pożyczyć na mieszkanie albo na inwestycję w swoją małą firmę? Przygotuj się na kłopoty

Rykoszety Rutkowskiego

Rutkowski próbuje odbudować swoją firmę. Pomaga sobie, nie komuś - mówi historyk sztuki, który przez Rutkowskiego spędził blisko rok za kratkami, choć był zupełnie niewinny

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W czwartek z ''Gazetą'':

  • Przygody Pana Michała, odc. 4-6
  • Dłużej do emerytury - kto będzie się musiał przekwalifikować?
  • Wykup mieszkań spółdzielczych i zakładowych - informator
  • Duży Format