Jak będzie wyglądała polityka po tragedii w Smoleńsku? Co z kampanią prezydencką? Co zrobią PiS i
SLD, które w katastrofie straciły kandydatów na prezydenta?
Tragedia PiS jak tragedia MU Większość polityków, co zrozumiałe, wciąż nie chce o tym rozmawiać. Stracili przyjaciół. - Ten czas należy wykorzystać na pomoc dla ofiar rodzin. Czuję się skrępowany, jak słyszę, że marszałek mówi, że trzeba teraz obsadzać stanowiska. Nie trzeba się z tym spieszyć - mówi PAP rzecznik klubu PiS Mariusz Błaszczak.
Jak długo potrwa nastrój powagi i zgody narodowej? Wywiadem dla "Naszego Dziennika" zdążył go już zakłócić poseł PiS Artur Górski, który ogłosił, że za tragedię odpowiada
Rosja, a cieszy się z niej Platforma.
- Nie mam złudzeń. Zawsze zwycięża rutyna, za kilka tygodni konflikt wróci. Już dziś widziałem pod Pałacem Prezydenckim, jak starsze panie pluły na dziennikarzy - mówi socjolog prof. Jacek Raciborski.
- Polityka będzie obolała. Pojawią się hamulce, których do tej pory nie było, ale i nowe powody do rozdrażnienia - przewiduje z kolei politolog Jarosław Flis. Zaznacza, że to opozycja ma prawo do rozpoczęcia rozmowy o polityce, nie powinna tego narzucać PO.
Partyjna polityka nie wróci zapewne przed końcem tygodniowej żałoby. Potem czekają nas dwa bardzo intensywne miesiące. Konstytucja jest nieubłagana, najpóźniej w czerwcu muszą się odbyć wybory prezydenckie.
- Sytuacja wygląda tak: kampania będzie króciutka, Platforma jest gotowa, konkurencji nie ma - ocenia Flis. I dodaje: - Ale wybory nie powinny rozstrzygnąć się walkowerem.
Tyle że na razie mamy same niewiadome. Sympatyzująca z PiS "Gazeta Polska" wezwała już do startu szefa partii Jarosława Kaczyńskiego.
- Nie wiem, co będzie dalej z nami, nie rozmawiamy o polityce. Ale przypomina mi się tragedia Manchesteru United. W 1958 r. w katastrofie lotniczej zginęło ośmiu jego piłkarzy, ale klub przetrwał. My poczuliśmy teraz wielkie poczucie wspólnoty, skończyły się spory wewnętrzne - mówi "Gazecie" czołowy polityk PiS.
Prof. Radosław Markowski, politolog: - Trudno o jakiekolwiek prognozy. Nikt nie wie, co w tak tragicznej sytuacji zrobi szef Prawa i Sprawiedliwości.
W katastrofie zginęła trójka liderów SLD, w tym kandydat na prezydenta
Jerzy Szmajdziński.
- Sądzę jednak, że SLD szybciej dojdzie do siebie niż PiS. Sojusz jest silniejszy instytucjonalnie, w PiS wszystko zależy od jednej osoby - mówi prof. Raciborski.
Przestrogi dla Platformy W katastrofie pod Smoleńskiem zginął związany z PiS prezydent, urzędnicy jego kancelarii i wielu przyjaciół politycznych partii Jarosława Kaczyńskiego: szef
IPN, prezes
NBP, rzecznik praw obywatelskich. Teraz te stanowiska obsadzi większość sejmowa.
Nasi rozmówcy doradzają Platformie ostrożność i samoograniczanie się. - Pierwsze nominacje - na szefów BBN i Kancelarii Prezydenta wyglądają źle. Nie z powodów personalnych, są po prostu za szybkie - uważa prof. Markowski.
Flis: - Byłoby dobrze, żeby nowi szefowie IPN i NBP czy rzecznik praw obywatelskich nie wzbudzali protestów opozycji. Najlepiej, żeby zostali wybrani w porozumieniu z opozycją. I na pewno nie mogą sprawiać wrażenia funkcjonariuszy partii rządzącej.
Prof. Raciborski: - Nikt teraz nie wie, jak w czerwcu zachowają się Polacy. Czy będą chcieli głosować? Czy kierowani współczuciem poprą kandydata PiS lub SLD? A może - tak też bywa po tragediach narodowych - skupią się wokół przywódców państwa?