W wypadku prezydenckiego tupolewa pod Smoleńskiem zginęło aż sześciu najwyższych rangą dowódców polskiej armii. W jednej chwili wojsko zostało bez kierownictwa wszystkich rodzajów wojsk. Zginął m.in. najważniejszy i najwyższy rangą polski dowódca szef Sztabu Generalnego WP gen. Franciszek Gągor. Ale automatycznie, zgodnie z wojskowymi procedurami przewidzianymi w takim wypadku, obowiązki przejął jego pierwszy zastępca generał broni Mieczysław Stachowiak. Ma doświadczenie sztabowe (w Sztabie Generalnym od 2004 r.) i "w polu". Dowodził m.in 12. Dywizją Zmechanizowaną w Szczecinie i 2. Korpusem Zmechanizowanym w Krakowie, który za jego kadencji jako pierwsza polska jednostka uzyskał certyfikat NATO.
Dowódcę Wojsk Lądowych gen. Tadeusza Buka zastępuje od soboty jego szef sztabu gen. dywizji Edward Gruszka (to także były dowódca 2. Korpusu Zmechanizowanego w Krakowie). Zmarłego szefa Dowództwa Operacyjnego gen. Bronisława Kwiatkowskiego zastępuje gen. dyw. pilot Sławomir Dygnatowski (wcześniej dowódca Centrum Operacji Powietrznych w Warszawie).
Lotnictwem dowodzi w miejsce zmarłego gen. Andrzeja Błasika jego dotychczasowy szef sztabu gen. dywizji Krzysztof Załęski, który w różnych sztabach wojsk lotniczych pracuje już od 2000 r.
Marynarką Wojenną kieruje wiceadmirał Andrzej Głuszko, szef sztabu Marynarki Wojennej, bezpośredni podwładny tragicznie zmarłego w katastrofie wiceadmirała Andrzeja Karwety. Wiceadmirał Głuszko w dowództwie MW pracuje od 2007 r.
Siłami specjalnymi, czyli jednostkami GROM, FORMOZA i 1. Pułkiem Specjalnym w Lublińcu, dowodzi generał brygady Marek Olbrycht, dotychczasowy zastępca gen. Włodzimierza Potasińskiego. Ma doświadczenie w misjach w Syrii, na Bałkanach i Libanie, pracował też w centralnym dowództwie amerykańskiej armii w Tampa na Florydzie.
MON zapewnia, że dowodzenie w polskiej armii przejęto płynnie. W poszczególnych rodzajach wojsk uruchomiono jedynie centra kryzysowe, które zajmują się pomocą rodzin zabitym wojskowym i przygotowaniem pogrzebów, a także przejmowaniem i przekazywaniem dokumentów, którymi dysponowali zabici dowódcy.
To, że są już czasowi następcy, nie oznacza, że to oni formalnie obejmą dowodzenie poszczególnymi rodzajami wojsk. Funkcję szefów pełnić będą do oficjalnych nominacji. Jednak tych dokonuje prezydent RP na wniosek ministra obrony, dlatego na nowe nazwiska polskich dowódców trzeba będzie poczekać co najmniej do wyborów prezydenckich.