http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Piloci: niesamowity był ten spokój

Marcin Górka
2010-06-01, ostatnia aktualizacja 2010-06-01 17:17

Szczątki Tu-154M ułożone na lotnisku w Smoleńsku
Szczątki Tu-154M ułożone na lotnisku w Smoleńsku

Lotnictwo nie chce komentować zapisów z czarnych skrzynek prezydenckiego Tu-154. Piloci dodają: tam w kabinie nie działo się kompletnie nic! Krzyki TAWS o niczym nie świadczą.

Czarne skrzynki z rozbitego Tu-154M prezentowane w MAK
Fot. Alexander Zemlianichenko AP
Czarne skrzynki z rozbitego Tu-154M prezentowane w MAK
Ale lotnicy czytali stenogramy. I, jak mówią - wiedzą już, co działo się na pokładzie. Nie wiedzą wciąż jednak: dlaczego.

- Ze stenogramu wynika, że w kabinie w tych ostatnich sekundach nie działo się kompletnie nic! - mówi jeden z pilotów z 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, kolega zabitych pilotów Tu-154. - Oni po prostu konsekwentnie schodzili do lądowania.

Jego zdaniem można wytłumaczyć i to, że system TAWS w ostatnich sekundach lotu co chwilę ostrzegał załogę przed grożącą katastrofą. - TAWS krzyczał, bo krzyczałby nawet wtedy, gdyby schodzili normalnie do pasa. Bo tego lotniska nie ma w systemie TAWS, więc system traktuje je jak pole - mówi nasz rozmówca. - Dziwne jest tylko to, że kontroler, o którym słyszeliśmy, że już wcześniej stracił z radaru tego tupolewa, musiał ich nadal widzieć, skoro dostali komendę "horyzont 101", czyli, że mają wyrównać do lotu poziomego. Nie wyrównali, byli już na 40 metrach. Schodzili niżej.

- Oprócz ciągłych pull up, pull up, sygnałów dźwiękowych o niebezpiecznej wysokości samolotu mieli też informację "bliższa prowadząca", czyli że byli za nisko na tę odległość od pasa. Czemu schodzili nadal? To dla mnie niewyobrażalne. Nie rozumiem. To musiała być presja. Jaka? Czyja? nie wiem - mówi inny lotnik wojskowy.

Piloci uważają, że pytanie dlaczego podchodzili do lądowania, jest nadal otwarte.

- Możemy tylko gdybać. Może Arek widział coś, co, jak był przekonany, było np. światłami pasa i tak sobie to wbił do głowy? Nie wiem. Ale tam, w kabinie, do samego końca był totalny spokój i konsekwencja w podchodzeniu do lądowania. Oprócz tego, że wiem co się tam działo, nie znam wciąż przyczyny tej katastrofy - mówi nasz rozmówca, pilot z 36 specpułku.

Oficjalnie Siły Powietrzne nie mają nic do powiedzenia po ujawnieniu stenogramów z czarnej skrzynki rozbitego 10 kwietnia samolotu Tu-154M. - Czekamy na ustalenia komisji, która bada przyczyny wypadku - mówi rzecznik Sił Powietrznych ppłk Robert Kupracz. - To tylko surowe stenogramy a nie wyjaśnienia - dodaje.

Piloci przyznają, że stenogram niewiele wyjaśnia. - To co poznaliśmy, to tylko zapis skrzynki rejestratora głosu. Nie wiadomo nic o wskazaniach urządzeń pokładowych, a one są kluczowe dla wyjaśnienia przyczyn tragedii - podkreślają.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 73 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    118 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':