http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

W czarnych skrzynkach jest wyjaśnienie

Wacław Radziwinowicz, Dariusz Zalewski Radio TOK FM, Moskwa
2010-04-14, ostatnia aktualizacja 2010-04-14 11:43

Wrak prezydenckiego Tu-154, który runął przed lotniskiem w Smoleńsku 10 kwietnia
Wrak prezydenckiego Tu-154, który runął przed lotniskiem w Smoleńsku 10 kwietnia
Fot. Mikhail Metzel ASSOCIATED PRESS

Zapisy czarnych skrzynek prezydenckiego Tu-154, który rozbił się w sobotę w Smoleńsku, zawierają wyjaśnienie przyczyn katastrofy - dowiedziała się "Gazeta" od eksperta. Tragiczną decyzję o lądowaniu we mgle piloci podjęli najpewniej sami

Premier Putin podczas spotkania z polskimi śledczymi
Fot. Alexei Nikolsky AP
Premier Putin podczas spotkania z polskimi śledczymi
Wrak samolotu Tu-154, który rozbił się na wojskowym lotnisku w Smoleńsku
Fot. Mikhail Metzel AP
Wrak samolotu Tu-154, który rozbił się na wojskowym lotnisku w Smoleńsku

* Dlaczego doszło do katastrofy?
* Rekonstrukcja katastrofy - animacja
* Piloci: Potrafimy odmawiać
* Wszyscy jesteśmy winni tej tragedii
* Nikt nie ma prawa wejść do kokpitu
* Lot do Katynia miał być wyróżnieniem
* Lekcja Korean Air



Wczoraj premier Rosji Władimir Putin zaprosił do siebie członków komisji badającej przyczyny sobotniej katastrofy. W czasie spotkania, którego część pozwolono oglądać dziennikarzom, wicepremier Siergiej Iwanow poinformował, że dwie czarne skrzynki, czyli urządzenia rejestrujące rozmowy pilotów i pracę urządzeń pokładowych, są w dobrym stanie. Ich odczyt pozwolił na razie stwierdzić to, że na pokładzie nie doszło do wybuchu, nie było pożaru, silniki maszyny do samego uderzenia w ziemię pracowały sprawnie.

Skrzynki zostały otwarte w Moskwie w obecności ekspertów z Rosji i Polski. Ich zawartość została przeniesiona na twardy dysk, a taśmy z nich zamknięto w sejfie opieczętowanym przez polskich i rosyjskich specjalistów.

Jak nam powiedział płk Zbigniew Rzepa, prokurator wojskowy, który wspólnie z dwoma jeszcze Polakami i siedmioma ekspertami rosyjskimi bierze udział w badaniu przyczyn katastrofy, zapisane na taśmach rozmowy były prowadzone w trzech językach: angielskim, rosyjskim i polskim.

Płk. Rzepa przyznaje, że sam nie rozróżnia głosów na taśmie, lecz jeden z ekspertów polskich osobiście znał pilotów samolotu prezydenta i potrafili określić, kto mówi.

Prokurator na pytanie, czy fragmenty po polsku to rozmowy między pilotami, czy też między nimi a którymś z pasażerów, odpowiedział, że są to "na pewno rozmowy samych pilotów". Zaś to, czy oni rozmawiali jeszcze z osoba trzecią, będzie jasne "na 100 proc.", kiedy uda się zsynchronizować zapisy rozmów z czasem lotu.

Prokurator powiedział nam też, że piloci przed samą katastrofą rozumieli, że się rozbiją. Przyznał, że końcówka zapisu na taśmie "była dramatyczna", ale nie chciał powiedzieć, czy pasażerowie wiedzieli, że maszyna uderzy o ziemię.

Rzepa wykluczył wersję o tym, że prezydencki samolot podchodził do lądowania w Smoleńsku kilka razy. - Podejście było tylko jedno i od razu złe - zapewnił.

Ekspert, z którym rozmawialiśmy na zasadzie anonimowości, zapewnił nas, że zapisy czarnych skrzynek zawierają informację pozwalającą wyjaśnić przyczynę katastrofy. Jaka to jednak informacja, powiedzieć nie chciał.

Tajemnica czarnych skrzynek

W czasie narady u Putina okazało się, że na miejscu katastrofy odnaleziono jeszcze jeden - trzeci - rejestrator pokładowy, który został wyprodukowany w Polsce. On zostanie wysłany ze Smoleńska do naszego kraju. Tam będzie otwarty przez ekspertów polskich w obecności ich kolegów rosyjskich. Badać go będą też wspólnie Polacy i Rosjanie.

Równolegle z czarnymi skrzynkami badane są szczątki samolotu prezydenckiego. Wszystkie zostały zinwentaryzowane. We wtorek wieczorem, jak zapowiedział Iwanow, miało się rozpocząć ich przenoszenie na strzeżony teren w porcie lotniczym. Tu zostaną ułożone w całość, co ma też pomóc zrozumieć ekspertom, jak doszło do katastrofy.

Przy przenoszeniu fragmentów samolotu będą pewnie odnajdywane ciała zabitych i ich rzeczy. Jak na naradzie u Putina powiedział szef komitetu śledczego przy prokuraturze generalnej Aleksandr Bastrykin, we wtorek na miejscu katastrofy znaleziono ponad 20 fragmentów ciał, a także siedem pistoletów - zapewne broń funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu.








Bastrykin zapowiedział, że teren w miejscu katastrofy będzie w ciągu najbliższych trzech-czterech dni dokładnie spenetrowany i przekopany. Należy się spodziewać, że impet uderzenia odrzutowca mógł zaryć w ziemi szczątki pasażerów i ich rzeczy.

Wszyscy polscy uczestnicy narady u premiera Putina, między nimi minister zdrowia Ewa Kopacz, podkreślali, że bardzo dobrze im się pracuje z Rosjanami, chwalili ich za profesjonalizm i dziękowali im za otwartość.

Zdaniem Władimira Putina praca "wielu resortów i służb" obu krajów, które badają przyczyny katastrofy, "powinna być skoordynowana tak, byśmy mogli do końca poznać obiektywną prawdę". Premier Rosji prosił też Polaków, by, jeśli będą mieli jakieś zastrzeżenia do strony rosyjskiej, mówili o tym otwarcie.

Agencja RIA Nowosti, powołując się na anonimowego informatora, pisze, że piloci samolotu prezydenckiego mieli możliwość uratowania maszyny. - Schodząc do lądowania we mgle, piloci szli prosto na pas startowy. Ale mieli wrażenie, że na niego nie trafią. W tej chwili kapitan popełnił fatalny błąd. Dodał gazu i jednocześnie starał się podnieść maszynę i skręcić. Skutek był taki, ze zaczepił skrzydłem o drzewo. Gdyby pilot, dodawszy gazu, nie zmienił kursu, tylko podnosił maszynę, to miałby szansę na unikniecie katastrofy - ocenił rozmówca agencji.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    395 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':