W Katyniu zginął ojciec Anny, a w 70 lat później na tej samej ziemi zginęła ona, już 82-letnia, i jej wnuk, przed którym dopiero otwierało się życie i przyszłość.
- Nikt nie wierzył w to, że jakiś owoc może wydać śmierć tych, którzy 40 lat temu zginęli w Charkowie, Twerze, Katyniu, Miednoje. Zachód milczał i zdawało się, że świat nigdy się nie dowie o złożonej tam hekatombie. A nagle dzisiaj wszyscy zaczynają o tym mówić, bo śmierć nowych ofiar wydała owoc, zaświadczyła o prawdzie. Nie wolno nam wątpić w sens cierpienia, ofiary. Pani Aniu, tyle razy radosna i roześmiana, która uczyłaś bez słów; swoją postawą, że trzeba być wiernym. Dziękuję ci za to - takimi słowami żegnał Annę Borowską i jej wnuka Bartosza, kapelan gorzowskiej rodziny Katyńskiej, ks. Witold Andrzejewski.
Żegnały ich również tłumy gorzowian, zarówno w katedrze, jak i na cmentarzu komunalnym przy ul. Żwirowej, choć ceremonia zaczęła się przed południem i trwała przez kilka godzin. Najpierw w ciasno wypełnionej katedrze odprawiona została msza św. za dusze zmarłych, której przewodniczył ks. bp Stefan Regmunt. Mówił, że znał panią Annę, jako otwartego, uczynnego, życzliwego człowieka. Jako osobę zaangażowaną w przechowywanie pamięci o ofiarach mordu katyńskiego, ale też żarliwie wierzącą, organizująca pielgrzymki i należącą do wspólnot modlitewnych. Biskup podkreślał, że w dniach wielkiego bólu i cierpienia, na które nikt nie był przygotowany, coś w sercach Polaków się obudziło, a takie poruszone serca będą pomagały nam myśleć o dobru wspólnym.
Pożegnanie dwojga gorzowian, zorganizowane przez wojewodę lubuskiego, odbywało się według ceremoniału państwowego, z wszelkimi honorami. W mszy żałobnej w gorzowskiej katedrze wzięły udział setki mieszkańców miasta, służby mundurowe, parlamentarzyści, władze miasta i województwa, poczty sztandarowe. Przez centrum miasta przejechała również na klaksonach kolumna kilkunastu ciężarówek firmy Tradis, w której pracował Bartosz Borowski. Po mszy św. obie trumny przewieziono w kondukcie przez miasto na cmentarz komunalny, gdzie kompania honorowa wojska oddała salwę. Anna Maria Borowska i Bartosz Borowski zostali przez marszałka Bronisława Komorowskiego pośmiertnie odznaczeni Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Odznaczenia dokonała minister pracy i polityki społecznej
Jolanta Fedak. - Rodzina Borowskich dotknięta jest tragedią katyńską w sposób podwójny. Raz 70 lat temu, kiedy zginał w Katyniu Franciszek Popławski, ojciec Anny, i po raz drugi tydzień temu, kiedy ofiarę życia złożyła ona sama i jej wnuk. Brak słów, by wypowiedzieć żal po tej tragedii, brak łez, aby wypłakać smutek. Ale pozostanie po nich pamięć, także ta ważna dola państwa i narodu, o tym, co się zdarzyło 70 lat temu, ale także o tym, jak wyglądało ich pracowite przyzwoite życie, pełne miłości, pracy, marzeń o przyszłości, życie tak okrutnie przerwane - mówiła minister Fedak na cmentarzu. O potrzebie pamięci ofiar Katynia sprzed 70 lat i tego sprzed tygodnia mówiła również wojewoda Helena Hatka. - Wielu mieszkańców województwa głęboko łączy się z tą tragedią, bowiem wielu z nas ma korzenie na Wschodzie, ma bliskich pochowanych w ziemi katyńskiej i na Sybirze. Tę katastrofę przeżywam tak, jakby Bóg upomniał się o naszych bohaterów z Katynia - mówiła wojewoda Hatka.