http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Justyna Kowalczyk do Piotra Nurowskiego: Przemycimy Pana do Soczi w naszych sercach!

d, PAP
2010-04-19, ostatnia aktualizacja 2010-04-19 20:14
Justyna Kowalczyk
Justyna Kowalczyk
Fot. Adam Golec / Agencja Gazeta

Wzruszający list Justyny Kowalczyk. Złota medalistka ostatnich igrzysk olimpijskich jest na Kamczatce. Do komputera z internetem miała 50 kilometrów. Pokonała tę odległość, żeby wysłać ostatni list do prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego Piotra Nurowskiego. Nurowski, jedna z 96 ofiar katastrofy pod Smoleńskiem został w poniedziałek pochowany na warszawskich Powązkach.

Piotr Nurowski (1945 - 2010) był działaczem sportowym. Ostatnio pełnił funkcję prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego. W latach 90. zaangażował się razem z Zygmuntem Solorzem w tworzenie telewizji Polsat
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Piotr Nurowski (1945 - 2010) był działaczem sportowym. Ostatnio pełnił funkcję...
List Justyny Kowalczyk odczytano w czasie pogrzebu:

"Drogi Panie Prezesie!

Ogrom tragedii, jaka się wydarzyła, jeszcze do mnie nie dotarł. Może dlatego, że jestem teraz bardzo daleko od kraju, od Pana. Może dlatego, że ciągle brzmi mi w uszach: "Justyna, to żaden problem. Damy radę". Zawsze dotrzymywał Pan słowa.

Dziękuję, dziękujemy! Dobrze mieć takiego Anioła Stróża.

Zresztą - dziękować można by bez końca!!! Za to, że widział Pan w nas, sportowcach przede wszystkim ludzi, a nie ... maszynki do zdobywania medali. Za to, że krzewił Pan w polskim sporcie ideę olimpijską i zasady uczciwej rywalizacji. Za to, że rozumiał Pan naszą sportową tułaczkę i jej trud. Wreszcie, że zawsze dbał Pan o nasz komfort i zdrowie.

Na początku naszej współpracy nie był Pan pewien czy moje zaangażowanie w sport to tylko dobrze odgrywana rola, czy też rzeczywiście wkładam w to tyle serca. Kiedy jednak zrozumiał Pan, że nartki to całe moje życie, zyskałam w Panu jednego z najwytrwalszych i najwierniejszych kibiców. Takiego, który dzwoni nie tylko po zwycięstwie, ale przede wszystkim w momentach niewesołych.

Przeżywał Pan ze mną porażkę na mistrzostwach świata w Sapporo, świętował w Libercu, pomógł dotrwać do złotego końca w Vancouver. Tyle jedynych w swoich rodzaju wspomnień... Nie o wszystkich chcę pisać - tegoroczne igrzyska czy Gala Olimpijska to myśli jeszcze zbyt świeże, aby nimi się dzielić. Za te niezwykłe chwile też szczerze dziękuję.

Proszę jednak nie myśleć, że nie widziałam Pana wad. Zwłaszcza jedna rzucała się w oczy: chciał Pan nas - sportowców - we wszystkim wyręczać. Pomagał nam aż za bardzo. Nie nauczył samodzielności. Bo cóż my teraz poczniemy? Nie jesteśmy na to przygotowani!

Mówią, że nie ma ludzi niezastąpionych. Pewnie to banalne, ale dla mnie takim właśnie Pan pozostanie! Wielki Ojciec Polskiej Rodziny Olimpijskiej! Wielki Człowiek! A przede wszystkim - Wielki Kibic i Przyjaciel - wszystkich polskich sportowców!

Spotkamy się w Soczi, Panie Prezesie! Nie otrzyma Pan akredytacji, to prawda, ale... przemycimy Pana w naszych sercach. Ja i inni polscy olimpijczycy. Już moja w tym głowa. I proszę pamiętać o tej obietnicy. Zrobię wszystko, by jej dotrzymać.

Z wyrazami szacunku i wielkimi podziękowaniami,

Justyna"

  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    197 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':