http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wyjątkowy urząd, wyjątkowa śmierć. Stąd Wawel

prof. Andrzej Nowak, historyk, Uniwersytet Jagielloński
2010-04-15, ostatnia aktualizacja 2010-04-15 03:03

Marszałek Piłsudski nie miałby chyba, mimo swego niezmiernie rozbudowanego ego, nic przeciwko sąsiedztwu z tym Prezydentem, z tak właśnie zmarłym Prezydentem

ZOBACZ TAKŻE
"Gazeta Wyborcza" jest głosem ważnym dla wielu z tych, którzy nie akceptują decyzji metropolity krakowskiego w sprawie pochówku Lecha i Marii Kaczyńskich na Wawelu. Dlatego pozwalam sobie prosić o rozważenie kilku argumentów w tej sprawie.

Rozumiem wątpliwości. Sam byłem zdania, że naturalnym miejscem pochówku będzie katedra św. Jana w Warszawie. Lech Kaczyński inaugurował w niej tak uroczyście swoją prezydenturę. Pochowani są w niej prezydenci II RP, którą tragicznie Zmarły tak cenił. Wreszcie - był szczególnie związany z Warszawą. Jednak kiedy doszła do mnie wiadomość o decyzji kardynała Dziwisza, że Prezydent spocznie w krypcie u boku Marszałka Piłsudskiego, pomyślałem, że są bardzo poważne racje, które tę decyzję wspierają.

Pierwsze argumenty wskazał precyzyjnie prezydent Krakowa prof. Jacek Majchrowski: zginęła Głowa Państwa, uosabiająca "Majestat Rzeczypospolitej"; prezydent Kaczyński zginął na służbie. Połączenie wyjątkowego urzędu z wyjątkową śmiercią. Profesor Majchrowski nie był sympatykiem prezydenta Kaczyńskiego, jak wiadomo. Rozumie jednak historię Polski i racje tej wspólnoty politycznej, którą tworzymy.

Pozwolę sobie rozszerzyć argumenty profesora Majchrowskiego: Lech Kaczyński był wybrany na prezydenta, czyli konstytucyjnego reprezentanta Rzeczypospolitej, w wyborach powszechnych (oprócz niego mieliśmy dwóch jeszcze tak wybranych prezydentów: Lecha Wałęsę i Aleksandra Kwaśniewskiego; Wojciech Jaruzelski został wybrany wyłącznie przez posłów Zgromadzenia Narodowego). To już mniejszy argument - ale na Lecha Kaczyńskiego głosowało blisko 9 milionów obywateli. I nie został odwołany ich decyzją - nie stracił zatem mandatu, jaki daje demokratyczny wybór w wyborach powszechnych. Odwołała go tragiczna śmierć w czasie pełnienia obowiązków służbowych - obowiązków Głowy Państwa. Śmierć w tak niesamowicie symbolicznych okolicznościach, że trudno ich nie uwzględnić przy decyzji o również nacechowanym symboliką miejscu pochówku.

Ponieważ jestem historykiem, który zajmuje się postacią Józefa Piłsudskiego, pozwolę sobie dodać tę uwagę, że - jak sądzę - Marszałek Piłsudski nie miałby chyba, mimo swego niezmiernie rozbudowanego ego, nic przeciwko sąsiedztwu z tym Prezydentem, z tak właśnie zmarłym Prezydentem. Nie było na pewno w ostatnich 20 latach Polski niepodległej polityka, który tak bardzo utożsamiałby swoją wizję wielkości Rzeczypospolitej z wizją Piłsudskiego, jak właśnie Lech Kaczyński. Łączyła ich bardzo wyraźna niechęć do narodowo-demokratycznej wizji Romana Dmowskiego; łączyła ich postawa nieschylania (w stosunkach zewnętrznych) głowy przed nikim; łączyła ich wreszcie konsekwentna postawa antyimperialna - poczucie pewnej misji w przeciwstawianiu się uznanemu niebezpieczeństwu rosyjskiego (w sensie geopolityki, nie stosunku do samego narodu) imperializmu.

Słowo o zasługach. Wiem, są nieporównywalne. Nawet jeśli ktoś nie chce dostrzec - wbrew faktom - wielkich zasług Lecha Kaczyńskiego w budowaniu wolności i niepodległości Polski, powinien może się zastanowić nad pewnymi, widocznymi już, skutkami Jego śmierci. Ta śmierć dopiero utorowała drogę do pełnej prawdy o zbrodni katyńskiej w Rosji. Przy całym uznaniu dla wysiłku podjętego w tym zakresie przez "Gazetę Wyborczą", przez premierów Władimira Putina i Donalda Tuska, jak również dla filmu Andrzeja Wajdy - to jednak dopiero ta śmierć pod Smoleńskiem, 10 kwietnia 2010 roku, blokuje - chyba raz na zawsze - możliwość powrotu do kłamstwa katyńskiego. Więcej - ta śmierć, taka śmierć, śmierć w takim miejscu i okolicznościach - stwarza wyjątkową, można powiedzieć: właśnie historyczną, szansę przezwyciężenia rosyjsko-polskiego symbolicznego konfliktu.

Nie byłoby tego wylewu serdecznych, szczerych myśli i uczuć milionów zwyczajnych Rosjan wobec Polski, gdyby nie ta tragedia. Co z tym dalej będzie - to już zależy od nas i od Rosjan (a przede wszystkim od rosyjskich polityków), ale szansa przełomu powstała teraz, 10 kwietnia, nie 7.

Po drugie - skala reakcji przywódców i mediów całego świata (tym razem to nie polski zaściankowy kompleks) na tę tragedię jest wyjątkowa i - znów - stwarza szansę lepszego zrozumienia polskiej wspólnoty politycznej w świecie. Stwarza szansę symbolicznego (przepraszam za powtarzanie tego słowa, ale trudno go uniknąć) umocnienia pozycji tej wspólnoty w świecie. Pozycją realną musimy się zajmować dalej, ale strona symboliczna ma w dzisiejszych czasach dominacji PR także wielkie znaczenie, nie można jej lekceważyć.

To, że mają na ten pogrzeb wawelski przyjechać prezydenci Rosji, Stanów Zjednoczonych, Francji, Niemiec (i tylu innych ważnych dla nas krajów), nie ma precedensu w naszej historii - a może być też okazją do zaprezentowania Polski w świecie. Taką szansą był wcześniej Październik 1978 i Czerwiec 1979, Sierpień 1980, Czerwiec 1989, w jakimś stopniu także Kwiecień 2005.

Okrzyki "na Powązki" nie brzmią dobrze w Krakowie. Gdyby wołali tak warszawiacy - rozumiałbym ich lepiej - domagaliby się "swojego" Prezydenta. Okrzyki w Krakowie brzmią podobnie do tych, które widziałem w filmie "Śmierć Prezydenta". Przez te okrzyki kilkuset osób zgromadzonych przed kurią przebijają, jak w 1922 roku przez manifestacje przeciwników prezydenta Narutowicza, złe emocje. Mam wrażenie, że zupełnie inne emocje skupiają się w tych setkach tysięcy osób, które towarzyszą trumnom z ciałami Prezydenta i Jego małżonki w ostatnich dniach w Warszawie.

To nie była jedna śmierć - zginęło 96 osób. Wspaniała reprezentacja Polski. Wszyscy godni są najwyższego szacunku. Głowa Państwa jest jedna - i oddając jej specjalny hołd - możemy uczcić ich wszystkich. W krypcie pod wieżą Srebrnych Dzwonów powinna się oczywiście znaleźć tablica upamiętniająca wszystkie ofiary. Ten pochówek, mam nadzieję, nie tylko powinien, ale wciąż jeszcze może nas połączyć.

  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    35 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':