Po katastrofie rządowego samolotu rozmawiałem z moim pięcioletnim synem Brunonem. Chłopiec nie potrafił zrozumieć, dlaczego telewizor ma czarno-biały obraz i niemal na wszystkich kanałach pokazywane są wciąż szczątki samolotu. Nie rozumiał, kto to prezydent kraju, kim jest pierwsza dama - na nic były porównania z królem i królową. W końcu sięgnąłem po fotografię, która stoi na komodzie. Bruno ma na niej trzy i pół roku, idzie trzymany za rękę przez Janusza Zakrzeńskiego ubranego w mundur marszałka Piłsudskiego. - Ten pan też tam zginął w wypadku - powiedziałem. Dopiero wtedy syn zrozumiał.
Wtedy sam zacząłem wspominać okoliczności, w których powstało zdjęcie. Było to pod koniec listopada 2008 roku. Janusz Zakrzeński został zaproszony na uroczystości 90-lecia częstochowskiej Wojskowej Komendy Uzupełnień - jednej z najstarszych w kraju. Przywołanie postaci Józefa Piłsudskiego nie było przypadkowe, bo w końcu to nasza komenda werbowała żołnierzy na wojnę 1920 roku. Aktor w roli Piłsudskiego był niezastąpiony, odkąd zagrał go po raz pierwszy w filmie "Polonia Restituta'' w 1980 roku. Imponował nie tylko fizycznym podobieństwem, ale też sposobem zachowania, głosem, gestem... Z roli nie wychodził nawet w sytuacjach prozaicznych. Pamiętam moją z nim rozmowę podczas przemarszu uczestników uroczystości naszymi Alejami:
- Panie Marszałku, czy zaszczyci mnie Pan, biorąc za rękę mojego syna? - poprosiłem.
- A jak ma na imię? - zapytał Józef Piłsudski.
- Szymon. Nie, przepraszam - Bruno. Proszę wybaczyć, mam tylu synów...
- Rozumiem. Pochwalam - powiedział krótko, po wojskowemu Marszałek.
Przypominam sobie jeszcze, jak mały Bruno najpierw stanowczo odmawiał złapania za rękę Janusza Zakrzeńskiego, a później chętnie pokazywał swoje zdjęcie z "żołnierzem".
Janusz Zakrzeński był autorem książki o Piłsudskim pt. "Moje spotkania z Marszałkiem". Silnie związał się z organizacjami Sybiraków i Piłsudczyków. Podczas rozmaitych uroczystości, na które zapraszano go często, przywoływał rozmaite wypowiedzi marszałka.
- Wiem, że Marszałek Piłsudski był tu w 1921 roku. Ponieważ mam wąsy, przyjechałem - opowiadał w listopadzie 2008 roku na Jasnej Górze. Mówił też o uroczystościach wileńskich w 1927 roku: - Lał wtedy ulewny deszcz, po prostu strugi wody leciały z nieba. Chciano całą uroczystość przenieść do katedry wileńskiej. Piłsudski się sprzeciwił. Powiedział, że nie, i stał pod Ostrą Bramą. Jeden z młodych księży rozpostarł nad nim parasol, a Marszałek się odwraca i powiada: "Schowaj ksiądz ten parasol. Kiedy koronują Królową Polski, można stać na deszczu. Jestem u Matki Boskiej na ordynansach". I ja też zawsze to będę powtarzał, i wszystkim Państwu też polecam: abyśmy byli zawsze u Matki Boskiej na ordynansach.
Jego anegdota okazała się wówczas bardzo na czasie, bo przed południem 29 listopada lało w Częstochowie jak z cebra.
Zdjęcie Janusza Zakrzeńskiego z moim synem nabrało jeszcze jednego szczególnego wymiaru. Dopiero teraz zauważyłem, że obaj urodzili się 8 marca.
Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa