http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Coraz bliżej prawdy

Wojciech Czuchnowski
2010-06-01, ostatnia aktualizacja 2010-06-01 17:34

Ujawnienie stenogramu rozmów z ostatnich 38 minut tragicznego lotu prezydenckiego Tupolewa pozwala w dużym stopniu określić, co było przyczyna katastrofy do której doszło 10 kwietnia na lotnisku pod Smoleńskiem.

Wojciech Czuchnowski
fot.
Wojciech Czuchnowski
Wniosek najważniejszy: piloci niemal do końca nie wiedzieli, że zeszli znacznie poniżej bezpiecznej wysokości. O tym, że są kilka metrów od podłoża zorientowali się dopiero po uderzeniu skrzydła w drzewo.

Dlaczego? Czy piloci zaufali odczytom sygnalizatora radiowego, podczas gdy drugi sygnalizator - baryczny - wcześniej ostrzegał o zbliżaniu się do ziemi i dawał komendę do wznoszenia? Zaczęli zbyt późno - potężny Tupolew nie miał wystarczającej mocy na błyskawiczny manewr. A może nieszczęśliwym trafem podchodzili do lądowania nad głębokim jarem przed lotniskiem, co zmyliło przyrządy pokładowe podające wysokość w stosunku do dna wąwozu?

Zapewne zadziałały obydwa te czynniki.

Co jeszcze wiadomo? Wieża lotniska Siewierny mówi, że "warunków do lądowania nie ma". Kiedy jednak załoga decyduje się lądować, kontroler w rozmowie z kapitanem Tupolewa upewnia się, czy piloci kiedyś już lądowali w takich warunkach i uruchamia reflektory naprowadzające na pas.

Koledzy z Jaka 40, który wylądował tam godzinę wcześniej ostrzegają przez radio, że warunki się pogarszają. Nie odradzają jednak próby podejścia do lądowania.

Wreszcie jest sprawa zewnętrznych ingerencji w decyzje załogi. O godz. 10.26 do kabiny wchodzi Mariusz Kazana, szef protokołu dyplomatycznego MSZ. "Panie dyrektorze, wyszła mgła, w tych warunkach, które są obecnie nie damy rady usiąść"- mówi kapitan Arkadiusz Protasiuk. Kazana orientuje się gdzie położone są lotniska zapasowe. Potem wychodzi.

Wraca po 4 minutach i wypowiada zdanie: "Nie ma jeszcze decyzji prezydenta co dalej robić".

Dalsze jego słowa są niezrozumiałe.

O to zdanie i o wizytę w kokpicie dyrektora Kazany wybuchnie zapewne spór.

Czy oznacza to, że ostateczną decyzję podejmował prezydent a nie pilot? Czy była to forma nacisku? A może prezydent miał po prostu zdecydować, na które z zapasowych lotnisk lecieć?

Lektura stenogramu jest przejmująca. Żartobliwe rozmowy pilotów z pierwszej części, potem ustalanie, czy warunki na Siewiernym pozwalają lądować, komendy określające kolejne procedury, w które wdzierają się przenikliwe ostrzeżenia systemu TAWS.... Od momentu uderzenia w drzewo do końca zapisu dźwiękowego mija 3,5 sekundy. Wypełniają je rozpaczliwe przekleństwa i dźwięki ostrzegawcze.

Tak wyglądają nagrania z większości tego rodzaju katastrof. Większość nigdy nie ujrzała światła dziennego, bo są zbyt straszne i zbyt bolesne dla rodzin tych, którzy zginęli.

Ale w tym wypadku zapis trzeba było ujawnić - zginął prezydent i kilkudziesięciu ważnych polityków wszystkich ugrupowań. Publikacja stenogramu nie wyjaśnia wszystkiego, ale jest milowym krokiem w dochodzeniu do prawdy o jednym z najbardziej dramatycznych wydarzeń naszej współczesnej historii.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 66 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    141 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':