Wniosek najważniejszy: piloci niemal do końca nie wiedzieli, że zeszli znacznie poniżej bezpiecznej wysokości. O tym, że są kilka metrów od podłoża zorientowali się dopiero po uderzeniu skrzydła w drzewo.
Dlaczego? Czy piloci zaufali odczytom sygnalizatora radiowego, podczas gdy drugi sygnalizator - baryczny - wcześniej ostrzegał o zbliżaniu się do ziemi i dawał komendę do wznoszenia? Zaczęli zbyt późno - potężny Tupolew nie miał wystarczającej mocy na błyskawiczny manewr. A może nieszczęśliwym trafem podchodzili do lądowania nad głębokim jarem przed lotniskiem, co zmyliło przyrządy pokładowe podające wysokość w stosunku do dna wąwozu?
Zapewne zadziałały obydwa te czynniki.
Co jeszcze wiadomo? Wieża lotniska Siewierny mówi, że "warunków do lądowania nie ma". Kiedy jednak załoga decyduje się lądować, kontroler w rozmowie z kapitanem Tupolewa upewnia się, czy piloci kiedyś już lądowali w takich warunkach i uruchamia reflektory naprowadzające na pas.
Koledzy z Jaka 40, który wylądował tam godzinę wcześniej ostrzegają przez radio, że warunki się pogarszają. Nie odradzają jednak próby podejścia do lądowania.
Wreszcie jest sprawa zewnętrznych ingerencji w decyzje załogi. O godz. 10.26 do kabiny wchodzi Mariusz Kazana, szef protokołu dyplomatycznego
MSZ. "Panie dyrektorze, wyszła mgła, w tych warunkach, które są obecnie nie damy rady usiąść"- mówi kapitan Arkadiusz Protasiuk. Kazana orientuje się gdzie położone są lotniska zapasowe. Potem wychodzi.
Wraca po 4 minutach i wypowiada zdanie: "Nie ma jeszcze decyzji prezydenta co dalej robić".
Dalsze jego słowa są niezrozumiałe.
O to zdanie i o wizytę w kokpicie dyrektora Kazany wybuchnie zapewne spór.
Czy oznacza to, że ostateczną decyzję podejmował prezydent a nie pilot? Czy była to forma nacisku? A może prezydent miał po prostu zdecydować, na które z zapasowych lotnisk lecieć?
Lektura stenogramu jest przejmująca. Żartobliwe rozmowy pilotów z pierwszej części, potem ustalanie, czy warunki na Siewiernym pozwalają lądować, komendy określające kolejne procedury, w które wdzierają się przenikliwe ostrzeżenia systemu TAWS.... Od momentu uderzenia w drzewo do końca zapisu dźwiękowego mija 3,5 sekundy. Wypełniają je rozpaczliwe przekleństwa i dźwięki ostrzegawcze.
Tak wyglądają nagrania z większości tego rodzaju katastrof. Większość nigdy nie ujrzała światła dziennego, bo są zbyt straszne i zbyt bolesne dla rodzin tych, którzy zginęli.
Ale w tym wypadku zapis trzeba było ujawnić - zginął prezydent i kilkudziesięciu ważnych polityków wszystkich ugrupowań. Publikacja stenogramu nie wyjaśnia wszystkiego, ale jest milowym krokiem w dochodzeniu do prawdy o jednym z najbardziej dramatycznych wydarzeń naszej współczesnej historii.