Jeśli Moskwa uzna choć w części swą winę, w Polsce część polityków i mediów będzie mówiła o jej całkowitej odpowiedzialności. Część rodzin ofiar katastrofy zażąda odszkodowania. Posypią się procesy.
Rosjanie zapewne sądzą, że cokolwiek by powiedzieli, Polacy i tak nie będą zadowoleni, więc lepiej nie mówić nic. Lepiej zamieść sprawę pod dywan. Myślenie niepozbawione podstaw, zważywszy na słowa Macierewicza o "polskich pilotach zwabionych w rosyjską pułapkę".
Drugi powód: Rosja wstydzi się stanu swej infrastruktury, bałaganu, bezwładu decyzyjnego na każdym kroku. Tonące statki pasażerskie, spadające samoloty, awarie i zamachy, którym wszechmocne rosyjskie służby specjalne nie są w stanie zapobiec, to nie jest dobry obraz państwa. Lepiej więc nie dostarczać materiałów, by go potwierdzać, zwłaszcza za granicą.
Trzeci motyw to krycie wojskowych zabezpieczających lądowania w Smoleńsku 7 i 10 kwietnia. Lotnisko w Smoleńsku zostało otwarte na te uroczystości - na nalegania strony polskiej. Kontrolerzy dostali rozkaz przyjęcia polskich samolotów. Specjalnie przerzucono ich do Smoleńska z bazy lotniczej w Twerze. Po co więc karać tych, którzy żyją, łamać im kariery i życie, skoro nie cofnie to czasu, nie przywróci życia ofiarom katastrofy. To bardzo rosyjskie myślenie, humanizm a la russe.
Żadne państwo o ambicjach imperialnych, autorytarne, nie lubi odsłaniać tajemnic, pokazywać słabych punktów. Rosja jest tu szczególnie wrażliwa.
Czy powinniśmy się tym przejmować w Polsce? Rosja jest taka, jaka jest. To jej problem, że jej instytucjom brak odwagi, by o wstydliwych sprawach mówić wprost. Polacy nie zmienią Rosji. Mogą to zrobić tylko sami Rosjanie.
Musimy zadbać o wyjaśnienie wszystkich aspektów katastrofy, łącznie z uchybieniami po stronie Rosji, mimo że dla środowisk hołdujących "religii smoleńskiej" będzie to kolejna okazja, by uciekać od naszej odpowiedzialności i grać na antyrosyjskiej histerii. Polska rusofobia nie jest, niestety, urojona. Wystarczy przeczytać "Nasz Dziennik", "Gazetę Polską", posłuchać niektórych polityków, zwłaszcza z
PiS. Szkoda, że czasem w tę retorykę wpisują się nawet poważne media i politycy.
Raport komisji Millera jest bolesny i w dużej części zbieżny z wywodami MAK. Mówi się w nim o rosyjskich uchybieniach, ale nie ma prostego związku między nimi a katastrofą. O tym mówi tylko PiS, ale nie przedstawiając dowodów, lecz wojownicze okrzyki, np. "Piloci Tu-154M zostali wprowadzeni w sytuację bez wyjścia".
Zajmijmy się błędami po naszej stronie zamiast kłótniami z Rosją. Od tych kłótni w naszym państwie na pewno nic się nie poprawi.