http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Plamy na 36. Pułku

Agnieszka Kublik, Wojciech Czuchnowski
2010-11-06, ostatnia aktualizacja 2010-11-06 13:48

Rządowy tupolew na lotnisku w Gdańsku Rębiechowie.Przed katastrofą smoleńską Polska dysponowała dwiema tego typu maszynami
Rządowy tupolew na lotnisku w Gdańsku Rębiechowie.Przed katastrofą smoleńską Polska dysponowała dwiema tego typu maszynami
Fot.Damian Kramski / AG

80 osób z zarzutami, 33 po prawomocnych wyrokach za drobne przestępstwa. Tak wyglądał 36. Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego w dniach poprzedzających katastrofę pod Smoleńskiem

- Gdyby poinformowano nas o tych wyrokach, musielibyśmy odebrać skazanym i oskarżonym żołnierzom, w tym pilotom, certyfikaty dostępu do informacji niejawnych. I tym samym uziemić cały pułk - mówi "Gazecie" oficer Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

Kpt. Pietrzak: Wszędzie tak robią

O kłopotach z prawem żołnierzy 36. Pułku mówi się niewiele i z zażenowaniem. - Ta sprawa ciągnęła się przez wiele lat, a dotyczyła drobnych przestępstw, m.in. wyłudzania diet, sięgających jeszcze 1997 r. Wielu myślało, że wszystko rozeszło się po kościach, a tu nagle od 2008 r. zaczęły zapadać wyroki. Ostatnie orzekano tuż przed katastrofą. Po 10 kwietnia uważano, że nie wypada o tym mówić. Wielu uważa tak do dzisiaj - opowiada urzędnik MON.

Były dowódca pułku kpt. Tomasz Pietrzak: - Nie widzę celu, by o tym pisać. To są już pozamykane sprawy.

Pytany, dlaczego oficerowie elitarnego pułku oszukiwali na dietach, mówi: - Wszędzie się dzieją takie rzeczy, w innych pułkach, w MON... A co z dietami europosłów? O tym piszcie.

80 ludzi z zarzutami

Po tragedii w Smoleńsku, gdy rozbił się latający w barwach pułku prezydencki Tu-154 z prezydentem Lechem Kaczyńskim i 95 innymi osobami na pokładzie, resort obrony poprosił prokuraturę wojskową o informacje na temat śledztw w sprawie przestępstw popełnionych w trakcie służby przez żołnierzy 36. Pułku.

Odpowiedź, którą 15 czerwca przesłał na ręce szefa MON Bogdana Klicha naczelny prokurator wojskowy płk [dziś już generał] Krzysztof Parulski, była bulwersująca.

Czytamy w niej, że w śledztwie prowadzonym od 18 czerwca 2003 r. - siedem lat! - zarzuty postawiono aż "80 żołnierzom pełniącym zawodową służbę wojskową w XXXVI Pułku Lotnictwa Specjalnego". Chodzi o "doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem" i fałszowanie w związku z tym dokumentów.

Nieoficjalnie wiadomo, że chodziło o wyłudzanie diet na zagraniczne delegacje i zwrotu należności za fikcyjne noclegi w hotelach. Dieta zagraniczna to ok. 40 euro za dobę; zwrot za dobę w hotelu to 150 euro.

- Kwoty nadużyć nie były duże - od kilkuset do 2 tys. dol. Pokazywały raczej wstydliwą stronę życia elity naszych pilotów, niż dowodziły wielkich przestępstw. Ale skutki postępowania mogły zniszczyć im kariery - tłumaczy nasz rozmówca z MON.

Dlaczego w pułku wyłudzano diety? Mimo wysokich kwalifikacji zarobki pilotów tej jednostki nie są wysokie. Dostają 5 tys. zł na rękę plus dodatki. Dla porównania - w lotnictwie cywilnym tej klasy piloci zarabiają ok. 20 tys.

"Śmierć sprawcy"

W swoim piśmie prokurator Parulski wylicza, że skierowano akty oskarżenia wobec 37 żołnierzy pułku, a sądy wojskowe wydały 33 prawomocne wyroki - więzienia w zawieszeniu lub grzywien (nie podaje szczegółów). Co z pozostałymi? Wobec 26 postępowanie zostało umorzone, przede wszystkim ze względu na "znikomą szkodliwość czynu" (23 przypadki). W dwóch przypadkach nie stwierdzono przestępstwa.

Dramatycznie brzmi zdanie, że w jednym przypadku śledztwo zostało umorzone z powodu "śmierci sprawcy" (po 10 kwietnia). W chwili gdy Parulski informował min. Klicha o śledztwach i wyrokach, prokuratura przygotowywała umorzenia postępowań wobec 15 osób. W piśmie Parulskiego jest informacja, że "w każdym z przypadków sprawcy poprzez zwrot nienależnie pobranych pieniędzy naprawili wyrządzoną szkodę".

Bez certyfikatu

W 36. Pułku 92 osoby to personel latający, w tym 58 pilotów. Ilu z nich znalazło się w grupie skazanych? Niektóre źródła mówią, że aż 18. Czyli ponad jedna czwarta stanu.

Piloci wojskowi, tak jak wszyscy żołnierze zawodowi, muszą mieć wydawany przez Służbę Kontrwywiadu Wojskowego certyfikat dostępu do tajnych informacji. W przypadku pilotów latających z prezydentem i najważniejszymi osobami w państwie chodzi o najwyższe stopnie certyfikatów. - Już w momencie postawienia zarzutów i sformułowania aktów oskarżenia dowódca jednostki powinien przekazać nam o tym informację - mówi cytowany już oficer SKW.

A dokładnie - wyjaśnia nam oficer ze Sztabu Generalnego - miał obowiązek poinformować o tym pełnomocnika ds. ochrony informacji niejawnych. A ten natychmiast powinien przekazać tę informację SKW.

Zgodnie z ustawą w takiej sytuacji kontrwywiad wszczyna "postępowanie kontrolne" i sprawdza, czy dana osoba dalej może mieć dostęp do tajemnic.

Nie wiadomo, jak takie postępowania skończyłyby się w przypadku 36. Pułku. Na pewno pilot bez certyfikatu nie mógłby latać z VIP-ami.

Fakt niepoinformowania SKW o wyrokach i zarzutach skończył się źle dla dowódcy 36. Pułku ppłk. Ryszarda Raczyńskiego. W sierpniu br. kontrwywiad cofnął mu za to certyfikat. Raczyński podał się do dymisji. Nieoficjalnie wiadomo, że bronił się, tłumacząc, iż sądził, że wyroki w zawieszeniu nie muszą być zgłaszane.

Wcześniej podjął też decyzję, że mimo wyroków nie będzie wobec skazanych żołnierzy i oficerów wyciągał surowych konsekwencji, takich jak wydalenie ze służby.

Czytaj o "Wysypie śledztw po Smoleńsku"

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 38 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    48 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':