Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Udział w zwołanej na wczorajszy wieczór przez Tarasa "Akcji krzyż" zapowiedziały na facebooku tysiące ludzi. Przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie mieli pojawić się o 23. - Ulegając obrońcom krzyża, państwo dało przyzwolenie na to, co tam się dzieje. Też chcemy się trochę pośmiać z tej sytuacji - mówił "Gazecie" Taras.
To, co w zamierzeniu pomysłodawcy miało być prześmiewczym happeningiem, zamieniło się w przygotowania do prawie wojny. Wniosek do ratusza o rejestrację "akcji pokojowej" wywołał alert służb, urzędników i prawicowych polityków. Zmroziła ich zapowiedź próby wyniesienia krzyża.
- Jesteśmy przygotowani na wszystkie scenariusze - mówili nam przed południem
policyjni dowódcy, co oznaczało, że przygotowują się na regularne zamieszki.
Narada goniła naradę. Urzędnicy ratusza spotykali się z policją i Biurem Ochrony Rządu oraz z samym organizatorem. Ostatecznie po godz. 17 organizator zobowiązał się, że nie będzie próby wyniesienia krzyża.
Krakowskie Przedmieście, krótko przed godz. 22. Choć do rozpoczęcia happeningu jeszcze godzina, już gromadzą się tłumy. Niedługo będą tu tysiące osób. Obrońców krzyża od zwolenników przeniesienia go do kościoła św. Anny oddzielają metalowe barierki, policjanci i jezdnia Krakowskiego Przedmieścia.
Uczestnicy akcji "Krzyż" śpiewają piosenki, krzyczą "Do kościoła, do kościoła!". Zdezorientowani turyści próbują się dowiedzieć, co się dzieje. W tłumie coraz więcej transparentów. A na nich hasła: "Zburzyć pałac, bo zasłania krzyż", "Boli mnie w krzyżu".
Godz. 22.50. Przez tłum przechodzi meksykańska fala. Niedługo ma się oficjalnie rozpocząć akcja "Krzyż". Obrońcy krzyża - w odpowiedzi na demonstrację -zaczynają się modlić.
Godz. 23.30. W tłumie z kamerą Jan Pospieszalski (autor programu "Warto rozmawiać" w TVP).
Poseł PiS obawia się krwawej jatki Wcześniej poseł Antoni Macierewicz (PiS) zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez Dominika Tarasa. Ostrze krytyki zwrócił także przeciw prezydent Hannie Gronkiewicz-Waltz. Organizator mógł dopuścić się przestępstwa sprowadzenia zagrożenia dla życia lub zdrowia wielu osób. Prezydent Warszawy zaś miała nie dopełnić ciążących na niej obowiązków, bo nie zakazała manifestacji, która "sprowadza powszechne zagrożenie bezpieczeństwa publicznego" - zawiadamiał prokuraturę Macierewicz.
Poseł PiS Marek Suski napisał do stołecznego ratusza: „Zachodzi obawa, że podczas zgromadzenia, które ma mieć charakter pokojowy, może dojść do próby przeniesienia krzyża przez bliżej nieokreślone » osoby trzecie «przy użyciu siły”.
- Zwróciłem się do pani prezydent, bo obawiam się krwawej jatki, by nikt z władz potem nie mógł powiedzieć: "Nie byłem ostrzegany" - tłumaczył nam.
Do tak niepokojących wniosków Suskiego doprowadziła lektura internetowych wpisów, których autorami - jak twierdzi - są osoby wybierające się manifestować pod krzyż.
Odpowiedź ratusza była niezmienna: jeśli wniosek spełnia formalne wymogi, nie mamy wyjścia i musimy go zarejestrować.
Mężczyźni pod krzyż! Skrzyknęli się także obrońcy krzyża. W poniedziałek przed południem z Radia Maryja popłynęły komunikaty o lewicowych bojówkach, które szykują się do usunięcia symbolu tragedii smoleńskiej. Radio mobilizowało swoich słuchaczy - "szczególnie mężczyzn" na godz. 20, czyli trzy godziny przed manifestacją Tarasa. Tak, by byli gotowi stanąć twarzą w twarz z nadciągającymi "przeciwnikami krzyża".
- Drodzy rodacy, drodzy warszawiacy. Brońcie krzyża od Giewontu do Bałtyku - powiedział
Jan Paweł II - mówił w
radiu mężczyzna przedstawiony przez prowadzącego audycję jako "pan Robert". - W sposób godny i pokojowy, trwając na modlitwie, będziemy bronić krzyża, a także pamięci tych, którzy zginęli 10 kwietnia. Nie bądźmy obojętni! Nie dajmy się sprowokować ani zastraszyć. Poinformujmy i zaprośmy rodzinę, znajomych i przyjaciół. Tych, którzy nie mogą być fizycznie, gorąco prosimy o nieustanne wsparcie modlitewne.
Temat krzyża był obecny też w innych katolickich i narodowych mediach, zarówno w sieci, jak i na papierze. Redakcja "Frondy" zwróciła się do Gronkiewicz-Waltz o cofnięcie zgody na protest. "Wokół krzyża gromadzą się nie tylko ludzie, którzy chcą go bronić, ale również ich przeciwnicy" - pisze redakcja i dodaje: "To oni, a nie modlący się wokół krzyża, stanowią w tej chwili główne zagrożenie dla bezpieczeństwa i spokoju społecznego".
"Nasz Dziennik" postawił tezę, że wszystko odbywa się "na czyjeś polecenie". Za "prowokacjami pod krzyżem" mają stać młodzieżówki PO i
SLD.
Na stronach prawicowych publicystów Salonu24 tytuły: „Spiżowy bałwan, czyli na czyjej smyczy chodzi Dominik Taras”. Oczywiście chodzi na smyczy » Gazety Wyborczej «”, która jak napisał jeden z forumowiczów, go lansuje.
Metalowe płoty zostają Poniedziałkowa "Akcja krzyż" tematu nie kończy. Jak dowiedzieliśmy się w stołecznym ratuszu, na wtorek 10 sierpnia, w rocznicę katastrofy pod Pałac zamierzają przyjść obrońcy krzyża. Manifestacja zarejestrowana jest od 20 do 22. Patronuje jej Klub Warszawski "Gazety Polskiej".
- To będzie spokojna, godna uroczystość złożenia kwiatów i upamiętnienia ofiar - wyjaśnia nam poseł Marek Suski.
Takiej pewności nie ma stołeczna policja. Dlatego ustawione przez policjantów barierki zostaną pod Pałacem co najmniej do wtorkowej nocy. - Nie wiem, kiedy znikną. Z tego, co słyszymy, na poniedziałku i wtorku raczej się nie skończy - dodaje nasz rozmówca z ratusza.
Na 10 sierpnia zaprasza też Radio Maryja. Poseł Antoni Macierewicz poinformował o dwóch mszach w intencji pary prezydenckiej i pozostałych ofiar katastrofy. Wieczorem "odbędzie się marsz pamięci do krzyża smoleńskiego, gdzie zostaną złożone kwiaty".