Generał mówił o upublicznionych wczoraj stenogramach zapisów czarnych skrzynek prezydenckiego tupolewa z 96 osobami na pokładzie, który rozbił się 10 kwietnia pod Smoleńskiem. - Końcówki nie rozumiem, szybko następują informacje o zmniejszeniu wysokości - mówił w Radio TOK FM. Podkreślił, że w stenogramie jest dużo braków - to jego zdaniem wynika z przyjętego przez komisję założenia, że publikuje się tylko rzeczy pewne.
- Brakuje kluczowego zapisu z rejestratora parametrów lotu. Były dwa rejestratory: katastroficzny - typowy w takim samolocie, badany przez stronę rosyjską, mamy jego precyzyjne dane - zapisy na nośnikach elektronicznych i nasz sporządzony w ITWL [Instytut Techniczny Wojsk Lotniczych]. Dopiero nałożenie rozmów na trajektorię lotu daje jakiś obraz, na razie jest za wcześnie - oceniał. Jego zdaniem "żaden fachowiec nie powinien się dziś wypowiadać" na temat zniżania się samolotu.
Czaban mówił też o obecności w kabinie pilotów dowódcy Sił Powietrznych gen. Andrzeja Błasika. W stenogramie cytowane są jego słowa o "mechanizacji skrzydła" - co może sugerować że czytał kartę podejścia.
- Absolutnie wykluczam czytanie karty podejścia przez kogokolwiek. Dalej nie mogę się pogodzić z myślą że gen. Błasik był w kabinie, bo przecież to był pierwszy człowiek, który uczył nas zasad bezpieczeństwa lotów. Podważam że czytał kartę. Nawet jeśli mógł być, to nigdy nie czyta nikt poza załogą, najczęściej nawigator.
Mówił też o decyzji załogi, która mimo złych warunków zdecydowała się lądować. - Pierwsza informacja o pogodzie przyszła o 8.14 naszego czasu z Mińska Białoruskiego, potem była kilkakrotnie powtórzona. Była informacja od załogi Jaka o widoczności 200 m, a więc jeszcze gorszej do lądowania. Przy tej widzialności każda załoga podejmuje decyzję o locie na lotnisko zapasowe albo o tym, że poczeka. Oni nawet się wypowiadali, że można poczekać pół godziny. Dlaczego jednak się zdecydowali? Nie wiem.
Czaban nie chciał odnosić się do słów szefa protokołu dyplomatycznego Mariusza Kazany "na razie nie ma decyzji prezydenta co dalej robić". Nie chciał też ani oceniać, czy po stronie rosyjskiej były jakieś błędy.
Źródło: Gazeta Wyborcza