http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czarna skrzynka przemówiła

Paweł Wroński
2010-06-02, ostatnia aktualizacja 2010-06-02 01:57

Czarne skrzynki z rozbitego Tu-154M prezentowane w MAK
Czarne skrzynki z rozbitego Tu-154M prezentowane w MAK
Fot. Alexander Zemlianichenko AP

- Nie wiadomo, czy wylądujemy - mówił na niespełna pół godziny przed katastrofą dowódca prezydenckiego Tu-154. Dlaczego mimo to lądował? Tego wciąż nie wiemy

Czarna skrzynka z rozbitego Tu-154
Fot. AP
Czarna skrzynka z rozbitego Tu-154
Zapis rozmów w kokpicie Tu-154M ukazuje makabryczne ostatnie chwile lotu prezydenckiej delegacji do Katynia. Przywiózł go w poniedziałek z Moskwy szef MSWiA Jerzy Miller.

Rząd ujawnił stenogram po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Niespodziewanie nie wziął w nim udziału lider PiS Jarosław Kaczyński. PiS wcześniej żądał jak najszybszego ujawnienia zapisu czarnej skrzynki, ale wczoraj Kaczyński powiedział, że decyzję tę powinna podjąć prokuratura, a pierwszeństwo w zapoznaniu się ze stenogramem powinny mieć rodziny ofiar. Do Belwederu wysłał swego pełnomocnika mec. Rafała Rogalskiego, którego jednak na obrady nie wpuszczono. Nie jest członkiem RBN.

Po posiedzeniu marszałek Bronisław Komorowski oświadczył, że wszyscy jej członkowie byli za ujawnieniem zapisu. Opowiedział się za tym także lider SLD Grzegorz Napieralski, ale potem opuścił obrady, argumentując, że RBN nie powinna mieć pierwszeństwa.

Rząd ujawnił pełny stenogram, tak jak zapowiadał premier Donald Tusk. Część rozmówców z kokpitu nie została zidentyfikowana, a niektóre wypowiedzi oznaczono jako "niezrozumiałe". Zczarnej skrzynki wyłania się obraz katastrofy, który potwierdza większość dotychczasowych nieoficjalnych informacji publikowanych m.in. przez "Gazetę".

W trakcie lądowania w kabinie pilotów był dowódca Sił Powietrznych gen. Andrzej Błasik. Jego rola jest niejasna. Do kabiny wchodził również pośredniczący między załogą a prezydentem dyrektor protokołu MSZ Mariusz Kazana. Załoga informowała go m.in.: "Nie damy rady usiąść... Możemy pół godziny powisieć i odlecieć na zapasowe [lotnisko]" - powiedział pilot Arkadiusz Protasiuk.

Pięć minut później, gdy samolot krążył nad lotniskiem, dyr. Kazana powiedział: "Na razie nie ma decyzji prezydenta, co dalej robić". Nie wiadomo, czy chodzi o decyzję o lądowaniu, czy może o odejściu na lotnisko zapasowe - Mińsk bądź Witebsk. Osiem minut później pada zdanie: "Wkurzy się, jeśli jeszcze ", ale nie wiadomo, kto to mówi ani kto miał się wkurzyć i na co.

Już pół godziny wcześniej załoga wiedziała, że pogoda nad Smoleńskiem jest zła. "Makabra, nic nie będzie widać - powiedział ktoś w kabinie. Piloci wiedzieli też zapewne o wąwozie przed lotniskiem; drugi powiedział: "Najgorsze tam jest, że jest dziura, tam są chmury i wyszła mgła" (8.30).

Wieża lotniska o 8.24 informowała: "Mgła, widzialność 400 m". Przy dopuszczalnej widoczności ok. 1000m.

Wydaje się, że kluczowe znaczenie dla podjęcia decyzji przez pilotów miała rozmowa z kolegami z samolotu Jak-40, którzy wcześniej tam wylądowali: "Ogólnie rzecz biorąc, to piz... tutaj jest. Widać jakieś 400 metrów około i na nasz gust podstawy [chmur] są poniżej 50 metrów". Piloci mówią dalej, że wylądowali w ostatniej chwili: "Powiem szczerze, że możecie spróbować [lądować] jak najbardziej".

O 8.32 pada komenda dowódcy: "Podchodzimy do lądowania. W przypadku nieudanego podejścia odchodzimy w automacie".

Wieża ustaliła wysokość decyzyjną na 100 m. Potem następuje sekwencja niezrozumiałych zdarzeń. Piloci słyszą sygnał "terrain ahead" ostrzegający przed zbliżającą się ziemią, ale go ignorują. Gdy wysokość spada do ok. 100 metrów, system alarmuje co chwila "pull up", nakazując wznieść maszynę.

Na 80 metrach drugi pilot woła: "Odchodzimy" - co jest równoznaczne z przerwaniem lądowania. Ale samolot nadal się zniża. 60... 50... 40... metrów - odlicza co ułamki sekund nawigator. Nie wiemy jednak, czy pilot próbuje nabrać wysokości, ale to mu się nie udaje, bo teren gwałtownie się podnosi (zbocze wąwozu).

Pięć sekund przed końcem wieża komendą "horyzont 101" nakazuje podniesienie samolotu. Jest za późno. O8.41 tupolew zahacza o drzewa, cztery sekundy później ginie 96 osób, w tym prezydent Polski._

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów

Sposób na to, żebyśmy chcieli pracować dłużej?

Każdy pracujący Szwed dostaje co roku ''pomarańczową kopertę''. Tak ma być też w Polsce

Polskie obozy koncentracyjne po drugiej wojnie światowej?

Czy można mówić o ''polskich obozach koncentracyjnych''? Gorący spór o to wywołuje film dokumentalny Pawła Siegera