http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zawinił człowiek, nie samolot. Raport w sprawie katastrofy w Smoleńsku

dejot, PAP
2010-05-19, ostatnia aktualizacja 2010-05-19 23:00

Śledczy na miejscu katastrofy prezydenckiego samolotu
Śledczy na miejscu katastrofy prezydenckiego samolotu
Fot. ASSOCIATED PRESS/Mikhail Metzel

Wykluczono zamach terrorystyczny, awarię techniczną, pożar czy wybuch na pokładzie - wynika z ustaleń komisji wyjaśniającej okoliczności katastrofy pod Smoleńskiem

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Szefowa Międzypaństwowego Komitetu Lotnictwa (MAK) Tatiana Anodina podkreśliła, że międzynarodowa komisja musi ustalić nie tylko techniczne, ale też systemowe przyczyny tej tragedii. - Zdajemy sobie sprawę z własnej odpowiedzialności, że powinniśmy obiektywnie ustalić wszystkie okoliczności. Chcemy, by na nas nie wywierano żadnych nacisków - ani politycznych, ani prasy. Naszym zadaniem jest ustalić prawdę - zaznaczyła. Dodała, że dla niej jest to także bardzo trudne, bo jej przodkowie pochodzą z Krakowa.

Konferencja MAK odbyła się w moskiewskiej siedzibie agencji Interfax. Przedstawiła ona wstępny raport, dotyczący katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem. Ze strony polskiej w konferencji uczestniczył szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Edmund Klich.

Zamach i awaria - wykluczone

Przewodnicząca komisji Tatiana Anodina oświadczyła, że wykluczono zamach terrorystyczny, awarię techniczną, pożar czy wybuch na pokładzie.

Z ustaleń członków komisji wynika też, że piloci mieli informację na temat sytuacji meteorologicznej na lotnisku w Smoleńsku. Ustalono m.in., że na 4 minuty przed katastrofą załoga samolotu JAK-40 poinformowała załogę samolotu prezydenckiego, że ocenia widoczność na lotnisku na 200 metrów.

Załoga Tu-154 otrzymywała także informacje o lotniskach zapasowych.

W kabinie były osoby spoza załogi

- Zakończyliśmy rozszyfrowywanie czarnych skrzynek i rozmów z wieżą kontroli lotów, oryginały znajdują się w MAK, zapięcztowane przez obie strony - polską i rosyjską - poinformowała Anodina. Komisja potwierdziła również, że drzwi do kabiny pilotów prezydenckiego samolotu były otwarte w trakcie podejścia do lądowania, a w kabinie były osoby spoza załogi. Ich głosy zostały zarejestrowane na 16-20 min przed katastrofą. Jeden z tych głosów został już zidentyfikowany.

Jak dowiedziała się PAP - ze źródła znającego kulisy badania okoliczności katastrofy - jedną z dwóch postronnych osób w kabinie był generał broni Andrzej Błasik, dowódca sił powietrznych. PAP dowiedziała się także, że drugą z tych osób nie jest Mariusz Kazana, dyrektor protokołu dyplomatycznego MSZ. Początkowo sądzono, że to jego głos nagrał rejestrator w kabinie pilotów. Jednak córka dyrektora Kazany, która przyleciała do Moskwy, tego nie potwierdziła.

Czwarta czarna skrzynka Tu-154 - tzw. rejestrator eksploatacyjny został odkodowany w Polsce (gdzie go wyprodukowano). Jego odczyty są analogiczne do odczytów trzech czarnych skrzynek odszyfrowanych w Moskwie.

- Chciałabym podkreślić wielkie męstwo i powściągliwość emocjonalną polskich specjalistów, którzy słuchali głosów osób, których już wśród nas nie ma - dodała Anodina. Poinformowała zarazem, że polscy ministrowie obrony i spraw wewnętrznych Bogdan Klich i Jerzy Miller odsłuchali nagrania rozmów załogi.

Załoga skompletowana na kilka dni przed lotem

Załoga Tu-154 nie przechodziła regularnych ćwiczeń, została skompletowana na kilka dni przed feralnym lotem.

Podczas środowej konferencji poinformowano również, że z zebranych dotychczas informacji wynika, że samolot był sprawny, miał w momencie wylotu z Warszawy 19 ton paliwa, co było wystarczające nie tylko na przelot na lotnisko w Smoleńsku, ale też na lotniska zapasowe. Także system wczesnego ostrzegania TAWS, w który był wyposażony - jak ocenili eksperci - był sprawny.

Z ustaleń wynika również, że stan lotniska w Smoleńsku był przed feralnym dniem trzykrotnie sprawdzany, ostatni raz - 5 kwietnia. Z tych kontroli wynikało, że lotnisko jest przygotowane do lądowania samolotu przy różnej pogodzie.

E. Klich: Nie było presji na pilotów

Edmund Klich, akredytowany przy rosyjskiej komisji badającej przyczyny katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem, powiedział, że po odsłuchaniu nagrań z kabiny pilotów nie odniósł wrażenia, by piloci działali pod wpływem presji. Klich zaznaczył, że wymaga to dodatkowych analiz i opinii biegłych. Ale - tłumaczył - załoga miała świadomość, że prezydent i towarzysząca mu delegacja spieszą się na ważną uroczystość.

Klich zaznaczył też, że w jego ocenie załoga na pewno zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo ważny jest udział prezydenta w uroczystościach 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. Dodał jednak, że w takiej sytuacji decyzja należała do pilotów i po przeanalizowaniu ryzyka i ewentualnych strat nie powinni lądować.

Poinformował także, że polski ekspert - psycholog będzie oceniał, jaki był poziom stresu załogi Tu-154 tuż przed katastrofą. Ekspert będzie analizował zarówno nagrania rozmów załogi podczas feralnego lotu, jak i nagrania ich wczesniejszych prywatnych rozmów, które będą przywiezione z Polski.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 127 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    126 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':