http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Polska prasa dzień po katastrofie

Witold Gadomski
2010-04-12, ostatnia aktualizacja 2010-04-12 10:47

Znicze zapalone przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie
Znicze zapalone przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

Dzisiejsze gazety piszą niemal wyłącznie o sobotniej tragedii pod Smoleńskiem. Są wspomnienia o Prezydencie Lechu Kaczyńskim, o innych osobach, które poniosły śmierć w katastrofie. Są też spekulacje o przyczynach katastrofy. Nie ma jeszcze politycznych analiz skutków tragicznej śmierci prezydenta i kilkudziesięciu polityków

"Dziennik. Gazeta Prawna" sporządza listę strat, jakie poniosły partie polityczne i instytucje publiczne i zastanawia się, jak szybko sytuacja w nich może zostać ustabilizowana. Przedstawia też sylwetkę Jacka Michałowskiego, który został mianowany przez Bronisława Komorowskiego p.o. szefa Kancelarii Prezydenta. "Pierwszym zadaniem nowego p.o. szefa Kancelarii Prezydenta będzie zorganizowanie uroczystości pogrzebowych Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki" - pisze "Dziennik".

ILS i przyczyny katastrofy

W "Gazecie Wyborczej" , który zastanawia się nad możliwymi przyczynami katastrofy: "Piloci prezydenckiego Tu-154 próbowali lądować na pozbawionym nowoczesnych pomocy nawigacyjnych lotnisku w Smoleńsku w warunkach, w których ledwo było to możliwe na dobrze wyposażonym Okęciu. System ILS (skrót od angielskiego Instrument Landing System) umożliwia lądowanie np. na lotnisku na Gdańsku, gdy chmury są 60 m nad ziemią, a widzialność wynosi zaledwie 550 m. (...)

Na lotnisku w Smoleńsku Północnym systemu ILS - nawet najprostszej kategorii - nie było. Tymczasem pogoda w momencie podchodzenia samolotu do lądowania była fatalna: choć chmury nie miały niskiej podstawy (ok. 50 m), to mgła ograniczała widzialność do ok. 400 m.

Choć nie jest to jeszcze oficjalnie potwierdzone, prezydencki samolot podchodził do lądowania, korzystając z sygnału lotniskowych radiolatarni i instrukcji rosyjskiego kontrolera, być może wspomagając się odbiornikiem
GPS. Jednak nie są to metody, które umożliwiają tak precyzyjne zniżanie się jak w przypadku systemu ILS.

(...) Dla tego typu podejść minimalne warunki atmosferyczne są dużo ostrzejsze niż w przypadku systemów ILS: chmury muszą mieć podstawę co najmniej 150 m, a widzialność musi wynosić co najmniej 1000 m. Jeśli wszystko się potwierdzi, będzie to oznaczało, że polscy piloci w Smoleńsku przekroczyli dopuszczalne minima".

Patriotyzm, troska o państwo, o jego pozycję

W "Rzeczpospolitej" komentarz Pawła Lisickiego: "Tragiczny rys prezydentury Lecha Kaczyńskiego": "Ta śmierć w pobliżu Smoleńska wydobyła, ośmielam się myśleć, nagle tragiczny rys prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Człowieka, który jak żaden inny polski polityk troszczył się o polską pamięć. Który doceniał i dbał o tych wszystkich - żołnierzy powstania warszawskiego, antykomunistycznego podziemia, o późniejszych działaczy opozycji solidarnościowej - którzy dla Polski gotowi byli cierpieć. W ostateczności umierać. Jak nikt inny zabiegał o uczczenie tego, co w dziejach Polski dramatyczne, straszne, niewiarygodnie bolesne. Pytam, czy teraz jakby sam swoją śmiercią nie przypieczętował tych starań? Czy nie nadał im nowego, nieprzewidzianego, nieusuwalnego sensu? Jakby jego działalność - skryta na co dzień w walce politycznej, w nieustannej grze o władzę, sporach z innymi - pokazała się w całkiem innym świetle. Jakby wreszcie dla wszystkich stało się widoczne to, co w Lechu Kaczyńskim najgłębsze: patriotyzm, troska o państwo, o jego pozycję.

Być może dlatego zresztą jego prezydentura była tak często i łatwo wykpiwana. Nie było chyba innego polityka, którego by tak często starano się ośmieszyć. Czy nie z powodu owej niewspółmierności pomiędzy z jednej strony: szczerą miłością do ojczyzny, pragnieniem, by zapewnić jej suwerenność i odbudować jej siłę, z drugiej: słabym, niewydolnym, niesprawnym państwem?"

Kaczyński odważny, skomplikowany, niezrozumiany

W "Polsce. The Times" duży tekst Piotra Zaremby: "Lech Kaczyński - polityk odważny, skomplikowany, nierozumiany".: "Oczywiście, że tragicznie zmarły prezydent był politykiem, więc jako polityk sam nieraz ostro atakował i bywał atakowany. To atrybut polityki w ogóle, a polskiej, niestety, w szczególności. Warto jednak mieć świadomość, że doczepiany mu wizerunek osoby wyniosłej i mściwej nie miał wiele wspólnego z rzeczywistością. Świętej pamięci Lech Kaczyński był impulsywny, nie potrafił czasem wytrzymać stresu związanego z politycznym starciem, ale miał wielkie serce.

O tym sercu najlepiej mogli się przekonać ci, którzy mieli okazję zajrzeć za fasadę oficjalnych min i gestów, którymi zasłania się po trosze każda postać publiczna. Oto pod budynkiem warszawskiego ratusza, w którym urzędował w latach 2002-2005 jako prezydent miasta, stoi każdego dnia starsza kaleka kobieta. Kaczyński, wprowadzając w zakłopotanie swoje urzędnicze otoczenie, sprowadza ją do swojego biura, dowiaduje, o co jej chodzi. Ustaliwszy, że kobieta marzy o podróży na grób papieża Jana Pawła II, każe ją tam wysłać za pieniądze miasta. Takich historii było mnóstwo i nie miało to nic wspólnego z bajkami o dobrym carze ( ) Bywał z tego powodu wyśmiewany za plecami albo nawet publicznie krytykowany, ale on już taki po prostu był - człowiek, który potrzebującemu oddałby ostatnią koszulę. W tym zawierał się zresztą także i etos tego inteligenckiego domu, jaki zobaczyliśmy, my, dziennikarze, w 2005 roku. Stąd jego wyjątkowo emocjonalny stosunek do tradycji Solidarności, której nie postrzegał tylko jako tarana rozbijającego komunizm".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':