http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Modlitwa za zmarłych w Lesie Katyńskim

Marcin Wojciechowski, Smoleńsk
2010-04-10, ostatnia aktualizacja 2010-04-10 21:24

Tablica z nazwiskami ofiar zbrodni katyńskiej
Tablica z nazwiskami ofiar zbrodni katyńskiej
Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta

To niewiarygodne. Tego się nie da opisać. To chyba naprawdę przeklęte miejsce - mówili o tragedii w Smoleńsku uczestnicy uroczystości z okazji 70. rocznicy zbrodni katyńskiej

Wieść o katastrofie prezydenckiego tu-154 rozniosła się w Lesie Katyńskim, gdy wszystko było już gotowe do uroczystości. Bliscy ofiar, którzy przyjechali na uroczystości specjalnym pociągiem z Warszawy, od rana pucowali tabliczki z nazwiskami swoich bliskich, składali kwiaty, palili znicze, robili sobie pamiątkowe zdjęcia.

- Mojej babci nie udało się tutaj przyjechać, matka nigdy tu nie była, ale ja jestem. Spełniło się marzenie mojego życia - mówił mi przed uroczystościami wnuk zamordowanego w Katyniu Kazimierza Purolczaka z Konina.

Krystyna Lecyk z Lublina przyjechała na grób swojego ojca chrzestnego por. Feliksa Łaszcza, który studiował przed wojną medycynę z jej ojcem we Lwowie. Ponieważ nie ma on innych bliskich, to ona poczuwa się do opieki nad jego mogiłą.

Duchowni kończyli ostatnie przygotowania do mszy świętej. Kompanie reprezentacyjne z Rosji i Polski ćwiczyły składanie wieńców. Nagle wśród tłumu gruchnęła wiadomość, że prezydencki samolot miał awarię. Początkowo sądzono, że to coś drobnego. Z niecierpliwością oczekiwano na wieści z lotniska w Smoleńsku. W pewnym momencie pracownicy prezydenckiego biura prasowego zaczęli płakać. - Jest bardzo źle, naprawdę bardzo źle - wydusiła z siebie sparaliżowana Agnieszka Kołacz z Kancelarii Prezydenta.

Msza święta rozpoczęła się, gdy jeszcze nie było jasne, że prezydent Lech Kaczyński nie żyje. Szybko jednak przedstawiciele kancelarii obecni na uroczystościach poinformowali o skutkach tragedii. W szoku byli posłowie PiS, którzy przyjechali na uroczystości pociągiem. Do ostatniej chwili wierzyli, że może nie spełnił się najczarniejszy scenariusz.

Uroczystości katyńskie przekształciły się w nabożeństwo żałobne za prezydenta Kaczyńskiego i pozostałe ofiary. Skrócono program. Zrezygnowano z części w Smoleńsku. Jak na ironię losu prezydencki obiad z rodzinami katyńskimi miał się odbyć w hotelu Nowyj na obrzeżach miasta, dosłownie kilkaset metrów od miejsca katastrofy. Pociąg specjalny ze Smoleńska do Warszawy odjechał przed czasem.

Franciszkanin z jedynej katolickiej parafii w Smoleńsku, który był w Lesie Katyńskim, wprost stamtąd pojechał na miejsce katastrofy, by modlić się za ofiary. W stule i z Biblią w ręku próbował przedrzeć się przez milicyjny kordon na miejsce tragedii. Puszczono go tylko do miejsca, z którego było widać w oddali szczątki samolotu. Ale pomodlił się za duszę zmarłych.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':