http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Internetowe strachy

Wojciech Orliński
2010-02-17, ostatnia aktualizacja 2010-02-18 11:41

NIEPOTRZEBNIE BOIMY SIĘ: kart kredytowych, nowoczesnych form płatności takich jak Paypal, kont w bankach elektronicznych, hakerów wykradających dane. NIESTETY, NIE BOIMY SIĘ: Upubliczniania danych osobowych, podejrzanych okazji, kradzieży tożsamości, przełamania prymitywnego hasła typu "1234".

SERWISY

Jak internet zmienił Twoje życie? Co zyskałeś? Co straciłeś? Czekamy na Wasze listy: listydogazety@gazeta.pl



Strach przed internetem to już właściwie kwestia przeszłości - serwisy społecznościowe takie jak Nasza-klasa oswoiły w Polsce internet jako coś, co oferuje usługi przydatne zwykłemu człowiekowi.

Można zauważyć jednak taką prawidłowość, że wielu polskich internautów wprost przenosi nawyki z tych serwisów na całą sieć. Dlatego zachowali te lęki, których te serwisy nie przełamały - i odwrotnie, wykazują się groźną beztroską, traktując całą sieć jako sympatyczne miejsce, w których można spotkać przyjaciół ze szkolnej ławy.

Nie bójmy się kart kredytowych!

Dobrze ten problem ilustruje podejście Polaków do internetowych zakupów. Darmowe przelewy oraz rozmaite gadżety i nietypowe akcje promocyjne przekonały nas do otwarcia kont w internetowych bankach (a banki tradycyjne do uruchomienia podobnej oferty elektronicznej bankowości).

Nadal jednak przeciętny Polak panicznie boi się wyrobienia klasycznej karty kredytowej i używania jej do zakupów, co jest powszechne na Zachodzie. Obawy są mniej więcej podobne do obaw prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego przed kontem w banku: że na pewno się to źle skończy, bo hakerzy wykradną, włamią się i będzie afera.

Paradoksalnie lekkomyślni robimy się jednak wobec serwisów aukcyjnych takich jak najpopularniejsze Allegro. Zapewne działa tu mechanizm psychologiczny każący nam widzieć w sprzedawcach odpowiednik przyjaciół z Naszej-klasy: choć tak naprawdę znamy tylko czyjś nick i ewentualnie numer telefonu, okazujemy takiej osobie wiele zaufania, bo przecież to kolega z serwisu, jak mógłby nas oszukać?

Karty kredytowej się boimy, bo Europay i Visa, a także wydające je banki i instytucje to wielka bezosobowa instytucja. My takim nie ufamy.

Czy słusznie? Nie do końca. Owszem, ciągle słyszymy o głośnych przypadkach wykradzenia przez hakerów numerów kart kredytowych. Ale w większości przypadków to raczej zmartwienie banków, które czeka wystawianie klientom duplikatów (na własny koszt). Ryzyko klienta jest mimo wszystko mniejsze niż takie, które ponosi, spacerując z portfelem po ulicy wielkiego miasta.

Zakupy z pomocą karty kredytowej mają zaś tę zaletę, że wielkie instytucje stać na ubezpieczanie transakcji oraz ściganie oszustów. Samo to, że sprzedawca oferuje możliwość zapłacenia kartą kredytową, już pokazuje, że nie jest to raczej firma krzak stworzona tylko dla szukania naiwnych.

Prawdziwe okazje nie istnieją

Takich natomiast mnóstwo znajdziemy w serwisach aukcyjnych. Allegro wprawdzie oferuje klientom tzw. centrum rozstrzygania sporów transakcyjnych, do którego możemy się odwołać, gdy zamówiona przez nas markowa Nokia okazuje się chińską imitacją.

Jednak centrum może interweniować skutecznie tylko w przypadku tych sprzedających, którzy nadal chcą aktywnie działać w serwisie. Jeśli mamy do czynienia z firmą krzak, którą założono tylko dla dokonania kilku przekrętów, a po jej likwidacji szukaj wiatru w polu i dzwoń sobie na nieaktywny numer komórkowy - możemy być bezradni.

Nie chronią nas nawet typowe posunięcia takie jak sprawdzanie, czy sprzedawca ma już na koncie entuzjastyczne recenzje poprzednich kilkudziesięciu klientów. Pouczająca jest tutaj historia opisana przez blogera o pseudonimie End3r, który mało co nie kupił bardzo okazyjnego laptopa marki Apple od handlarzy z forum dyskusyjnego MyApple.pl.

"Po krótkim rozeznaniu okazało się, że działa tam dwóch najpopularniejszych sprzedawców - Blade i Cizu. Średnio Blade miał sprzęt o 1 tys. zł taniej, Cizu o 2 tys. zł niż w oficjalnym sklepie Apple. Za Cizu przemawiały też tłumy zadowolonych klientów" - pisał End3r.

Zaraz potem okazało się jednak, że Blade i Cizu są paserami rozprowadzającymi komputery kupione przez zdolnego hakera z Siemianowic Śląskich, który posługiwał się fałszywymi numerami kart kredytowych (hakerzy potrafią je nie tylko kraść, ale także generować tak, żeby wyglądały jak prawdziwe). Poszukiwano go w całej Europie, aż w maju 2009 r. śląska policja zatrzymała go na lotnisku Pyrzowice.

"Jak się później okazało, współpraca nie przebiegała po mojej myśli: miesiąc czekania na ofertę, brak określonego zamówienia, po zamówieniu problemy z dostawą, kolejne 6 tygodni czekania" - pisał dalej End3r, wyjaśniając, że w końcu kupił laptopa zwyczajnie w sklepie. I miał szczęście, bo od zatrzymanego hakera policja przejęła listę klientów i zatrzymuje kradzione komputery jako dowód w sprawie.

Czy poszkodowani naiwniacy wyciągnęli z tego wnioski? Sądząc z forów dyskusyjnych, raczej nie. Przeważnie skarżą się, że totalitarne państwo ich teraz ciąga na przesłuchania, a oni przecież tylko w dobrej wierze robili zakupy. I nie zastanowiła ich podejrzanie atrakcyjna cena...

Poszukiwacze okazji chętnie przychodzą na Allegro i potem echa tego można znaleźć w takich zakątkach sieci jak ForumPrawne.org. Tam użytkownik Kunul skarżył się:

"Na aukcji internetowej Allegro kupiłem telefon i zapłaciłem za niego 700 zł (...) sprzedający wydawał się uczciwy, zwłaszcza że była to kobieta. Gdy dostałem paczkę z telefonem, okazało się, że telefon jest niezgodny z opisem i okazał się chińską podróbą tego telefonu pozbawioną najważniejszych funkcji. Wartość telefonu, który został mi wysłany, to jakieś 200 zł, a ja zapłaciłem 700 zł. Sprzedający unika mnie. Jak odzyskać pieniądze???".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 10 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    74 głosy